
Pracują pod przykryciem, ich czas pracy jest nielimitowany. Cierpi na tym ich życie rodzinne, praca pozostawia też skazę na psychice i zdrowiu. Ich praca przypomina obowiązki sapera- błąd kosztować może zbyt wiele.
REKLAMA
Poznajmy superglinę z Piły. Maciek jest szczęśliwym mężem i ojcem dwóch synów, jego partner jest dobrym kompanem zarówno do pracy jak i kieliszka. Jego szef tylko bywa czepliwy, ale któż z nas nie ma czepliwego szefa? Tenże superlina obok normalnych obowiązków lokalnego funkcjonariusza CBŚ, angażuje się w różnorakie akcje na terenie całej Polski. Praca pod przykryciem ma bowiem w sobie pewien magnes. Wejście w środowisko z odpowiednią legendą, zarzucenie sieci na przestępcę, rozpracowanie jego kontaktów i wreszcie cudowny finał w postaci założenia kajdanek i uczynienia świata choć trochę znośniejszym do życia. Nie jest to jednak zadanie dla zwykłego zjadacza chleba. W tej pacy trzeba mieć żelazne nerwy, odpowiedni refleks i znakomitą pamięć. Błąd bowiem kosztować może życie.
Wielodniowe wyjazdy w różne strony Polski nie mogą podobać się szefowi Maćka. Traci policjanta, co powoduje, że jego partner musi pracować za dwóch. Chwała i medialna sława z pracy delegacyjnej spada na kogoś innego. Nic dziwnego, że Maciek przed wyjazdami musi toczyć wojny nie tylko z żoną, ale i swoim groźnym przełożonym. Wyjazdy Maćka są wyczerpujące. Przestępca nie jest bowiem grzecznym chłopcem i nie spędza czasu pijąc miętową herbatę i czytając Wergiliusza. Spotkać go raczej można w miejscach, gdzie serwuje się mocny alkohol i ktoś, kto wylewa za kołnierz budzi podejrzenie. Wyjazdy te są więc zakrapiane alkoholem, co źle wróży przyszłości naszego supergliny. Innym niebezpieczeństwem może być zbyt daleka fraternizacja z przestępcą- spędza się z nim tak wiele czasu….. no i te pieniądze, z których należy się rozliczać, a które są taką pokusą… Nasz bohater jednak im nie ulega mimo, że ten polonez, kredyty i potrzeby dzieci…
Trudno mi oceniać pracę osoby zwalczającej handel narkotykami przyjmuję więc relację Gorsky`ego za dobrą monetę. Jednak wykreowany przez niego funkcjonariusz wszedł w świat biznesu, gdzie zaczął tropić przekręty podatkowe, które, jak okazało się, przeczyły całej mojej wiedzy o prawie podatkowym, jak i logice w określaniu kosztów takich przekrętów. Zapewne piętnaście lat temu niektórzy próbowali naciągać budżet państwa podobnymi metodami, jednak nie na skalę przemysłową. W dobie zaś wyposażenia policji w „kijanki”, szuka się o wiele bardziej wysublimowanych sposobów optymalizacji podatkowej. W tym właśnie momencie książka zaczęła być nieco naiwna i irytująca. Tym bardziej, że zaraz nastąpił happy end.
Słowem Kameleon jest świetną lekturą wakacyjną i odpowiedzią na coraz bardziej popularne kryminały skandynawskie.
