Andrzej Turczyński
Ceremoniały
Andrzej Turczyński Ceremoniały Wydawnictwo JanKa

Bractwo Figurek Nabazgranych Piórem na Pergaminie, aczkolwiek dostęp do niego najłatwiejszy na świecie, jednak strzeże swoich sekretów paradoksalnie właśnie tym, że aż nazbyt łatwo się uprzystępnia, ale tym przede wszystkim, że swoją obecność ukrywa w splocie liter, przyjmując symbolicznie postać słowa, będącego cieniem realnego bytu, cieniem padającego od wcielającego się w słowa autora, a to problem już nie tylko metafizyczny, lecz i mistyczny, sięgający korzeniami w czeluści religijnego doświadczenia.

REKLAMA
Tym jakże złożonym zdaniem rozpoczyna Andrzej Turczyński swe Ceremoniały. Książka ta z pozoru należy do gatunku tych, które pisarze, czy poeci tworzą u schyłku życia swego piszą, by podsumować przeżyte lata i napisane utwory. Ta japońska tradycja nie tkwiła jednak u źródeł Ceremoniałów. Książka wprawdzie traktuje o umieraniu, ale również i o życiu. Ludzki byt jest chwiejny, porzućmy więc jego tymczasowość, zdaje się mówić do nas Autor, a nie są to słowa człowieka, który ze światem właśnie się żegna. To przede wszystkim słowa kogoś, kto na nowo stara się przeżyć własne życie, te chwile, które minęły, ale zapamiętane zostały jak smakołyki jedzone w czasie uczty.
Ceremoniały zaskoczą każdego z nas, nawet tych, którzy sięgali po tę książkę z pełną świadomością, iż Autor celebruje w niej słowo. Każde zdanie, starannie wycyzelowane, jest ucztą duchową dla najbardziej nawet rygorystycznego purysty językowego. Jednocześnie Autor posiadł tę rzadką umiejętność swobodnego przeskakiwania z codzienności zwykłych mieszkańców miasteczka En do Prousta, Obłomowa czy Boccaccia. Tej książki więc nie sposób przeczytać, tę książkę się smakuje, trzymając ją długo na nocnym stoliku, czy w podróżnym plecaku, a wyciągnięta daje nam odskocznię od brutalnego, codziennego języka drugiej dekady XXI wieku.
Mam świadomość, że każdy z nas będzie inaczej patrzeć na Ceremoniały, dlatego oprę się pokusie, by napisać więcej o jej treści. Nie chcę spierać się z innymi czytelnikami, wolę bowiem ten czas przeznaczyć choćby na ponowną analizę perfekcjonizmu Anastazji Modestownej.
Czego i wam wszystkim życzę

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?