Bartosz Janiszewski
Grzesiuk. Król życia
Bartosz Janiszewski Grzesiuk. Król życia Wydawnictwo Prószyński i S-ka

– Jaki jest wasz stosunek do tematu: kobiety, wino i śpiew? – zapytał. – Po warszawsku to się mówi: dziwki, wódka i gramofon – odpowiedziałem. – A mój stosunek do nich jest szaleńczy, namiętny i bardzo otwarty.

REKLAMA
Był człowiekiem, który zachował pogodę ducha, mimo wielu kopniaków, jakimi obdarował go los. Potrafił śmiać się w chwilach, w których inni załamywali ręce. Do końca walczył o to, by żyć pełnią życia. Zbyt bezpośredni bywał uciążliwy dla otoczenia, mimo to zjednywał je bezpośredniością. Pełen sprzeczności mężczyzna, który nie uważając się za pisarza napisał trzy książki, oraz nie będąc piosenkarzem nagrał płyty, na których upamiętnił zapomniany folklor Warszawy przedmieść i nizin społecznych, Warszawy, o której dziś już nikt nie pamięta.
Pięć lat kacetu. Ten tytuł intrygował mnie od kiedy nauczyłem się czytać. Stała nędznie wydana książka i kłuła mnie w oczy tym bardziej, im częściej uświadamiano mi, iż nie jest to lektura dla mnie. Wreszcie ją przeczytałem oczarowany prostotą, w jakiej przedstawiony został czas spędzony w obozach koncentracyjnych. Pozbawiony patosu i martyrologii przekaz, przekaz prawdziwy, bez udawania, przekaz codzienności w miejscu, gdzie o śmierć było łatwiej niż o kromkę chleba. Ta książka zmieniła sposób w jaki czytałem relacje ludzi postawionych w sytuacji bez wyjścia.
Pierwsze spotkanie ze Stanisławem Grzesiukiem. Dziecko przedwojennej Warszawy, mieszkaniec biednej ulicy Tatrzańskiej, gdzie łatwiej było kupić kieliszek chleba, niż przeczytać książkę. Ciasne mieszkania bez prądu, bieżącej wody i kanalizacji, bieda, brak wykształcenia i bezrobocie wykształciły swoisty, twardy kodeks honorowy. Wolno było się odegrać, nie wolno było donosić. To naznacza człowieka na całe życie. Mieszkańcy takich ulic w czasach okupacji odznaczali się bohaterstwem dnia codziennego, takiego zwykłego, które wymaga więcej odwagi niż śmierć na polu walki. Te cechy charakteru zaprowadziły Grzesiuka za druty obozu koncentracyjnego, te właśnie cechy, obok uporu i pogody ducha, pozwoliły mu przetrwać pięć lat piekła, naznaczając jednocześnie go na całe życie.
Powojenne życie, próba zakosztowania normalności, pragnienie odrobienia straconych pięciu lat, wreszcie praca zawodowa i praca dla innych, której owocem miało być zapewnienie dla młodego pokolenia tego, czego on sam nie doświadczył w swoim dzieciństwie. Place zabaw, biblioteki i świetlice. Dla nich gotów był wstąpić do partii, mimo pepeesowskich przekonań. Wreszcie gruźlica, dzięki której napisał trzy książki o swym życiu i nagrał piosenki przedwojennej Warszawy.
Bartosz Janiszewski kreśląc biografię barda Warszawy sięgnął po relacje osób, które znały Grzesiuka, jego rodziny, zachowanych dokumentów oraz samego Bohatera. Król życia, podtytuł książki, doskonale oddaje charakter opisywanej postaci. Wódka, dziwki i akordeon. To warszawskie credo w połączeniu z twardym charakterem dało osobę, z którą co prawda nie chciałbym spotykać się na co dzień, ale którą musiałbym szanować, choćby ze względu na przestrzeganie własnych zasad. Oczywiście nie sposób pisać o Grzesiuku w oderwaniu od Warszawy widzianej nieco inaczej, niż z perspektywy choćby przedwojennego Śródmieścia czy Mokotowa. Efektem końcowym jest książka, która zainteresuje nie tylko Varsawianistów.
Przyznam na koniec, iż sięgnąłem po tę książkę w nadziei, iż oderwę się od naszej politycznej rzeczywistości. Niestety, Warszawa to małe miasto, więc losy ludzie musiały się połączyć. I oto z kart książki dowiedziałem się, że druga z autobiograficznych prac Grzesiuka nie ukazałby się, gdyby nie wsparcie siostrzenic Wandy Wasilewskiej, posiadających, dzięki temu pokrewieństwu całkiem spore wpływy w warszawskim środowisku. Chyba nie powinniśmy się więc dziwić, że domniemana sanitariuszka z Powstania Warszawskiego wybrała kilka lat wcześniej te same siostry, by trzymały do chrztu nowo narodzonego Lecha i Jarosława.
Ale to już chyba zupełni inna historia.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?