
W wiedeńskim mieszkaniu Franz Ritter po raz kolejny zmaga się z bezsennością tęskniąc jednocześnie za ukochaną Sarą i nie mniej pożądaną dawką opium. Mężczyzna rusza w podróż myśli, w której jedyny kierunek wyznacza pragnienie tego, co utracił.
REKLAMA
Nie trzeba być specjalnie domyślnym, że tytułowa busola wskazuje na Sarę, utraconą towarzyszkę życia naszego bohatera. Obje zafascynowani kulturą Orientu i wpływem, jaki wywarła na sztukę Zachodu, zajmują się zawodowo i hobbystycznie dalekim i bliskim wschodem. Utracona Sara, to utracona możliwość podróży w rejony, które tak fascynowały, w których tak bardzo był szczęśliwy. Sara jest więc orientem tym utraconym przez chorobę i upływ czasu. Wspomnienia zaś to świetna, utrzymana w konwencji eseju, analiza wpływu wschodu na zachód, starcia się dwóch kultur, które przecież mogą współegzystować, o ile oczywiście nie pozwolą, by nacjonalizmy wzięły górę w ich postrzeganiu drugiej strony.
„Nasz świat jest światem pozbawionym mapy, zagubiliśmy się. Musimy odnaleźć sens rzeczy. Busola pozwala odnaleźć Wschód, tzn. przypomnieć to, co zawdzięczamy tamtej części świata, przypomnieć o współzależności naszych losów. Zapomina się, że w stronę Wschodu ukierunkowane są kościoły w Europie, że patrząc z perspektywy Paryża, Mekka jest właściwie w tym samym kierunku, co Jerozolima”.
Te słowa Autora, pochodzące z wywiadów prasowych, jasno dowodzą, że książka ta ma swoje polityczne konotacje. Pisząc Busolę, Enard, zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie dla całego świata, niesie tzw. państwo islamskie. Książka ma przypomnieć nam wszystkim, że muzułmanie to nie tylko ekstremiści, ż w filozofii islamu jest również wizja inna niż tylko walki, przemocy i okrucieństwa. Oczywiście pisząc te słowa Enard nie zapominał o zamachach terrorystycznych, o tym nie można zapomnieć, jednak wzdryga się przed traktowaniem całej jego kultury jako monolit. Jest więc Busola zarówno przypomnieniem o starych dawnych czasach mieszania kultur, ale też hołdem dla Syrii, w której Enard mieszkał przez kilka lat, chłonąc jego klimat i kulturę. Na uwagę zasługuje narracja. W książce nie ma ani jednego dialogu, konwencja monologu będącego mieszanką wykładu i wspomnień wymaga od czytelnika przyzwyczajenia się do niej. Wysiłek ten nagrodzi uczta duchowa jaką niesie jej lektura.
A przecież tego wymagamy od dobrej książki…
