Shannon Kirk "Metoda"
Shannon Kirk "Metoda" Wyd. Prószyński i S-ka

REKLAMA
„Leżałam tam piątego dnia i snułam plany jego śmierci. Układanie w głowie listy atutów przynosiło mi ulgę… ”
Tak zaczyna się „Metoda”, debiutancka powieść Shannon Kirk. Oto w małym pokoju znajduje się szesnastolatka w siódmym miesiącu ciąży, porwana pięć dni temu. Wbrew temu, co może się wydawać, wcale nie jest przerażona tym, że wywieziono ją kilkaset kilometrów od domu i zamknięto w upiornym pomieszczeniu. Wręcz przeciwnie – od pierwszych zdań wiadomo, że to, co nią kieruje powinno znacznie bardziej przerażać czytelników – nastolatka od chwili porwania zbiera swoje atuty, obmyśla plan wydostania się z niewoli i zemsty na oprawcach. Czyżby porwana była znacznie groźniejsza od swoich porywaczy?
„Metoda” podobnie jak większość obecnie pisanych kryminałów oraz thrillerów, prowadzona jest dwutorowo. Z jednej strony czytelnik śledzi więc fabułę za porwaną szesnastolatką, bezlitośnie obmyślającą swój plan, dziewczyny genialnej – z jej relacji dowiaduje się choćby, że posiada w swoim domu własne laboratorium i zdobywa wszystkie możliwe nagrody naukowe za osiągnięcia – dziewczyny opanowanej i spokojnej mimo trudnej sytuacji. Przypomina nieco Natashę Romanov z pierwszych scen Avengersów – która choć jest przywiązana do krzesła i wszystko wskazuje na to, że także bezbronna, to w rozmowie z szefem przez telefon, beznamiętnie prosi, żeby jej nie przeszkadzać, bo właśnie prowadzi przesłuchanie. Taka jest i ciężarna nastolatka z „Metody” – pewna siebie, o krok do przodu względem obecnych oprawców.
Z drugiej strony równoległym narratorem historii jest Roger Liu - agent specjalny FBI – opowiadający o najtrudniejszej dla niego sprawy sprzed siedemnastu lat, która spowodowała, że odszedł z agencji. Snuje swoją opowieść o toczącym się wówczas śledztwie, o kolejnych tropach, przybliżając się i oddalając od porwanej nastolatki, której to sprawę prowadził. Ciągle powtarzające się w jego relacji „gdyby tylko nie”, „gdybym” podsycają niepokój czytelnika.
Bo co trzeba Shannon Kirk przyznać, to potrafi świetnie trzymać napięcie i potęgować je w miarę rozwoju powieści. Choć w przypadku jednej narracji większość wydarzeń dzieje się głownie w głowie bohaterki– ciągle powtarzany i udoskonalany przez szesnastolatkę plan ucieczki i pokonania oprawcy – to dzięki częściowo niejasnym wypowiedziom dziewczyny czytelnik nie do końca wie, co właściwie się dzieje prócz tego, że ciężarna czasu ma coraz mniej. Musi wierzyć na słowo, że atut nr 15, nr 49 czy nr 1 rzeczywiście się do czegoś przydadzą, dopinguje bohaterkę, choć gdzieś w tyle głowy przez cały czas lektury jest myśl, czy na pewno popiera właściwą stronę.
Co prawda to jedna z tych książek, do których trzeba podejść nieco z przymrużeniem oka – i jeden i drugi bohater prowadzący narrację to takie postacie o niezwykłych umiejętnościach, rzadkie przypadki [także partnerka agenta FBI], trudno w to uwierzyć przy takim natężeniu niezwykłych bohaterów. Ale uwierzenie w taką kreację świata przez Shannon Kirk opłaca się czytelnikowi – zwłaszcza, że reszta historii brzmi tak, jakby mogła wydarzyć się naprawdę. A to przeraża jeszcze bardziej.
„Metoda” to świetnie napisany, dobrze zbudowany thriller wciągający czytelnika od pierwszych zdań. Książka na jedno popołudnie, ale pozostająca w głowie przez bardzo długi czas. Nazwisko Shannon Kirk miłośnicy thrillerów powinni obserwować i wyczekiwać kolejnego jej tytułu w Polsce.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?