
„Znaleźli go w jednym z siedemnastu kotłów na dziedzińcu, zanurzonego w barwniku indygo, o dwa odcienie ciemniejszym od letniego nieba.”
REKLAMA
Orchan mimo stosunkowo młodego wieku przeżył dramat, a od sześciu lat poświęca się pracy w rodzinnej firmie założonej przez dziadka Kemala. Gdy ten niespodziewanie umiera, Orchan staje się dziedzicem praktycznie całego majątku – wyjąwszy dom, który Kemal zapisał nikomu nieznanej kobiecie z Los Angeles. Pragnąc odzyskać rodzinny dom i poznać powody, dla których Seda znalazła się w testamencie, wyrusza do domu opieki, w którym kobieta się przebywa.
„- Czym jest pamięć, jeśli nie ożywianiem przeżyć? […] Po co ożywiać ją ciągle na nowo?”
„Dziedzictwo Orchana” to debiut Aline Ohanesian, która poprzez historię Sedy i Kemala postanowiła przekazać opowieść usłyszaną od swojej babki. Gdy miała dziewięć lat, babcia opowiedziała jej o rzezi Ormian i związaną z nią tragedii rodzinnej. Tę historię kilkanaście lat później, wzbogaconą o studia historyczne i badania nad wydarzeniami roku 1915, wplotła w fikcję, aby w ten sposób dotrzeć do jak największego grona odbiorców.
„- Ponieważ to się wydarzyło. Pamiętanie o tym to jedyne, co mamy wobec zaprzeczania. Milczenie jest wrogiem sprawiedliwości.”
Efekt jest imponujący. „Dziedzictwo Orchana” wzrusza, zmusza do myślenia – zarówno poprzez historię samej deportacji, a zatem wspomnień Sedy, jak i wykreowanych bohaterów, którzy zapadają w pamięć. Ohanesian z gracją porusza trudne tematy, unikając jednocześnie rozwiązań, może i prostszych dla czytelników, jak i autorki, ale i tendencyjnych, przez co książka straciłaby na wartości. Za przykład może poświadczyć choćby postać bratanicy Sedy, która może i nie zna historii swojej rodziny, ale nie przeszkadza jej to w zatracaniu się w misji „Turcja przyzna się do ludobójstwa”.
Sama książka także ma swoją misję, choć bardziej informacyjną – „Coś takiego miało miejsce” aniżeli wytykającą palcem Turcję, by przyznała się do swoich grzechów [na co chyba jednak nie ma szans]. I to misję udaną, bowiem a oceanem zrobiło się o niej dość głośno, na kolejnych stronach poświęconych w literaturze była wymieniana jako jedna z najlepszych książek 2015, a kolejni czytelnicy przyznają, że dopiero w trakcie czytania „Dziedzictwa Orchana” dowiedzieli się o rzezi Ormian.
Miło zatem, że temat został poruszony przez osobę znającą się na temacie, że Aline Ohanesian podeszła do pisania umiejętnie, wreszcie – że umie pisać. Umie tworzyć historię, nie denerwuje językowo, jak i fabularnie, ma prawie że poetycki język, a nawet – czasem intrygujący, choć pewnie niektórych to zniechęci, bowiem autorka w licznych miejscach pozostawia niedopowiedzenia i mimo że można się domyślić co i jak, to jednak dziura w historii jest – ale czyż nie taka jest pamięć? Zawodna i poszatkowana?
„- Wojna to okropna rzecz. […] Wszyscy cierpią. […]
- Jest różnica, Orchanie, pomiędzy okrucieństwami wojennymi popełnianymi przez obie strony, a przeprowadzoną przez państwo kampanią ludobójczą, której celem jest zagłada całej rasy.”
- Jest różnica, Orchanie, pomiędzy okrucieństwami wojennymi popełnianymi przez obie strony, a przeprowadzoną przez państwo kampanią ludobójczą, której celem jest zagłada całej rasy.”
„Dziedzictwo Orchana” to zatem intrygująca powieść o ludobójstwie, konflikcie pokoleń i narodów, ale także o miłości, przeznaczeniu oraz pamięci - zdecydowanie jedna z tych książek, po które warto sięgnąć.
Marta Kraszewska
Marta Kraszewska
