
Współczesny świat przekonuje nas o naszej wyjątkowości. Wyjątkowi jesteśmy dzięki konsumpcjonizmowi, wyjątkowości dodaje nam polityczna poprawność lub też jej kontestacja. Nigdy w historii rodzaju ludzkiego wyjątkowość nie była tak dostępna. Czy jednak jest ona realna? Śmiem w to wątpić, zwłaszcza po lekturze Interwencji 2.
REKLAMA
Michele Houellenecq jest jednym z tych ludzi, którzy zawsze szli pod prąd, nie licząc na poklask, jaki przynieść może kontestacja. Oczywiście wydaje się, że nasz bohater całkiem nieźle wykorzystuje swoją sławę. No cóż, współczesny świat lubi różne dziwadła, które można podziwiać, nie rezygnując z własnego stylu życia i własnego oportunizmu. Z drugiej strony Houellenbecq jest kimś, z kim możemy się zgadzać, lub nie, ale którego argumenty warto poznać, choćby tylko dla intelektualnej gimnastyki, czyli wewnętrznie przeprowadzonego z nim sporu. Tym bardziej, że sam nasz Autor prowokując, niekoniecznie ujawnia swoje rzeczywiste poglądy, bardziej piętnując owczy pęd ku tej pseudo wyjątkowości.
Islam, feministki, życiowi sybaryci, wpływ komputerów i seksualnej swobody na nasze życie. Wszystko to leży w sferze zainteresować Houellebecq`a. Każdy, kto nie myśli jak nasz Autor i kto nie preferuje jego stylu życia i jego przekonań może dostać i najczęściej dostaje, po nosie. Dla Houellebecq`a wyjątkowym jest jedynie on sam, co podkreśla lekceważeniem wszelakich wypracowanych norm. Pod tym względem nasz Autor przypomina mi wielu tych, którzy uważają, że każdy jest kretynem, kto z nim się nie zgadza. Na tym jednak kończą się podobieństwa, bowiem On sam jest od nich znacznie mądrzejszy.
Staram się uniknąć jakiegokolwiek streszczania, czy przybliżania tez Autora. Nieuchronnie bowiem sprowadziłoby tekst, który z założenia ma być krótkim, do długich dywagacji o tym dlaczego zgadzam się lub nie zgadzam z jego myślami. Muszę dodać, że felietony Houellebecq`a należy przeczytać kilka razy, spierając się z nim pisząc wręcz na marginesach jego książki, lub wkładając pomiędzy kartki świstki zapisanego papieru. Przestrzegam- nie jest to lektura łatwa, choć potrafiąca wywołać uśmiech na twarzy. Do tego wymaga skupienia, nie jest więc odpowiednia dla dojeżdżających do pracy, właściwie by ja czytać, należy zaopatrzyć się w mocną kawę, ołówek, ewentualnie paczkę dobrych papierosów i to, co określamy mianem świętego spokoju. W takich warunkach gimnastyka intelektualna jest pewna.
A tego też wymagamy od książki.
