Remigiusz Mróz "Wotum nieufności"
Remigiusz Mróz "Wotum nieufności" Wyd. Filia

REKLAMA
Manipulacje, tajemnicze zgony, bezwzględna walka o władzę, a także wielowarstwowe układy, by jak najwięcej ugrać… Czyli polskie political fiction, które spodoba się wszystkim widzom „Paktu” [a szczególnie tym niezadowolonym].
Marszałek Sejmu, Daria Seyda budzi się w pokoju hotelowym, nie mając pojęcia, gdzie się znajduje, jak się tam znalazła i co robiła przez ostatnie dziesięć godzin. Nie ma jednak czasu, by się nad tym zastanawiać, bo zostaje wezwana w trybie pilnym na dywanik prezydenta, gdzie okazuje się, że z powodu nieuleczalnej choroby musi zrezygnować ze stanowiska. Seyda tymczasowo przejmuje jego obowiązki, a z poparciem szefa swojej partii zamierza ubiegać się o prezydencki fotel.
Jej kontrkandydatem zostaje Patryk Hauer, nadzieja prawicy. Posada głowy państwa nie jest jego wymarzonym celem, widziałby się bardziej w roli premiera, jednak nie zamierza zaprzepaścić otrzymanej szansy. Wraz ze stojącą za nim murem żoną, niczym polska wersja Underwoodów – tylko trochę mniej doświadczona – z bezwzględnością zmierza do celu, przy okazji odkrywając spisek związany z pracą jednej z pracujących komisji.
Daria i Patryk stoją po dwóch stronach politycznej barykady, nie da się jednak ukryć, że mają ze sobą więcej wspólnego niż chcieliby to przyznać. Oboje młodzi, oboje zdolni i przebojowo zdobywający coraz silniejszą pozycję we własnych partiach, oboje są także bezwzględni, ale nie wyzbyci szczypty idealizmu, która niejednokroć zaczyna przez nich przemawiać, pozwalając na złagodzenie ataku. Nie są jeszcze starymi wyjadaczami sejmowych ław i choć cynizm powoli zaczyna przez nich przemawiać, to nie zdominował całkowicie ich retoryki, ich widzenia świata. Stoją na rozdrożu, pełni wahań [choć kłócić, by się można, które z nich bardziej], co do tego, ile są w stanie poświęcić dla posady – i to ich czyni jeszcze ciekawszymi postaciami.
Oni, a także Milena – żona Patryka, kolejna silna bohaterka Mroza, silniejsza od Darii, mniej ugodowa, pozostająca na drugim planie, w cieniu, a jednak nie mniej ważna od swojego męża – są siłą „Wotum nieufności”. Generalnie jakoś tak jest, że Mróz pisze ciekawe postaci – wzorując je zresztą na prawdziwych ludziach, tak więc nietrudno o przypuszczenia, którego to polityka sportretował jako kogo – i te postaci, które gdzieindziej ciągnęłyby akcję, zaś w jego powieściach stanowią idealny duet z fabułą, uzupełniając się nawzajem.
Jeśli chodzi o samą historię, to i ona nie zawodzi. Mróz od początku zarysowuje kilka wątków, jednak w przeciwieństwie do maniery tendencyjnej obecnie, by całą powieść prowadzić w strukturze kilku opowieści, które gdzieś tam się ze sobą połączą, część z nich porzuca po drodze. Jest to dobra decyzja, bo po prostu zmierza śladem swojej dwójki bohaterów – a skoro są oni średnio zainteresowani daną sprawą, to po cóż pisarz miałby pozwalać, by czytelnik wyprzedził w wiedzy postaci? W końcu i tak wszystko musi zebrać się w całość, zgodnie z zasadą konstrukcji powieści [inaczej należałoby mocno powątpiewać w umiejętności pisarskie autora]. I tak rozrywka jest ciekawsza.
I owszem – Mróz jest nadzwyczaj płodnym pisarzem – trudno byłoby nie wysunąć tego wniosku, patrząc, ile książek jest on w stanie napisać i wydać w jednym roku – ale za to jak umie zjednać sobie serce czytelnika. A skoro w jego książkach brak niedorzeczności, pełno zaś wciągających historii i zagmatwanych intryg, to należy tylko temu przyklasnąć, stwierdzając: „Cóż z tego, pisz Pan dalej”.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?