Jørn Lier Horst "Szumowiny"
Jørn Lier Horst "Szumowiny" Wyd. Smak Słowa

REKLAMA
Stavern - lato w pełni. Fale wyrzucają na brzeg odciętą lewą stopę. A potem jeszcze trzy inne, a to wszystko w ciągu jednego tygodnia. Śledztwo szybko zaczyna się wiązać z tajemniczymi zaginięciami, mającymi miejsce w poprzednim roku. I jak to u Horsta bywa potencjalnie niemożliwe do połączenia wątki splatają się w jedną, skomplikowaną intrygę.
„Szumowiny” najstarsza z obecnie czterech wydanych w Polsce książek Horsta, jest zarazem książką najciekawszą ze wszystkich dotychczasowych. A zatem czytelnik otrzymuje wszystko, czego należy spodziewać się po kryminale skandynawskim, ale w znacznie lepszej formie. Bo przecież i w poprzednich tomach bohaterowie Horsta mierzyli się z problemami społecznymi [jak przestępstwa popełniane przez funkcjonariuszy czy rozluźnienie więzi społecznych], ale generalnie stanowiły pretekst do opowieści, pozostawając na dalszym planie, będąc jedynie elementem niezbędnym gatunkowo.
Oto tutaj Line Wisting bierze się za reportaż o resocjalizacji [czy raczej jej braku] więźniów w zakładach karnych. I jak to zwykle u Horsta bywa, nie potrzebuje aż tak wiele czasu, by ze swoją pracą wplątać się w śledztwo taty. Szukając odpowiedzi na nurtujące ją pytania – czy to z zakresu „czy rzeczywiście więzienie pełni swoją funkcję?” czyli właściwego tematu jej reportażu czy też dotyczące zagadek, na które co i rusz natrafia – nieoczekiwanie zbliża się do rozwiązania sprawy tajemniczych zaginięć i lewych stóp znajdowanych na plaży bardziej aniżeli policjanci.
Zresztą, jak można się było tego spodziewać , akcja ponownie biegnie dwutorowo, ukazując śledztwo od strony technicznej – przez Wistinga, jak i od strony opinii publicznej tudzież dziennikarzy – a zatem przez Line. Jako że Horst czyni to umiejętnie, nie drażni fakt, że tę samą metodę stosuje w każdej swojej powieści [tak, nawet w tych kryminałach dla dzieci]. A że i oboje – i ojciec i córka – są postaciami sympatycznymi i inteligentnymi, to i można przecierpieć te nieliczne momenty, gdy rozważania Line schodzą za bardzo w sferę uczuciową, odrywając ów fragment powieści nieco od reszty książki.
„To, czy zabójstwo jest słuszne, czy nie, zależy od tego, jakie ma konsekwencje dla wszystkich zainteresowanych.”
I w końcu to, co będę powtarzać, aż do końca – Smak Słowa trochę namieszał jeśli chodzi o kolejność tłumaczenia. Najpierw wydano najnowszego wówczas „Jaskiniowca”, potem tomy wcześniejsze i kolejną nowość od Horsta, tak więc seria wydawana jest w odwrotnej kolejności z małymi niespodziankami w rodzaju najnowszych tomów. W przypadku kryminałów nie powinien to być zbyt wielki problem, bo w końcu co tom, to inna zagadka [no chyba, że mowa o Millenium, tam wszystko jest zbyt mocno splecione, by tak sobie przypadkowe tomy czytać], tyle że Horst, jak na prawdziwego autora kryminałów skandynawskich przystało, dużo czasu [ale nie za dużo] poświęca życiu osobistemu bohaterów. Śledząc akcję zgodnie z wydawaniem kolejnych powieści, można się łatwo pogubić [ja już przestałam się zastanawiać, dlaczego najpierw czytam o rozstaniu, a potem o początkach związku – zanim do rozstania doszło].

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?