
REKLAMA
Po pogrzebie i ujawnieniu rodzinnych sekretów bracia Neshov próbują ułożyć sobie codzienność na nowo. Tor stara się wiązać koniec z końcem, ratując podupadające gospodarstwo, Margido chce zmienić coś w swoim życiu, a Erlend mierzy się z poważnymi zmianami w jego związku. I tylko za sprawą Torunn powoli nawiązują rodzinne relacje.
Wydawać by się mogło, że jedno powodowane smutkiem i żalem wydarzenie nie wpłynie w żaden znaczący sposób na tę silnie podzieloną rodzinę. A jednak – bracia po latach odnawiają relacje, choć nie zawsze jest to łatwe. Spotkania i rozmowy to jedno, a mierzenie się ze wszystkimi konsekwencjami jakimi jest rodzina – odpowiedzialnością za bliskich, pomocą czy po prostu byciem w najtrudniejszych chwilach - to drugie.
„Raki pustelniki” to drugi tom sagi o rodzinie Neshov, rodzinie poróżnionej waśniami i sprzeczkami sprzed lat, rodzinie w zasadzie sobie obcej, którą dopiero śmierć matki i pojawienie się córki Tora jednoczy na nowo, a przynajmniej zmusza do kontaktów. I choć jest to trudne – zwłaszcza dla Tora mającego żal i pretensje do wszystkich wokół za to tylko, że są – to coraz częstsze rozmowy sprawiają, że bracia wreszcie czują, że mają bliskich. Szczególnie Erlend, kiedyś z hukiem odchodzący z rodzinnego domu, cieszy się z możliwości poznania bratanicy i mimo że dzieli ich kilkaset kilometrów, ma wrażenie, że ma prawdziwą rodzinę.
Autorka świetnie kontrastuje poszczególnych członków rodziny Neshov. Każdy z braci prowadzi życie na innej stopie, mają różne zawody i odrębne podejścia do świata – widać to w rozmowach, pojedynczych refleksjach, gdzie coś, co jest całkowicie naturalne dla jednego, jest zbytkiem czy dziwnością dla drugiego [choćby scena, gdy Margido odwiedza Erlenda w Kopenhadze i dziwi się wyglądowi mieszkania, a ten drugi uznaje fakt posiadania akwarium w łazience czy własnej windy za coś normalnego]. Anne B. Ragde różnicuje zresztą charaktery i losy braci aż do granic przesady – Tor i Erlend znajdujący się na dwóch przeciwnych biegunach, opisy ich kolei życia są diametralnie różnie, a że dodatkowo autorka często umieszcza rozdziały poświęcone każdemu z nich w bliskiej odległości, to kontrastują się one jeszcze mocniej. I Anne B. Ragde znalazła się o krok od tego, by tak silny kontrast raził sztucznością. Ale tylko o krok i na szczęście udało jej się nie przesadzić.
Anne B. Ragde ma talent do naturalistycznego i realistycznego sposobu prowadzenia narracji. Opisy rodzinnego gospodarstwa czy po prostu codziennych zadań braci Neshov i Torunn są pozbawione jakichkolwiek upiększeń, Ragde pokazuje po prostu jak to wygląda, nie próbując ubarwiać. A to w połączeniu z prostym, oszczędnym językiem i mroźnym klimatem sprawia, że całość ma niezwykle ponury wydźwięk.
Po „Rakach pustelnikach” od razu czytelnik ma ochotę sięgnąć po tom trzeci losów rodziny Neshov, zwłaszcza, że autorka postanowiła zakończyć część drugą niespodziewanym cliffhangerem. Na szczęście „Na pastwiska zielone” już niedługo odpowiedzą na pytanie o dalsze koleje braci z małego, norweskiego miasteczka.
Marta Kraszewska
Marta Kraszewska
