Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Zostawić Islandię
Hubert Klimko-Dobrzaniecki Zostawić Islandię Noir sur Blanc

Islandia, malutki kraj leżący na granicy dwóch oceanów, którego populacja nie przekracza połowy liczby mieszkańców Łodzi. Kraj ludzi twardych, dumnych, potrafiących współdziałać ze sobą i odnajdywać we wszystkim powody do domu. Kraj, który uwiódł Huberta Klimko-Dobrzanieckiego.

REKLAMA
Wszystko zaczęło się od słoika śledzi. Przybyły one, dziwnym zrządzeniem losu, do maleńkiej Bielawy i wywołały u małego chłopca głód wiedzy. Po latach, chłopiec ten wyjechał na wyspę, by tam studiować, pracować, założyć rodzinę i wreszcie po to, by go opuścić. Nic przecież nie trwa wiecznie, nawet pobyt na Islandii.
Wielu naszych rodaków o istnieniu Islandii dowiedziało się, gdy kraj ten otworzył dla Polaków swój rynek pracy. Newsy z tej malej wyspy są raczej rzadkie i dotyczą kwestii ekologicznych, albo prawnego populizmu, to tam bowiem dokonuje się rzezi wielorybów, tam też w najbardziej drastyczny sposób przebiegł kryzys finansowy 2008 roku. Islandia jednak znalazła się na ustach nas wszystkich za sprawą ostatnich mistrzostw Europy w piłce nożnej. Reprezentacja Islandii nie mogła oczywiście pokonać największych tuzów piłki, udowodniła jednak, że mały naród, jeśli tylko współdziała ze sobą, może dokonać rzeczy wielkich. I mimo, że piłka nożna nie jest moim ulubionym sportem, nie opuściłem chyba żadnego meczu, w którym grała drużyna „synów”.
O tym właśnie islandzkim fenomenie opowiada nam nieoceniony Klimko-Dobrzaniecki. I robi to w sposób, który musi urzec. Nie znajdziemy tam niczego, co moglibyśmy znaleźć w byle jakim przewodniku po tej wyspie, żadnych informacji historyczno kulturalnych, żadnej podręcznikowej wiedzy. W książce jest natomiast Islandia, jaką poznał Autor, a więc Islandia, która w jego oczach zderza się z Polską i to zderza się w sposób, który każe czytelnikowi z refleksją pomyśleć o naszych wadach narodowych. Oczywiście to natura ukształtowała mieszkańców wyspy. Gdyby nie współpracowali, to nie przeżyliby żadnej zimy, gdyby kradli i oszukiwali, to nie mogliby sobie zaufać, a na tym przecież oparte jest przetrwanie w ekstremalnych warunkach. Pod tym względem nasze wady narodowe biją po oczach. A przecież my sami, jako naród, nie mieliśmy łatwej historii, dlaczego więc nie potrafimy wyrobić w sobie choćby kilku cech pozytywnych? Dlaczego nie potrafimy cieszyć się z naszych nawet najdrobniejszych sukcesów? Dlaczego jesteśmy wiecznymi malkontentami? Oj na te pytania możemy długo odnajdywać kolejne odpowiedzi.
Ale oczywiście nie tylko o islandzki fenomenie jest ta książka. To przede wszystkim historia samooczyszczenia Autora, który, nie mając odpowiednich wzorców życiowych, uczy się od nowa tego, co najtrudniejsze- życia. Intymność tego zapisu wzbudza momentami zakłopotanie, ta dalece wchodzimy w prywatność Autora, który po lekturze tej książki, staje się dla czytelników niczym dobry kumpel, taki, z którym nie boimy się wypić tego jednego kieliszka za dużo.
A swoją drogą, to chyba nietrudno polubić kraj, w którym butelka najlepszego wina kosztuje tyle, co zwykłe wino stołowe.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?