Jacek Ostrowski
Ostatnia wizyta
Jacek Ostrowski Ostatnia wizyta Wydawnictwo Od deski do deski

Chętnie sięgamy po kryminały szukając w nich najczęściej rozrywki. Są jednak takie, których lektura budzi przerażenie, w których nie potrafimy znaleźć ani jednej okoliczności łagodzącej dla zbrodniarza. Zło absolutne, pozornie niemożliwe, znajdujemy w zbrodniach, które do końca nie zostały wyjaśnione. Po taką właśnie sięgną Jacek Ostrowski. Jego Ostatnia wizyta nie pozostawia psychiki czytelnika bez trwałych zmian.

REKLAMA
Czerwiec 1970. W Płocku dochodzi do porwania znanej lekarki. Kobieta nie miała wrogów, nie pochodziła z zamożnej rodziny. Co było motywem porwania. Wiedza z przeszłości? Małostkowa zawiść ludzka? Bezsensowne zło? Lektura akt, rozmowa z prokuratorem i własne domysły pozwoliły Jackowi Ostrowskiemu odtworzyć przebieg zbrodni sprzed lat. Złem wcielonym tej historii jest prywaciarz i ormowiec w jednej osobie. Pielach, to o nim jest mowa, to mężczyzna, który ma szerokie znajomości w rozwijającym się Koninie. Ktoś z takimi koneksjami powinien żyć jak pączek w maśle, tymczasem nasz bohater nie może pochwalić się materialnym powodzeniem. Jego prywatna inicjatywa nie pozwala nawet na obsługę kredytów, co w rzeczywistości wczesno gierkowskiego peerelu wydaje się wręcz niemożliwe. Może dlatego, że Pielach przyzwyczaił się w młodości do pozyskiwania bogactw z pomocą pistoletu TT.
Zbigniew Pielach, a tak naprawdę Iwan Siemieniuch, ma bowiem enkawudowską przeszłość. To Ukrainiec, dawny lejtnant Armii Czerwonej, którego pozostawiono w Polsce do wykonywania zadań specjalnego znaczenia. Pielach od długiego czasu jest agentem uśpionym, wydawać by się mogło, że KGB, następca NKWD, już o nim zapomniał. Służby jednak nie zapominają o agentach, którzy mogą być użyteczni. W odpowiednim momencie agent otrzymuje zlecenie, które musi wykonać. Pieluch nie ma ochoty nadstawiać karku, ceni sobie względnie wygodne życie, liczy jednak, że mocodawcy pozwolą mu wyjść z długów. Wykonuje zadanie, porywa kobietę i udostępnia swój dom do wydobycia z niej zeznań. Wpada zupełnie zwyczajnie, wcześniej jednak pozbywając się ciała kobiety, co pozwala mu zachować życie.
Zło wcielone. Wydawałoby się, że to pojęcie nie istnieje. I prawdopodobnie tak jest. Każdego z nas można przedstawić w odpowiednim świetle, wystarczy podawać tylko nasze wady i występki. Przez chwilę zastanawiałem się, czy Autor nie zastosował wobec czytelników właśnie takiego zabiegu. Szybko jednak porzuciłem te dywagacje szukając momentu, w którym normalny człowiek staje się potworem. Oczywiście dbałem o to, by przeżycia z wielkiego głodu na Ukrainie, świadomość ludo i trupożerstwa, wojny i wszechobecność śmierci… czy to może być powodem, dla którego człowiek zwalnia sam siebie z ludzkich odruchów? Czy może być usprawiedliwieniem dla zabijania zwierząt, agresji wobec sąsiadów czy pastwieniem się nad najbliższą rodziną? Wydaje się, że Pielach upaja się złem. Mając wybór pomiędzy bezbolesnym, choćby dla psychiki ofiary, a okrutnym zadaniem śmierci, wybiera drugi sposób. Jednocześnie ceni on własną skórę, dlatego zachowuje, niczym najwierniejszy mafioso, milczenie.
Ostatnia wizyta to książka straszna, którą czytamy gryząc więc palce i zasłaniając oczy, ale od której nie sposób się oderwać. Nie radzę jednak jej czytać przed snem. Lektura bowiem może być gwarancją nieprzespanej nocy.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?