Joanna Szwechłowicz "Siła wyższa"
Joanna Szwechłowicz "Siła wyższa" Wyd. Prószyński

REKLAMA
„Gdybym chciał pomagać ludziom, to zostałbym socjalistą, a nie zakonnikiem.”
W niewyjaśnionych okolicznościach znika poznański proboszcz. Wysłani w celu jego znalezienia [oraz uniknięcia skandalu] dwaj zakonnicy szybko trafiają na jego ślad, lecz zanim zdążą załatwić sprawę, ten ginie. Jako że jeden z nich uparcie dąży do rozwikłania zagadki [ku zgrozie tego drugiego], postanawiają znaleźć mordercę. A wszystko to w międzywojennej Krynicy.
Joanna Szwechłowicz w swojej trzeciej książce po raz drugi wraca do postaci ojca Aleksandra Herbsta – nieustraszonego i bystrego zakonnika bawiącego się w detektywa [występował on już w jej poprzedniej „Ostatniej woli”]. Kolejny raz także osadza akcję swojego kryminału w międzywojennej Polsce, choć widmo wojny czai się tuż za rogiem – do Krynicy dwaj zakonnicy trafiają tuż przed Wielkanocą.
Jak zawsze z gracją i świetnym, ironicznym językiem opisuje akcję, kolejne wydarzenia, wodząc czytelnika za nos aż do samego końca [choć oczywiście, jak na autorkę powieści detektywistycznych przystało, umiejętnie podrzuca wskazówki, tak by i on sam mógł próbować rozwikłać zagadkę]. Choć stosunkowo mało znana – któż bowiem właśnie ją wymieniłby jako polską autorkę kryminałów? – stylem przewyższa praktycznie wszystkich znanych autorce niniejszego tekstu polskich pisarzy. Może to kwestia wykształcenia – polonistyka z pewnością ułatwia pisanie – może umiejętności czy wrodzonego talentu – ale koniec końców czytelnik otrzymuje świetnie napisany, klimatyczny i osadzony w epoce kryminał z celnym komentarzem społecznym.
„Właśnie, zastanówmy się, nie kto, ale dlaczego to zrobił. Dlaczego ktoś chciałby zabić księdza Wojciecha? Co w nim było takiego, co mogłoby sprowokować mordercę?”
Do tego świetni bohaterowie – wczasowicze z pensjonatu sióstr Malickich [tam też konkretnie dzieje się akcja powieści] to urocza i różnorodna zbieranina pod względem klasowym i poglądowym. Jako że Szwechłowicz pozwala im się wypowiedzieć, czytelnik ma wielokrotnie szansę ujrzenia danej sytuacji z różnych perspektyw. A tok myślowy każdego z bohaterów jest istotny – nieważne czy chodzi o jednego z rozwydrzonych bliźniaków, feministkę czy też wdowę z małym dzieckiem – w ten sposób czytelnik ma pewne ułatwienie w rozgryzaniu zagadki, ale czy da radę wygrać z ojcem Aleksandrem?
Co prawda ten ma na głowie kolegę po fachu, który teoretycznie wraz z nim ma rozwikłać sprawę, ale który w praktyce ma na głowie jedynie „dobro Kościoła”, innymi słowy ojca Floriana Myszkowskiego. Najlepszy bohater tej powieści i kandydat na największego gbura mimo swoich licznych wad, stanowi jeden z najlepszych punktów powieści, poprzez swoje celne uwagi czy przypadkowe obnażanie grzeszków kościoła. Czytając jego wypowiedzi nie da się nie uśmiechnąć.
Innymi słowy – „Siła wyższa” to najlepszy jak dotąd kryminał Szwechłowicz, idealny dla każdego –nawet dla tych, którzy na co dzień unikają akcji osnutej wokół morderstw w powieści.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?