Marc Pastor
Bioko. Wyspa białych potworów
Marc Pastor Bioko. Wyspa białych potworów Wydawnictwo Bellona

Chyba się starzeje. Tak pomyślałem, kiedy przeczytałem książkę Marca Pastora. Wchodząc w atmosferę przeklętej wyspy Bioko, nie byłem przygotowany na wątek fantastyczny, który Autor wplótł w dziewiętnastowieczną historię.

REKLAMA
Mojżesz Corvo. Żołnierz, cwaniak i awanturnik. Służbę wojskową traktuje jako okazję do szybkiego i łatwego wzbogacenia się, co z kolei nie może podobać się jego przełożonym. Po ujawnieniu jego interesów, nasz bohater zostaje przeniesiony na daleką wyspę, gdzie, jak się łatwo domyśleć, nie znajduje zbyt wielu przyjaciół. W naszym bohaterze dojrzewa myśl o ucieczce z wojska i wyspy. Sytuacja komplikuje się, gdy na Bioko dochodzi do maskowych masakr kolorowej ludności…. Nikt nie zdaje sobie sprawy, że wyspa gości jeszcze kilku intruzów, agentów tajemniczej korporacji.
Książka Marca Pastora zawiera wszystko, czego wymagamy o plażowego czytadła. Główny bohater jest wzbudzającym sympatię i uznanie cwaniakiem, mamy wątek dziwnej męskiej przyjaźni, wątek miłosny i sensacyjny. Wszystko to Pastor okrasił podróżami w czasie, a grupa zdecydowanych na wszystko agentów na każdym kroku podnosi napięcie akcji.
Przyznam, że mimo, iż nie jestem docelowym czytelnikiem tej książki, adresowanej raczej do bardzo młodego czytelnika, bawiłem się setnie w czasie lektury. Próbowałem jeszcze bardzie uwspółcześnić dialogi i modyfikować w myślach wątek fantastyczny, przed czym przestrzegam czytelników. Ten, kto pójdzie w moje ślady będzie się czuł zawiedziony, jeśli z kart nie wyjdzie godzilla lub na wyspie nie wyląduje pojazd kosmitów. Trzeba po prostu pójść drogą Autora i poddać się jego inwencji i nie krytykować jego wyborów, co zagwarantuje odpoczynek od intensywnej pracy umysłowej.
Bo chyba tego szukamy w czasie urlopu?

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?