
Wydawać by się mogło, że o Holokauście napisano już wszystko. Istotnie, wydano setki książek, relacji Ocalonych czy opracowań historyków. Każda z nich jest odmienna od pozostałych, tak samo jak historie ich ocalenia. Ta jednak nie przypomina mi żadnej z dotychczas poznanych.
REKLAMA
Po wielu latach od zakończenia wojny Marceline Loridan-Ivens postanowiła dokonać rozliczenia własnego życia, życia, które zawdzięcza woli zamordowanego w czasach Zagłady ojca. Wywieziona do Auschwitz przeżyła tylko dzięki jego woli, pielęgnując w pamięci ostatni list, jaki przekazał jej za pośrednictwem jednego z więźniów. List ten pozostał bez odpowiedzi przez wiele lat. Przekazanie grypsu w Auschwitz było kosztowne, potem oboje trafili do różnych obozów, po wojnie zaś dziewczyna nie godząc się ze śmiercią ojca, ciągle na niego czekała, szukając wokół siebie jego substytutów.
Zbliżający się kres życia zmusza do dokonania podsumowań. Zmuszeni do refleksji porządkujemy swoje sprawy, zwłaszcza te dla nas najważniejsze. Nie inaczej zrobiła Marceline. Po kilkudziesięciu latach napisała wreszcie odpowiedź zawierającą historię cierpienia, tęsknoty, życiowej pustki i tego poobozowego życia z dnia na dzień, życia chwilą, bez wiary w przyszłość, bez planów. Dla nas, korzystających z przywileju późnych narodzin, takie życie wydaje się jałowe i bezsensowne. Tłumaczy nas jedynie to, że oszczędzono nam zostało cała okrucieństwo XX wieku. Dorastaliśmy bez lęku przed głodem, zimnem, biciem i śmiercią, nie znana nam była przypadkowość i nieprzewidywalność oprawców. Czy potrafimy więc pojąć czym była „planeta Auschwitz”, gdzie ludzki los zależał od zwykłego przypadku? Czy potrafimy zrozumieć traumę dziewczyny, która tak naprawdę nigdy nie opuściła obozowych drutów?
Ta książka nie należy do łatwych, ale jeśli wgryziemy się w jej język, nie możemy się oderwać od lektury, mimo, że czytając czujemy coś w rodzaju zażenowania. W czasie lektury wkraczamy w najintymniejsze sfery życia człowieka. Czytając wiemy, że przekaz ten nie jest przeznaczony bezpośrednio dla nas, nie my jesteśmy docelowym odbiorcą tej książki. To zamordowany pod koniec wojny ojciec jest docelowym jej czytelnikiem, skoro jednak nie żyje, Autorka dzieli się z nami tym, co najintymniejsze. Swoje wnętrze, trauma i życie po Auschwitz. W czasie lektury miałem wrażenie, że ta proza pokrewna jest z tym, co pisze Halina Birenbaum. Cóż, ta wspólnota przeżyć zawsze pozostawi swoje piętno.
Tej książki nie da się opisać, nie powinno się też jej czytać przed snem, czy spotkaniem z przyjaciółmi. Autorka bowiem dzieli się z czytelnikiem tym, co wypełnia jej życie, smutkiem. I napełnia go nim na długie dni.
