
Przez dwadzieścia siedem lat od Okrągłego Stołu Polska zmieniła się nie do poznania. Nasze miasta wypiękniały, zaczynamy jeździć po coraz lepszych drogach i coraz lepszymi samochodami. Zmieniliśmy nawyki żywieniowe, poszerzyliśmy nasze horyzonty. Ale też utwardziliśmy serca nasze. Straciliśmy to, co cenne- empatię, poczucie solidarności i jedności. Dlaczego? Czy na to pytanie znajdziemy odpowiedź po lekturze starych wywiadów Teresy Torańskiej?
REKLAMA
Dwadzieścia siedem lat temu panowała euforia. Cieszyliśmy się z rzeczy, które były tak oczywiste na zachodzie Europy. Brak cenzury, wolność handlu i przedsiębiorczości, paszporty w szufladach biurek, a nie w kasach pancernych MSW. Byliśmy dumni z faktu, że wreszcie rządzi nami niekomunistyczny premier, że oto, po częściowo wolnych wyborach mogliśmy powiedzieć, iż właśnie upadła komuna. Pierwszy rząd cieszył się sporym zaufaniem społecznym, mimo wprowadzanych trudnych, ale koniecznych reform. Naszym celem było związanie się ze strukturami unijnymi i NATO. To były czasy budowy czegoś wielkiego, budowy planowanej w perspektywie długich lat, a nie dla uzyskania dodatkowych głosów wyborczych. Oczywiście nie sposób idealizować tych lat. Polacy zachłyśnięci możliwością wyborów o mały włos nie wybrali na głowę państwa enigmatycznego, podpierającego się słynną czarną teczką, biznesmena, reformy udowodniły, że nie wszyscy zdolni są chwycić sprawy we własne ręce, zaś stopień egoizmu i braku myślenia perspektywicznego był odwrotnie proporcjonalny do poziomu wykształcenia. A to Polska właśnie, Polska, kraj, w którym tak łatwo daje się wiarę obiecującym gruszki na wierzbie populistom.
Dziwnie się czyta wywiad z Tadeuszem Mazowieckim czy Włodzimierzem Cimoszewiczem, dziwnie brzmią nieco idealistyczne wyznania o Leszku Balcerowiczu. Mamy rok 2016, wielu ludzi, którzy dziś zabierają głos nie pamiętają czasów sprzed 1989 roku i euforii po 4 czerwca. Tym ludziom można bezkarnie, w obecności najwyższych oficjeli państwowych wmówić, że czasy Balcerowicza zniszczyły Polskę bardziej niż II Wojna Światowa. Ta relatywizacja tragedii społeczeństwa polskiego i niemieckich zbrodni wojennych oburza tym bardziej, iż wśród obecnych nie znalazł się ani jeden sprawiedliwy, który by nie zaprotestował, nie powiedział, iż tak się nie godzi, ze to podłość choćby ze względu na pamięć pomordowanych. Nasza klasa polityczna sięgnęła dna i chciało by się powiedzieć nad grobem Tadeusza Mazowieckiego- Panie Premierze, dlaczego nie zostawiłeś po sobie godnego następcy? Ale czy my sami nie powinniśmy uderzyć się w pierś? Któż jak nie my dopuścił do tego, że w parlamencie zasiadają indywidua, którym żaden szanujący się i wychowany według przedwojennych standardów nie podałby ręki? Czy każdy z nas nie jest choć w cząstce winny temu, że dawny partyjny aparatczyk rechocze krzycząc „precz z komuną”? I za co to wszystko? Za miskę strawy, niczym prymitywny rab? Obecne elity uczyniły wszystko, by zohydzić nam wszelkie instytucje państwowe jeszcze zanim zaczęły swe rządy, a teraz tylko utwierdzając nas w tym przekonaniu, zmuszają do postawienia pytania, gdzie u licha zaczęło się psucie państwa….
Miało być o książce, nie zaś o współczesnym państwie. Mniemam jednak, że Teresa Torańska z miejsca obfitującego w książki patrzy z satysfakcją, ze jej wywiady zrobiły wrażenie na czytelniku, ale też z troską o Polskę…
