
REKLAMA
„[…] Sidney wyznał, że wszystko wskazuje na to, iż w Granchester popełniono kolejne morderstwo.
- Dobry Boże, synu, wy tam giniecie jak w bitwie nad Sommą.”
- Dobry Boże, synu, wy tam giniecie jak w bitwie nad Sommą.”
W Granchester ksiądz nigdy nie ma spokoju. A tu trzeba kogoś pochować, a to udzielić parze ślubu, a to znów tłumaczyć, że samotny żywot mu nie przeszkadza, a to trafi się jakieś morderstwo. To ostatnie jakoś stosunkowo często zdarza się w parafii Sidneya Chambersa. Młody ksiądz chciałby bardziej skupić na sprawach duchowych swoich parafian, ale co ma począć, gdy ci zabijają się nawzajem?
A że już zasmakował w zagadkach, stara się pomóc swoim owieczkom, nawet jeśli oznacza to ganianie po miasteczku za mordercą czy pakowanie się w kłopoty, które nie przystoją księdzu. Jego najlepszy przyjaciel inspektor Keating już się pogodził z obecnością księdza Chambersa podczas śledztw, czego nie da się powiedzieć o dziekanie w Cambridge, głowę którego Sidney wciąż zawraca, prosząc o dziwne rzeczy. Ale gdy idzie o dobro uczelni czy o dobro rodzin, trzeba przede wszystkim próbować odkryć prawdę.
„Sidney Chambers. Złowroga noc” to drugi tom opowiadań o bystrym i kochającym zagadki tytułowym księdzu Sidney’u Chambersie. W niczym nie uchybia ona pierwszej części przygód głównego bohatera, zgrabnie ciągnąc opowieść o nim. Runcie zdaje sobie sprawę z ograniczeń związanych z wykreowanym przez siebie światem [ograniczona przestrzeń, epoka, zawód powieściowego detektywa], jednak potrafi to wykorzystać i obrócić na swoją korzyść. Czasem niemalże wprost wyśmiewa niejaką powtarzalność historii – świetna rozmowa Sidneya z ojcem, gdzie ten drugi wypytuje o bezpieczeństwo w tym małej parafii przy takiej ilości morderstw. Czasem po prostu modyfikuje znane schematy – choćby wprowadzając nagle trójkąt miłosny w życiu księdza.
Ożywił także opowiadania poprzez niejakie odejście od klasycznych historii detektywistycznych. Tak więc choć struktura, świat czy bohaterowie nadal należą do rzeczywistości znanej Herkulesowi Poirot, to James Runcie nie wahał się wprowadzić wątki szpiegowskie. Ten zabieg jest oczywiście związany ze zmieniającymi się czasami [drugi tom rozgrywa się na przestrzeni dwudziestu lat – kończy się w 1961 roku], a zatem i ze zmieniającą się tematyką kryminałów wówczas pisanych. Złota era powieści detektywistycznej się skończyła, pojawiają się pierwsze powieści szpiegowskie, stąd też prawdopodobnie ich obecność w drugim tomie przygód Sidney’a Chambersa.
„Sidney Chambers. Złowroga noc” to zbiór opowiadań kryminalnych, których lektura niesie ze sobą poczucie bezpieczeństwa. Bo może i grasują wokół mordercy, może i przez parafię przemykają szpiedzy obcych wywiadów, a samo Granchester mimo swojego wielkiego uroku, do jakiegoś najbardziej bezpiecznego należy, to czego ma się człowiek obawiać, skoro wie, że prędzej czy później Chambers znajdzie winnego.
Marta Kraszewska
