
REKLAMA
Podporządkowanie. Posłuszeństwo. Służba. To hasło codziennie powtarzają pszczoły zamieszkujące jeden z uli, gdzie społeczność jest mocno zhierarchizowana. Powtarza je i Flora 717, pszczoła pochodząca z najniższej warstwy ula, z rodu sprzątaczek. Powtarza je mimo że codziennie jest poniżana, czy to ze względu na swoją niezgrabność czy to ze względu na swoją pracę. Powtarza je, zdobywając kolejne awanse i stając się ni stąd ni zowąd największym zagrożeniem ula.
„Rój” to powieść porównywana do „Folwarku zwierzęcego” Orwella. Jest to porównanie na wyrost – owszem pomysł na ukazanie systemu totalitarnego przez pryzmat zwierzęcej społeczności jest taki sam, ale Paull kuleje tam, gdzie Orwell błyszczy.
Ul Paull to świat mocno zhierarchizowany. Świetnym pomysłem było sięgnięcie do świata pszczół, a już w ogóle sukces, że udało się jej ukazać społeczność pszczół w sposób ciekawy – poszerzając wiedzę czytelnika, a jednocześnie nie zanudzając go zbytecznymi informacjami prosto z Wikipedii. Ładnie wyszło przełożenie systemu totalitarnego na świat pszczół, co prawda w którymś momencie zaczyna to nieco kuleć, gdy już wszystko zaczyna się mieszać – co, gdzie właściwie się znajduje. Wprawdzie całą tę strukturę skądś już się zna – przy obecnym wysypie dystopii trudno na coś nie trafić – ale samo przełożenie na świat ula daje pewny powiew świeżości. Niewielki, ale zawsze jakiś.
Także główna bohaterka nie zawodzi. Przez większość czasu zagubiona, nie wiedząca, co ze sobą zrobić, jak działa ten świat, w którym się znalazła – poznawanie struktury ula przez Florę 717 jest poznawaniem społeczności pszczół przez czytelnika – i to działa, a przy okazji miło obyć się bez wstępnego tzw. origin story, skąd, co, jak i dlaczego [choćby sama scena z legendami – wspomnienie o początkach ula, o micie założycielskim, ale jednocześnie praktycznie nie powiedzenie o tym za wiele]. Prócz tego Flora 717 polega na instynkcie – i to też jest logiczne, patrząc na świat zwierząt – co również wypada całkiem nieźle i nawet nie denerwuje swoim zachowaniem, co z kolei można uznać za unikatowe jeśli chodzi o postacie kobiece w dystopiach – gdzie niemalże wszystkie zostały napisane jako ideały. Tu na szczęście tego brak – Flora 717 doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że popełnia błędy, ba!, że to, co robi, jest złe [tylko, dlaczego brak wyrzutów sumienia, oh! dlaczego]. Pod tymi względami główna bohaterka „Roju” wyróżnia się pozytywnie na tle reszty.
Niestety powieść kuleje fabularnie. Wewnętrzne sprzeczności z gatunku – nagnijmy przedstawiony świat pod wizję autorki – niszczą całkiem nieźle zbudowaną rzeczywistość. Choćby zasady – od początku czytelnik wie, że zasady są najważniejsze i nie można ich łamać. No ale, gdy Flora 717 wpada w kłopoty – oczywiście, może je złamać i przeżyć. Gdyby to do czegoś prowadziło – czemu nie, może da się wybaczyć jeden taki mankament. Ale tak dzieje się niemalże co chwila i niestety to wszystko ciągnie książkę w dół.
„Ułomność to zło. Ułomność jest zakazana... Odmienność to nie to samo, co ułomność.”
Jak na debiut jest nieźle. Czyta się ją lekko – dużą rolę ma fakt, że naiwność to niemalże drugi tytuł książki – i to w kontekście „Folwarku zwierzęcego” jest największym problemem – „Rój” zbyt łatwo odłożyć po przeczytaniu i po prostu o nim zapomnieć. „Folwark zwierzęcy” nadal pozostaje niedoścignionym wzorem.
Marta Kraszewska
Jak na debiut jest nieźle. Czyta się ją lekko – dużą rolę ma fakt, że naiwność to niemalże drugi tytuł książki – i to w kontekście „Folwarku zwierzęcego” jest największym problemem – „Rój” zbyt łatwo odłożyć po przeczytaniu i po prostu o nim zapomnieć. „Folwark zwierzęcy” nadal pozostaje niedoścignionym wzorem.
Marta Kraszewska
