
REKLAMA
"Na tym właśnie polegał problem z istotami. Wszystkimi. Ze wszystkich światów. Nie naprawiały. Potrafiły tylko niszczyć."
Hirka kontynuuje swoją wędrówkę pomiędzy światami i trafia do Dreysil, świata, w którym narodził się i żył jej ojciec. Liczy, że może tu poczuje się jak w domu, ale i tu nie potrafi się odnaleźć, w tym mocno zhierarchizowanej i zimnej społeczności. Oswajając się z rodziną, powoli zaczyna sobie uświadamiać, że wojna, której chciała za wszelką cenę uniknąć, jest tylko kwestią czasu. I że musi zacząć walczyć, by spróbować osiągnąć swoje cele.
Po wydarzeniach ze „Zgnilizny” Hirka i Rime ponownie tracą ze sobą kontakt. Ona udaje się na spotkanie ze swoją rodziną, on wraca do Ym, by odzyskać, to co zostawił. Jednak wystarcza im zaledwie chwila, by przekonać się, że wojna jest nieunikniona i że żadne ich działania tego nie zmienią. Pozostaje jedynie wybrać strony, a to może wcale nie okazać się takie łatwe, zwłaszcza, że Rime stał się niewolnikiem Graala, ojca Hirki.
„Evna” to finał trylogii „Kruczych pierścieni”, pierwszej bardziej znanej serii fantastycznej osadzonej w mroźnej Skandynawii. Dla autorki, Siri Pettersen, „Krucze pierścienie” są literackim debiutem, jednak nie widać braku doświadczenia pisarskiego w jej opowieści. Mało tego, trylogia jest dobrze ułożona, choć trudno orzec czy to kwestia wcześniejszego rozplanowania historii czy też tak to po prostu wyszło Pettersen w praniu.
W każdym razie na trzy tomy trylogii przypadają trzy światy. W każdej części przedstawione jest życie Hirki [a także Rimego, ale niezależnie, bo z grubsza przez większość czasu przebywają oddzielnie, a Rime głównie w Ym] w kolejnym ze światów i jej miotanie się. Próba dopasowania się do społeczności, w jakiej przychodzi jej mieszkać niemal za każdym razem kończy się porażką i te drobne niuanse w innym postrzeganiu rzeczywistości przez Hirkę ładnie budują jej postać – półumarłej, wychowywanej przez aetlinga i wśród nich, a wyglądającej jak człowiek, która przez swoją oryginalność i nietypowość nie może nigdzie się dopasować, odbijając się po tych światach niczym piłeczka ping-pongowa.
Trzy części to także trójfazowe zmienianie się bohaterów. Hirki z niewinnej [mimo wszystko] i nieświadomej dziewczyny do osoby coraz głośniej dopominającej się o prawa, wojującej i rozsądnej. Rimego z dziedzica Evny przez wojownika do niewolnika, uzależnionego od woli innego.
Do tego powolne, następujące ze strony na stronę, schodzenie w mrok. Seria, która zaczynała się od ni to scenek rodem z nastoletniego romansu ni to powieści młodzieżowej z wątkami fantastycznymi, przeprowadziła czytelników przez konflikty, intrygi, coraz głębiej na ciemną stronę, nie wahając się przed sięgnięciem po trudniejsze motywy i pozwoleniem, by bohaterowie dokonywali i wybierali mniej moralne drogi, by osiągnąć swój cel.
Trzeci tom – „Evna” – to także więcej akcji. Mniej więcej sto-sto pięćdziesiąt stron, to przygotowanie, spokojne przedstawienie sytuacji i stanu rzeczy na tamtą chwilę, później fabuła zaczyna się zagęszczać, a akcja przyspieszać. Trudno cokolwiek pisać, by nie zaspoilerować czytelnikowi, ale dzieje się dużo.
Siri Pettersen udowodniła, że można napisać ciekawą, dobrą historię fantastyczną opartą na mitologii skandynawskiej. Choć trylogia „Krucze Pierścienie” nie jest wolna od wad, to jednak stanowi przyjemną i dobrą rozrywkę. Pozostaje tylko oczekiwać, że Pettersen postanowi coś jeszcze napisać.
Marta Kraszewska
Marta Kraszewska
