Ewa Cielesz "Córka Cieni. Burza przed ciszą"
Ewa Cielesz "Córka Cieni. Burza przed ciszą" Wyd. Axis Mundi

REKLAMA
Podczas wycieczki urządzonej przez znajomych Adam znajduje w porzuconej chatce pozostawiony pamiętnik. Zafascynowany losami zakochanej pary opisywanymi przez autorkę, a także prośbami Toffi, dziewczyny, która mu się podoba, postanawia odnaleźć jej córkę – Juliannę i poznać jej dalsze losy.
Ta historia podzielona została przez Ewę Cielesz na trzyczęściową opowieść. „Córka Cieni” to saga rodzinna rozgrywająca się na tle losów XX-wiecznej Polski. Począwszy od historii Magdaleny i Piotra rozgrywającej się w czasach Dwudziestolecia Międzywojennego i II Wojny Światowej aż po czasy powojenne i dzieje Julianny, a także XXI wiek i życie jej córki i wnuczki jej wuja.
Cielesz wywiązuje się, jeśli chodzi o aspekty historyczne. Wydarzenia przedstawiane są zgodne z historią, umieszcza charakterystyczne zdarzenia, by co bystrzejszy czytelnik mógł domyślić się, jaki jest rok, ale nie robi tego w sposób nachalny. Brak zatem wprost kierowania do odbiorcy informacji, który to jest rok i co się wtedy ważnego działo, dzięki czemu opowiedziana historia Julianny i jej rodziców staje się bardziej naturalna, nie tracąc jednak na wiarygodności. Co prawda z początku idzie to Ewie Cielesz topornie - wspomnieć choćby pierwszy tom i Adama tłumaczącego dokładnie, co się wtedy działo, ale można zrzucić to na barki tego, że jako student historii znając wydarzenia, boi się o losy kobiety z pamiętnika. Ale im dalej w powieść, tym lepiej.
Niewątpliwą zaletą trylogii „Córki Cieni” jest postać Julianny. To bohaterka niezwykle silna, zaradna, niesamowicie bystra i inteligentna, a także niczym kameleon umiejąca się dostosować do każdych warunków, nie tracąc jednakże umiejętności wypowiadania własnego zdania, choćby było ono sprzeczne z życzeniem ogółu. Przystaje na pomoc innych, mimo to zachowuje samodzielność i nie staje się bezwolna i bierna, czekając na to, co jej los przyniesie. Ona i jej matka to dwie ciekawe postacie kobiece, jakich brakuje w tzw. literaturze kobiecej [zwłaszcza polskiej].
Co do poczynań współczesnych bohaterów trylogii – Adama, a także jego towarzyszy – Toffi i Maksa – można im zarzucić jedynie brak umiejętności korzystania z Internetu. Adam szuka Julianny Dors tak, jak szuka się igły w stogu siana – jeździ po Polsce, przepytuje ludzi [co można uznać ze strony autorki za daleko idący optymizm – każdy napotkany jest bardzo miły i z radością pomaga] i szuka wiatru w polu i to w sumie cud, że osiąga jakiekolwiek rezultaty, ale cóż „duch Magdaleny” ciągle czuwa. Co prawda przez większość czasu trudno domyślić się, jak w bardzo współczesnych czasach żyje Adam i reszta [brak wzmianek o jakiś wydarzeniach mogących naprowadzić czytelnika na trop], ale w momencie, gdy wiadomo już, że istnieje u nich Internet, trudno nie dziwić się, że nie wykorzystują tego wynalazku do poszukiwań [co musiałoby je przyspieszyć zważywszy na losy Julianny].
Nie zmienia to jednak wszystko faktu, że całość dobrze się czyta. Dobrym pomysłem był podział całej fabuły na trzy części, dzięki czemu ładnie się to wszystko dzieli – pierwsza część to preludium do opowieści, druga - "Obce matki" -to poszukiwania, a trzecia - "Burza przed ciszą"[z częścią drugiej] to reszta historii. Dobrze, że czytelnik nie siedzi cały czas w przeszłości [choć na to się zanosi w „Siedmiu szmacianych datach” – pierwszej części], że poprzeplatane jest to z teraźniejszością. Choć Adam nie jest ani w połowie tak interesujący i dobrze napisany jak Julianna, to o jego losach da się czytać bez zgrzytania zębami. Miło, że nie został wykorzystany do jedynie jako posłaniec i pretekst do opowiedzenia historii Dors, choć przerywniki z wątkiem jego życia nie należały do ulubionych momentów lektury.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?