
REKLAMA
Przez długi czas podchodziłam jak pies do jeża do książek wydawnictwa Prószyńskiego z serii „Kobiety to czytają”, niesłusznie utożsamiając je ze słabą literaturą. Gdy w końcu po jedną sięgnęłam, już zostałam z cyklem, trafiając na kolejne wspaniałe pozycje. Nie inaczej jest z „Tą, którą znam” Małgorzaty Wardy.
Trudno cokolwiek dokładnie o tej książce powiedzieć – czytelnik podąża śladem toku myślowego głównej bohaterki, skacząc między przeszłością a teraźniejszością, nagle przypominając sobie niektóre wydarzenia, inne omijając łukiem. A to obserwuje kolejne sytuacje, uczestnicząc w nich, a to uświadamia sobie, jak wiele zmieniło się od jej wyjazdu [zdziwienie, gdy uzmysławia sobie, że przyjaciel z dzieciństwa zdążył się przez te dziesięć lat dorobić córki i chyba żony, a ona nic o tym nie wie].
Nic dziwnego zatem, że przy tych skokach trudno cokolwiek powiedzieć, aby przypadkiem za wiele nie zdradzić i zepsuć przyjemność śledzenia historii bohaterki. Dość napisać, że Warda opowiada o losach Ady – małomiasteczkowej dziewczyny, która robi karierę jako modelka i aktorka za granicą. Nie za bardzo ma ochotę wracać do kraju, gdzie pozostawiła całe swoje życie, choć utrzymuje kontakt z mieszkającą tam siostrą Agnieszką. Dlatego jej nagły wypadek i osierocenie przez nią dwójki córek zmusza Adę do powrotu i rozpoczęcia poszukiwań Pawła, ojca dziewczynek.
Na pierwszy rzut oka brzmi to banalnie i może faktycznie streszczając całą książkę, tak by to brzmiało. Na szczęście Warda szybko wychodzi ze schematów, zręcznie lawirując historią, stosując wiele niedopowiedzeń, prowadząc rozmowy bohaterów tak, że czuć, że rzeczywiście się znają, a nie wypowiadają ileś zdań, by wprowadzić czytelnika do akcji. Część nazwisk zostanie przez Adę wyjaśniona, część zostanie tylko rzucona i nigdy doń się nie powróci, zaś opisy w niektórych książkach mające długość mini esejów, tu są skrócone do minimum i poruszone są tylko te rzeczy, na które Ada zwróciła uwagę i które są dla niej najważniejsze.
Tak więc Warda pogłębia bohaterów, uciekając od banałów. Bardzo szybko okazuje się, że Adę i Pawła coś łączyło, zaś siostrzenice niekoniecznie są pozytywnie nastawione do cioci. Jednocześnie, co miło zauważyć, jest tu dużo niedopowiedzeń, nie mówi wszystkiego, pozwalając czytelnikowi samemu się domyślić – co pokazuje, że autorka nie ma swoich odbiorców za idiotów.
