Raphael Montes "Sekretna kolacja"
Raphael Montes "Sekretna kolacja" Wyd. Filia

REKLAMA
Co ma począć grupa przyjaciół, która nagle została praktycznie bez grosza przy duszy, a która musi z czegoś zapłacić za czynsz? Pomysł wydania ekskluzywnej, nietypowej kolacji spada im jak z nieba, co prawda muszą jeszcze znaleźć odpowiednie mięso na danie główne. Ta jedna kolacja zmieni ich życie nie do poznania, choć nie w taki sposób, w jaki by się tego spodziewali.
„Sekretna kolacja” to trzecia powieść Raphaela Montesa, brazylijskiego pisarza, który prawdopodobnie za cel swojego życia [lub twórczości] uczynił niekończące się szokowanie swoich czytelników. Pierwsza wydana w Polsce powieść Montesa, „Dziewczyna w walizce”, gdzie suspens gonił suspens, była tego świetnym przykładem. Podobnie jest w „Sekretnej kolacji”, ale jako że można było wiedzieć, czego się spodziewać – czyli absolutnie wszystkiego w najbardziej niespodziewanych momentach – to szok był trochę mniejszy. To tak jak z książkami Cobena – przeczytałeś jedną, to wiesz już mniej więcej czego oczekiwać.
Nie znaczy to jednak, że „Sekretna kolacja” zawodzi. Montes sprytnie wybrał temat, który już z miejsca jest kontrowersyjny, a potem zręcznie i pomysłowo go wykorzystał, by jeszcze wzmocnić szok odbiorcy, przykuć jego uwagę i zapewnić rozrywkę. Do tej mieszanki dodał skomplikowaną intrygę [co prawda nieco przewidywalną, jeśli przeczytało się wystarczająco wiele kryminałów i powieści sensacyjnych] i wielką dawkę czarnego, inteligentnego humoru.
Strona mknie za stroną, rozdział za rozdziałem, akcja na przemian przyspiesza i zwalnia. W innym wypadku może denerwowałoby to, ale tutaj Montes na tyle sprawnie żongluje pomysłami i motywami [tylko raz czy dwa potykając się o własne nogi], że nie można nie dać się uwieść jego idei. Tak więc czyta się „Sekretną kolację” i zastanawia się, do jakiej kategorii w ogóle tę powieść zaliczyć, czy da się ją w jakiś sposób sklasyfikować. Zaczyna się powieścią obyczajową, ni stąd ni z owąd zamieniając się w groteskę, czarną komedię, gdzieś po drodze dołącza wątek sensacyjny i kryminalno-psychologiczny, a kończy się… w sumie trudno powiedzieć czym.
Z „Sekretną kolacją” jest pewien problem. Zaskakuje i niejednokrotnie szokuje czytelnika i jeżeli czyta się całość na jednym podejściu – a oto nietrudno, bo Montes potrafi wciągnąć odbiorców do swojej opowieści – wtedy najnowsza powieść brazylijskiego pisarza jest świetna. Ma się ją ochotę dać do przeczytania i polecać każdemu, kogo się spotka. Ale gdy emocje zejdą, gdy czyta się ją w pewnych odstępach, wtedy książka trochę nuży i czytelnik może mieć wrażenie, że został oszukany, bo to poczucie całkowitego zszokowania sprawiło, że lektura wydawała się cudowna. Nadal jest to dobre, wciągające czytadło, przy którym można zapomnieć o otaczającym świecie, ale jest to tylko dobre czytadło, bez efektu „wow” [a przynajmniej brak go po ochłonięciu po lekturze].
„Sekretna kolacja” nie robi takiego wrażenia, jak „Dziewczyna z walizki”, jest trochę gorzej od swojej poprzedniczki napisana, ale wciąż to wciągająca i zapewniająca dużą rozrywkę czytelnikom. Częstokroć ohydną i obrzydliwą, przyprawiającą o mdłości, a także zmuszającą do przemyślenia swojego katalogu wartości rozrywkę. Aż strach pomyśleć, co jeszcze wymyśli Raphael Montes.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?