
Pięć pozornie odrębnych historii. Pięć tematów ocierających się o absurd, absurd akceptowalny przez każdego czytelnika. Łączy je jedno- próba ucieczki w absurd, świat wymyślony po to, by uciec od otaczającej rzeczywistości, od wszechobecnego zła. Słowem Mircea Cartarescu.
REKLAMA
Życie książką nie powinno skończyć się z jej ostatnią stroną. Dobra książka tkwi jeszcze w czytelniku wiele dni po lekturze, wzbudzając tęsknotę za powrotem do skrywanego w niej świata, choćby po to, aby poszukać w niej to, co umknęło w czasie pierwszej wizyty. Dobra książka wcale nie musi opisywać rzeczywistości, wystarczy, że dostarczy czytelnikowi wyobrażenia o tym, czym właściwie była ta rzeczywistość, jak smakowała codzienność, na czym polegał strach, czy próba ukrycia swego prawdziwego ja.
Co ma ze sobą wspólnego mężczyzna uzależniony od rosyjskiej ruletki z mężczyzną, który chce ukryć swą tożsamość stając się kobietą? Czy do tego samego świata należeć będzie Architekt, który zamienia swój samochód w urządzenie do tworzenia muzyki, która została już dawno stworzona i który zespolił się za jej pośrednictwem z własnym samochodem, wypełniając go niczym ślimak muszlę? To zupełnie inne historie, a jednak coś je łączy. Czasy, w których zostały napisane skłaniały do opisywania rzeczywistości, prawda w narracji oznaczała kłopoty, fałsz z kolei był sprzeniewierzeniem. Stworzenie alternatywnego świata, świta marzeń i absurdu wydaje się w takich czasach idealnym rozwiązaniem. Marzenia, tworzenie alternatywnej historii życia jest naturalną próbą ucieczki od problemów czy poczucia przegranego życia. I właśnie możemy wejść w ten unikalny świat.
Wprowadzającym do tego świata jest mężczyzna, który gra w rosyjską ruletkę stale podnosząc poziom ryzyka. Jego szanse na przeżyci maleją z każdym kolejnym nabojem w bębnie. Mężczyzna, którego nie są w stanie pozbawić życia pociski z własnej broni, umiera ze strachu, kiedy przyłożono mu do głowy lufę atrapy pistoletu……
Brzmi zachęcająco? Zaręczam, dalej jest jeszcze lepiej…
