
Widok z dowolnej ulicy okupowanego miasta Europy. Młoda kobieta przechadza się w towarzystwie niemieckiego żołnierza. Śledzą ją spojrzenia, w których widać nienawiść i zazdrość jednocześnie. Taka kobieta czasami może coś załatwić czy pomóc w potrzebie, na pewno jednak ma nieco wygodniejsze życie. Po kilku latach kobieta ta, w pierwsze kolejności, odpowie za niegodziwości całego systemu. To ona, nie kolaboranci, czy współpracownicy gestapo, padnie ofiarą żądnego odwetu tłumu. I nikogo nie będzie interesować jej motywacja, nikt nie pomyśli, że miłość między dwojgiem ludzi nie poddaje się patriotyzmowi, czy nakazom sumienia.
REKLAMA
Kiedy wybuchła wojna, Hanka Zach była wchodzącą w życie, nieukształtowaną emocjonalnie, nieco rozkapryszoną dziewczynką. Wybuch wojny oznaczał dla niej jedno- jej ojciec nie mógł utrzymywać rodziny na takim poziomie, do którego ta wcześniej przywykła. Dziewczynka chce żyć normalnie, chce chodzić do kawiarni, kina, spotykać się z przyjaciółkami i przeżywać pierwsze miłości. Te dziewczęce marzenia o spotkaniach z beztroskimi chłopcami nikną w okupacyjnej rzeczywistości. Nawet przedwojenne śniadania należą do przeszłości. Jedyni beztroscy młodzieńcy noszą niemieckie mundury, są weseli, uczynni, otoczeni nimbem służby w wojskach lotniczych, a dziewczyna dość dobrze zna niemiecki. Pokusa beztroskiej rozmowy jest dla niej zbyt wielka. Dziewczyna nie doświadczyła sama niemieckich zbrodni, nie słyszała też, by ktokolwiek z jej bezpośredniego otoczenia ucierpiał wskutek działań okupanta. Wesołe rozmowy, żarty, czasem spotkanie przy filiżance kawy, wreszcie miłość do żołnierza, który wkrótce poszedł na front wschodni.
Przyznam, że dwadzieścia lat temu historia ta by mnie oburzyła. Jak to, Polka pod okupacją spotyka się ze Szwabami? Wychowani w takim właśnie przekładzie zapominamy o tym, że polskość nie znajduje się między kobiecymi nogami, zapominamy też o drobnych niuansach, które nie powinny pozwolić nam na zbyt szybkie potępienie. Przede wszystkim zadajmy sobie pytanie, czy nasza bohaterka komukolwiek zaszkodziła? Według jej przekazu nie i w to możemy uwierzyć. Dziewczynka chodziła na tajne komplety, miała więc wiedzę pozwalającą na likwidację wrogów Rzeszy, tymczasem nie pozwala sobie na jakąkolwiek notatkę mogącą zidentyfikować nauczycieli czy miejsca, gdzie odbywały się lekcje. Wydaje się, że pogubiło się gdzieś dziecko, które z jednej strony nienawidzi się za to, że nie potrafi odmówić sobie choćby słownego flirtu z przystojnymi Niemcami, z drugiej fascynuje się kulturą niemiecką, czasami udaje Niemkę, a jednocześnie nienawidzi tych, którzy wybrali narodowość niemiecką. W którymś momencie przychodzi otrzeźwienie, być może związane z przypadkowym aresztowaniem i kilkudniowym pobycie w areszcie. Notatki dziewczyny stają się bardziej melancholijne, w końcu zaś zostają porzucone.
Czytając Pamiętnik miałem nieco mieszane uczucia. Nie potrafiłem ani potępić, ani też obronić dziewczyny. Cały czas porównywałem ją z moją dorastającą córką i starałem się wyobrazić odczucia ojca Autorki. Większy autorytet domu rodzinnego, zainteresowanie, a nawet rodzicielska kontrola mogły oszczędzić dziewczynie smutnych doświadczeń, zwłaszcza tych, których możemy się tylko domyślać. Rola rodzica nie powinna ograniczać się do utrzymania, czy autorytarnego określania ram postępowania. Z dorastającą dziewczynką należy umieć rozmawiać, nie wolno, zwłaszcza w ekstremalnych warunkach, oszczędzać nawet brutalnej wiedzy o świecie. O tej odpowiedzialności rodzice dziewczynki zdaje się zapomnieli, ograniczając władzę nad dzieckiem do połajanek i awantur. A przecież Hanka była tylko niedoświadczonym dzieciakiem, gotowym do wyjazdu na roboty do Niemiec tylko po to, by uniknąć bury domowej.
A takie dzieci należy chronić, zwłaszcza przed nimi samymi.
