
Nasze postrzeganie świata zależne jest od naszego punktu widzenia. Spojrzenie osiemnastoletniej dziewczyny będzie zupełnie inne, niż dobiegającego pięćdziesiątki jej ojca. O tym właśnie myślałem, kiedy rozmawiałem z moją córką o Wzgórzu psów Jakuba Żulczyka. Oddajmy może na początku głos nastolatce
REKLAMA
„Wzgórze Psów” przypomina „Belfra” – serial, do którego niedawno Żulczyk pisał scenariusz. Te same okolice – małe, północnowschodnie miasteczko niedaleko granicy z obwodem Kaliningradzkim, ta sama duszna atmosfera pełna sekretów, zdrad, niewypowiedzianych oskarżeń wiszących w powietrzu. Wreszcie ci sami ludzie – połączeni jakimiś dziwnymi więzami, w większości ze staroświeckimi poglądami, często marzący o czymś więcej niż przypadło im w udziale. I jakaś wielka tragedia w tle, która ma wpływ na koleje ludzkich losów. W zasadzie można by podmienić historie Zyborka i belfrowskiego miasteczka i byłoby podobnie.
Oczywiście fabuła jest inna, ale odczucie podobieństwa, swoistego deja vu nie znika podczas całej lektury. Sam Żulczyk przyznaje, że pokrewieństwa między tymi dwoma miasteczkami istnieją, bo w obu pracach sportretował swoją krainę lat dziecinnych i cóż, miał do tego prawo. Zapewne dla wielu czytelników lektura będzie porównaniem, jak uzupełniają się te dwie projekcje z dzieciństwa, jednak niektórych to zmęczy.
Oczywiście fabuła jest inna, ale odczucie podobieństwa, swoistego deja vu nie znika podczas całej lektury. Sam Żulczyk przyznaje, że pokrewieństwa między tymi dwoma miasteczkami istnieją, bo w obu pracach sportretował swoją krainę lat dziecinnych i cóż, miał do tego prawo. Zapewne dla wielu czytelników lektura będzie porównaniem, jak uzupełniają się te dwie projekcje z dzieciństwa, jednak niektórych to zmęczy.
Zwłaszcza, że i narracja jest podobna. Jednak o ile w „Belfrze” obserwować można było choć część wydarzeń z perspektywy tytułowego bohatera, chyba jedynego naprawdę wykształconego i naprawdę inteligenta w długiej galerii postaci, a to dawało możliwość wzięcia oddechu przed ponownym zanurzeniem się w mentalności Polski B [Polski C?], o tyle we „Wzgórzu Psów” takiej sposobności nie ma. Bo nawet Mikołaj i Justyna – małżeństwo przybywające do tego pełnego rozgoryczenia miasteczka – nie pozwalają czytelnikowi wyrwać się z Zyborka, dość szybko wchłaniając się do zastanego świata [Mikołaj po raz drugi, Justyna osmozą przez męża, którego coraz mniej rozumie]. I choć to ciekawy pomysł, obejrzeć jak przez soczewkę polskie społeczeństwie, to czytałoby się to znacznie lepiej, gdyby „Wzgórze Psów” było o połowę krótsze [swoją drogą podobny zarzut mam względem „Belfra” – gdyby miał z cztery odcinki mniej, to byłby to całkiem przyjemny serial]. I gdyby Żulczyk przyhamował nieco swoją narrację – bo rozumiem, język stanowi integralną część książki, ale jednak sposób przekazania jest na dłuższą metę męczący [zwłaszcza, że często – bez spoglądania na opis/komentarz/imię – nie da się rozróżnić bohaterów, po tym jak się wypowiadają].
Dojrzały mężczyzna patrzy na książkę nieco inaczej. Oto młode i na szczęście bezdzietne małżeństwo zmuszone jest do opuszczenia stolicy. Ona straciła pracę, on zaś wykonuje wolny zawód przynoszący całkiem spore, ale nieregularne dochody. Są więc oboje bez grosza i z bagażem kredytu hipotecznego. Wynajęcie mieszkania i przeniesienie się na wieś wydaje się jedynym wyjściem z sytuacji. Nasza para nie przewidziała jednak jednego. Powrót do miejsc z przeszłości może być niebezpiecznym doświadczeniem.
Trzydziestka jest podobno wiekiem przeklętym. Jeden z narratorów powieści, pisarz, który nieźle debiutował, a potem uległ pokusom, jakie niesie sukces, musi skonfrontować się ze swoim dorobkiem i przyznać, że jest on marny. Jego żona, druga narratorka obawia się zarówno swoich ambicji, pokus świata i skutków kryzysu, jakie przechodzi ich małżeństwo. Oboje przechodzą konfrontację z nieprzyjaznym im środowiskiem. Wprawdzie mężczyzna pochodzi z miasteczka, w którym przyszło im mieszkać, jednak wszystko w nim się zmieniło. Dawni młodzi-gniewni stali się konformistami, a miasto stało się pułapką dla zwykłych ludzi. Wpadło ono w sidła bezwzględnych populistów sprzymierzonych z bandytami. I tu zaczyna się ten wątek kryminalny, który nieco psuje wrażenia z lektury.
Wszak zmagania z samym sobą można przedstawić z nieco innej perspektywy.
