Anne B. Ragde "Na pastwiska zielone"
Anne B. Ragde "Na pastwiska zielone" Wyd. Smak Słowa

REKLAMA
Po niespodziewanym samobójstwie ojca, Torunn walczy o utrzymanie rodzinnego gospodarstwa. Świat wydaje się być przeciwko niej - posiadłość powoli się rozpada, a oprócz hodowli nad świniami, Torunn musi opiekować się także swoim dziadkiem. Choć wujostwo deklaruje swoje wsparcie, to mają oni własne życie na głowie – Erland szykuje się do roli ojca, Margido modernizuje swoją firmę.
A problemy się mnożą. Torunn próbuje powstrzymać frustrację wynikającą z każdego kolejnego popsutego sprzętu – przestającej powoli działać pralki czy odmawiającego posłuszeństwa odkurzacza. Tłamsi w sobie emocje po stracie ojca, związane z poczuciem winy za jego śmierć, z niepewnością, co do własnej przyszłości. Ma wrażenie, że przegrywa na każdym polu – do prowadzenia gospodarstwa ma pomoc w postaci Kaja Rogera, dom rozsypuje się przez lata zaniedbań, rodzinny budżet nie styka, a ona sama czuje się bezsilna. I choć wujowie dzwonią, odwiedzają i oferują pomoc, to odczucie, że coraz mniej się rozumieją, nie ustaje.
„Na pastwiska zielone” to trzeci tom sagi rodziny Neshov. Choć rodzina nareszcie się zjednoczyła i pogodziła się z wydarzeniami z przeszłości, to codzienne życie trochę utrudnia komunikację. Więc rysują się kolejne konflikty, niemalże niezauważalne, czasem tylko wyczuwalne w tonie, w zachowaniu, co tylko sprawia, że czytelnik czeka, aż ktoś w końcu wybuchnie – Anne B. Ragde jest mistrzynią w zarysowywaniu takich rodzinnych spięć, naturalnie kreuje kolejne spięcia, umiejętnie kierując bohaterami.
A także sprawnie opisując i tworząc relacje między postaciami – tu jedną z najlepszych rzeczy, jakie wydarzyły się tej sadze [a trochę ich jest jakby nie było] jest wątek Torunn z jej dziadkiem. Kreśli wszystkie uczucia i zależności jakie ich łączą za pomocą kilku słów, które wymieniają w ciągu dnia, za pomocą tych małych uprzejmości robionych dla drugiej osoby. Wybitność Ragde objawia się w tych niby małych scenach, gdzie wszystko wyraża się w prawie niedostrzegalnym kiwnięciu głową, w mimowolnym spięciu pleców czy pierwszym uśmiechu, który dociera do oczu. Nie krytykuje, nie osądza bohaterów, traktując ich z matczyną delikatnością. Dzięki temu w każdym rozdziale czuć jej miłość do nich, stąd brak komentarza i opisywanie ich losów subtelnie, ze zrozumieniem. Bo wszak każdy z bohaterów powieści Ragde to człowiek taki jak każdy inny, tyle że z innym bagażem doświadczeń.
„Myślał, że będzie teraz miał coś w rodzaju rodziny. Nie tylko Erlend miał takie myśli. Że gorzkie korzenie leżące pod Neshov budzą się do życia, ale na zupełnie innych zasadach. Dobrych i pozytywnych. Dopiero teraz, właśnie w tej sekundzie, zdał sobie sprawę, że tego pragnął, taką miał nadzieję. Nie uświadamiając sobie tej nadziei, nie patrząc, jak lśni mu w dłoniach, nie próbując jej ogrzać, nakarmić własnym działaniem.”
„Na pastwiska zielone” początkowo kończyły trylogię o rodzinie Neshov. I to widać, czuć podczas czytania – Anne B. Ragde zamyka wątki, dopina historię, dając każdemu z rodziny Neshov jakiś koniec, zaznaczając jakiś ich los, który się dopełnił. Jest to zakończenie może i niepełne, ale mające ręce i nogi, bez fajerwerków, ale prawdziwe. Jak ten trzeci tom będzie się miał w stosunku do wydanego niedawno „Przebaczenia na zawsze”, czwartej części sagi, to okaże się już niedługo, pozostaje mieć nadzieję, że czwarte spotkanie z rodem Neshov będzie równie udane, co te w trzecim.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?