Rachel Abbott "Zabij mnie znów"
Rachel Abbott "Zabij mnie znów" Wyd. Filia

REKLAMA
Nic nie zapowiadało, że stanie się coś złego. Maggie tak jak każdego dnia wracała do domu, gdzie jak zwykle miał czekać na nią mąż z obiadem i dwójka ich dzieci, lecz tym razem po powrocie odkrywa, że Duncan zniknął bez śladu, znienacka wychodząc z domu i zostawiając kilkuletnie dzieci bez opieki. W tym samym czasie, gdy próbuje wpaść na trop męża, ktoś zaczyna mordować kobiety podobne do niej. Czy to oznacza, że będzie następna?
Śledztwo przejmuje nadinspektor Tom Douglas, dla którego szybko nabierze ono wymiaru osobistego. Zabite dziewczyny przypominają mu zamordowane dwanaście lat temu studentki, zaś twarz zamordowanej teraz kobiety wygląda niemalże identycznie, co jego była dziewczyna, Leo. Czyżby coś jej groziło? Czyżby seryjny morderca sprzed lat powrócił?
Rachel Abbott przywraca moją wiarę w kryminały. W przeciwieństwie do modnego obecnie trendu, zapoczątkowanego przez kryminały skandynawskie, poświęcania wiele miejsca wątkom osobistym detektywów/policjantów [co niejednokrotnie sprawia wrażenie bycia jedynie zapełniaczem stronic] , „Zabij mnie znów” niemalże całkowicie wypełniony jest przez śledztwo. Wszystkie wtręty dotyczące życia prywatnego czyjejś postaci mają swoje uzasadnienie w tekście, sam kryminał zaś nie zbliża się niebezpiecznie do powieści obyczajowej, przez co nie wypada z rytmu i czytelnik nie traci wątku, a książka napięcia.
Do tego świetnie przemyślana została kwestia dwutorowego śledztwa, która również ostatnimi czasy jest modna wśród autorów kryminałów. I znów dla porównania nieszczęsny kryminał nurtu skandynawskiego – „Nauczycielka z Villette”, gdzie owszem dwutorowo szukano sprawcy/sprawców, ale samo połączenie nie miało zbytniego sensu, bo wątki były zbyt oddalone od siebie. Tu, w „Zabij mnie znów” groźby tej nie ma. Ściśle powiązane, logicznie ułożone, co daje tylko dodatkową radość z pisania – bo autorka wie, jak pisać i jak wykorzystywać znane motywy i klisze, by zaskoczyć czytelnika.
Co prawda lekką wątpliwość wzbudzają portrety psychologiczne. Abbott poświęciła sporo miejsca ich przedstawieniu, ładnie je zarysowała, jednak nie zmienia to faktu, że część bohaterów nie do końca zachowuje się tak, jak powinni, choć może to tylko z mojej strony czepialstwo i zapomnienie, że to przecież sytuacje ekstremalne.
Jednak sami bohaterowie są świetnie skonstruowanie. Oczywiście są tu klisze – a zatem trochę smutny pan policjant, ładna i bystra główna bohaterka, kilku złych, którzy zazwyczaj wyglądają na złych albo też zachowują się w sposób ewidentnie zły – ale całość wynagradza fabuła i pomysł na zbrodnię – będący częściową reinterpretacją jednego z najlepszych stworzonych kryminałów [tytuł jednak popsułby zabawę, a po co sobie ją odbierać?].
Tak więc całość jest spójna i idealna do czytania na jesienny wieczór. Z każdą stroną napięcie wzrasta – nienazwane, ale jednak obecne, gdy wiadomo, że coś nie gra, ale nie do końca można ustalić powód, gdy ktoś nie pasuje do obrazka, ale nie potrafi się powiedzieć dlaczego. Może nie sprawia to, że książka przerazi śmiertelnie, że tak jak po „Zaginionej dziewczynie” będzie się podejrzliwie patrzyło na każdego, ale z pewnością dostarczy rozrywki i zapełni miło czas, z lekkim dreszczykiem, jak na literaturę spod znaku thrillerów przystało.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?