J.R. Ward "Królowie bourbona"
J.R. Ward "Królowie bourbona" Wyd. Marginesy

REKLAMA
Bradfordowie to ludzie majętni – fortunę zbili na produkcji bourbona, ich dochody przekraczają miliard dolarów rocznie, sami zaś spędzają dni na przyjemnościach. Tak przynajmniej wygląda z zewnątrz, na okładkach kolorowych pism, bo za murami posiadłości rodziną targają skandale, uprzedzenia i konflikty.
Takim problemem jest zamierzchły związek ogrodniczki Lizzie i Lane’a – jednym z Bradfordów. Romans, który zakończył się z hukiem, teraz na nowo przypomina o sobie wraz z nagłym powrotem do domu Lane’a. Nie tylko zresztą on, bo pojawienie się syna marnotrawnego rozpoczyna lawinę budowanego z trudem domku z kart. I nie do końca wiadomo, kto ją przetrwa.
„Królowie bourbona” to pierwsza część sagi rodzinnej autorstwa J.R. Ward. Autorka najbardziej znana jest z serii o Bractwie Czarnego Sztyletu – cyklu powieści o wampirach. Pisuje romanse – z czego nawiasem mówiąc autorka niniejszego tekstu nie wiedziała, choć z drugiej strony pisuje je dobrze, więc nie ma czego się czepiać – i robi to dobrze, czego dowodem są dwie nagrody przyznane przez Romance Writers of America RITA Award. W swojej najnowszej powieści po raz pierwszy od dawna sięga jednak do realiów świata współczesnej Ameryki, a nie jak dotąd do fantastycznej rzeczywistości.
A zatem w tej nowej powieści krzyżują się losy trójki z czworga rodzeństwa rodu Bradfordów – wspomnianego już Lane’a, pierworodnego Edwarda, który zmaga się ze swoją chorobą alkoholową i bliznami z przeszłości oraz najmłodszej Virginii wikłającej się w dziwne relacje z mężczyznami [mogącej mieć wszystkich, ale nie tego, którego chce]. Oprócz tego czytelnik śledzi losy poszczególnych członków rodziny [m.in. głowy rodu- Williama Baldwine’a], pracowników [np. wspomnianej już Lizzy] czy przyjaciół bądź wspólników [tu wymienić można Sutton, której rodzina także dorobiła się na produkcji Bourbona].
Mnogość bohaterów powoduje oczywiście, że nie wszystkich dostatecznie można było rozwinąć w powieści [na szczęście to saga, więc w kolejnych tomach pewnie do tego dojdzie], ale na plus można zaliczyć autorce, że nie sprawiła, by te wszystkie postacie pomieszały się czytelnikom – z łatwością można ich rozróżnić. Ów kalejdoskop bohaterów powoduje także, że nietrudno odnieść wrażenie, że „Królowie bourbona” przypomina operę mydlaną.
Coś w tym jest, część problemów Bradfordów przypomina te Forresterów [ród z „Mody na sukces” dla niewtajemniczonych], ale w sumie jest ograniczona liczba kłopotów, które chadzają po tym świecie, więc nie ma co poczytywać tego za wadę. Zwłaszcza, że argumentowanie poszczególnych problemów nękających bohaterów jest dość dobre i słuszne, brak zatem wydumanych kłopotów.
Ładnie zostały rozmieszczone poszczególne strzelby Czechowa – z wprawą Ward poumieszczała poszczególne elementy, których znaczenia sens dochodzi dopiero po jakimś – właściwym dla niego- czasie do czytelnika. To świetnie, zwłaszcza, że w pewnym momencie pojawiają się wątki kryminalne, a to dobrze porządkuje całość i sprawia, że widać, że całość była zaplanowana przez autorkę z góry [co z kolei wyklucza zaliczenie „Królów bourbona” jako operę mydlaną – przypominając, że jednym z wyznaczników tego gatunku jest ładowanie wątków jak leci, bez większego sensu, byleby przedłużyć losy rodu na ekranie].
„Królowie bourbona” to wciągająca od pierwszych stron saga rodzinna, pełna rodzinnych sekretów, zdrad, poupychanych trupów w szafie. Kończy się równie niespodziewanie, co się zaczyna i po ostatniej stronie czytelnik ma w głowie jedynie chęć sięgnięcia po kolejną część.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?