
Związek starszego mężczyzny i młodej kobiety. Temat wydawałoby się kompletnie wyeksploatowany. A jednak Jerzy Pilch przerobił go po swojemu i przedstawił na nowo. Geniusz pisarski czy proste stwierdzenie, iż żadna z tych historii nigdy nie jest taka sama? Czytelnik to musi sam ocenić.
REKLAMA
Podstarzały gawędziarz, miłośnik literatury i sztuki, który nieco przedawkował swoją samotność spotyka na swojej drodze kobietę. Wydawałoby się, że to nic dziwnego. Każdego dnia bowiem spotykamy na swojej drodze kobiety, które cieszą nasz wzrok swoim urokiem osobistym. Patrzymy na nie pieszcząc wzrokiem uda, biodra i piersi, rzadko zwracając uwagę na twarz czy dłonie. Jeszcze rzadziej zaś zwracamy uwagę na fizyczne podobieństwo do kogoś, kogo wcześniej widzieliśmy. Już z tego względu zauroczenie kobietą, która przypomina postać uwiecznioną przez Durera wydaje się czymś wyjątkowym. To właśnie wyjątkowe zauroczenie spotkało narratora ostatniej książki Pilcha. Samo podobieństwo oczywiście to za mało, by się zakochać. Pralina Pralinowicz, bo o niej mowa, posiadała rzadką zaletę snucia opowieści. Umiejętność ta wspomagał fakt, iż opowiadała to w języku wtórnym, języku nauczonym, więc siłą rzeczy dziewczyna cyzelowała słowa i myśli dokładając wszelkiej staranności by jej przekaz był zajmujący. Tak narodził się związek bez przyszłości, związek, który nie miał prawa przetrwać dłużej niż fascynacja, która go wywołała.
Starszy mężczyzna i młoda kobieta. Gdy patrzymy na taką parę doszukujemy się interesowności przynajmniej jednej strony. Materializm kobiety i głupota starszego pana wydaje się nam dostatecznym wyjaśnieniem nieco dziwnego związku. Związek taki jako recepta na starość a`la Charles Bukowski wydaje się nieco ekscentryczny i nierealny. W przypadku naszego bohatera było to raczej przedawkowanie samotności i świadomość, że to pewnie skończy się za kilka miesięcy tak samo, jak kończyło się w przeszłości. Oczywiście Pilch nie byłby sobą, gdyby ten czas jaki los dał naszej parze nie był tylko pretekstem do wyrażenia zarówno filozofii życiowej pisarza, refleksji na tematy związane z kulturą, literaturą i tym, co zwykliśmy nazywać naszą codziennością.
Zapewne bezkrytyczni miłośnicy Pilcha będą książką zachwyceni. Autor wreszcie napisał coś nowego, dał nowe świadectwo swego życia, przekazał nam swe przemyślenia. Jednak książka nie wytrzymuje krytyki. Pilch sam sobie ustawił wysoko poprzeczkę. Po „Pod mocnym aniołem” jakikolwiek głos na temat zmagań człowieka z życiem będzie brzmiał nieco pusto….
A szkoda, bo cenię pilchowski humor i sposób w jaki konstruuje zdania.
