
Jeden dzień z całego życia. Niby to tylko epizodzik, ale jednego dnia wydarzyć się może wiele. Można pomóc przypadkowej kobiecie, zezłościć się na szefa, porzucić pracę i do reszty stracić złudzenia.
REKLAMA
To był pechowy dzień dla Katherine Lind. Sprzeczka z przełożonym, który akurat tego dnia postanowił wykazać, że dwudziestodwulatka jest niekompetentną pracownicą, nie wróżyła dobrego zakończenia. Nawet przerwa na lunch nie przyniosła spodziewanego wytchnienia. Dziewczyna zaopiekowała się dotąd nie znaną jej koleżanką z pracy. Okazana pomoc spowodowała, że dziewczyna spóźniła się do pracy. Kolejna kłótnia z szefem była tym, co przepełniło czarę goryczy. Dziewczyna porzuciła pracę, nie mając żadnego rezerwowego planu na życie. I właśnie wtedy, kiedy wydawało się, że oto dzień się już skończył, że można ukryć się we własnych czterech ścianach, pojawia się Robin, jej dawna młodzieńcza miłość.
Zimowe królestwo. Rzadko kiedy tytuł książki oddaje jej rzeczywistą atmosferę. Zima, obce miasto, ludzie, z którymi nie sposób się zaprzyjaźnić, wszystko to buduje ponury obraz smutnego życia kobiety. Pogoda, miejskie uliczki, a także drobne przedmioty są w tej książce tak samo ważne jak postacie i tak samo jak one budują pełen beznadziei nastrój. Sama akcja książki byłaby z pewnością banalna, gdyby nie wędrówka w głąb naszej bohaterki. Larkin nie ułatwia życia czytelnikowi, który musi sam domyślać się jej tożsamości i doświadczeń. Te niedopowiedzenia pozwalają każdemu z nas na stworzenie własnej wersji Katherine, Niemki, która znalazła się w czasie wojny na terenie Anglii, opuszczając swą ojczyznę w dość dramatycznych okolicznościach. Znacznie więcej dowiemy się o wakacjach sprzed lat, które spędziła w domu rodzinnym Robina. To doświadczenie sprzed lat ułatwiło naszej bohaterce start na obcej ziemi, pozbawiając ją jednak złudzeń o wspólnym życiu u boku Robina. Tę parę dzieli praktycznie wszystko, więc sama myśl o drugiej szansie jest mrzonką. Wieczór w towarzystwie młodzieńczej miłości dać może tyko chwilowe zapomnienie o samotności czy problemach, które niestety wrócą i będą boleć znacznie bardziej.
Ta książka zaskakuje sposobem narracji. Prawdopodobnie Larkin chce każdego z nas wciągnąć do pisania. Buduj ze mną tę książkę, skoro zacząłeś ją czytać, daję ci oto nastrój, który możesz wypełnić własnym doświadczeniem. Każdy z nas może być Katherine, każdy z nas bowiem pozostaje sam w konfrontacji z prozą życia i własnymi problemami, mamy więc odpowiednie doświadczenie, by wraz z Larkinem kreślić, na własne potrzeby, akcję tej książki. Zaskoczenie potęguje informacja, że Autor w czasie pisania miał tylko 25 lat, a stworzył dojrzałą prozę, w której nie sposób znaleźć nie tylko zbędnych wątków, ale nawet zdań.
A to jest już dostateczna rekomendajca…
