Jan Sowa
Krzysztof Wolański
Sport nie istnieje
Igrzyska w społeczeństwie spektaklu
Jan Sowa Krzysztof Wolański Sport nie istnieje Igrzyska w społeczeństwie spektaklu Wydawnictwo WAB

Sport. Szlachetna rywalizacja ludzi, których celem było osiągnięcie rzeczy niemożliwych. Citius, altius, sportius. Ta dewiza nowożytnych igrzysk jakoś przybladła w dzisiejszych realiach. A może nigdy nie istniała?

REKLAMA
Chleba i igrzysk. Tak wołali mieszkańcy starożytnego Rzymu, wyrażając tym nie tylko swoje potrzeby, bez zaspokojenia których mogli wywołać rozruchy, ale też uzewnętrzniali swe gusta. Widok zmagających się ludzi, często w morderczych uściskach, był niejako wenylem, przez które uchodziły negatywne emocje. Ten sam mechanizm działa do dziś. Sukcesy sportowe wywołują dumę narodową, pozwalają na patriotycznie usprawiedliwioną konsumpcję bardzo dużych ilości alkoholu, z jednoczesnym pokazaniem przegranym kto tu właściwie rządzi. Nic dziwnego, że właśnie do sukcesów w sporcie wszelkiej maści dyktatorzy przykładali wielkie znaczenie. Tymczasem jednak sport można porównać do sprawnie działającego konglomeratu przedsiębiorstw, nastawionego na maksymalizację zysków, a sami sportowcy traktowani są jak bilansowe długoterminowe inwestycje, które można zyskownie zbyć, kiedy nie gwarantują napływu odpowiednio satysfakcjonujących strumieni finansowych.
Sportowiec X, który jest piłkarzem, strzela dużo goli. Staje się więc idolem kibiców. Każdy kibic marzy o tym, by właśnie jego syn stał się kimś takim jak X, a i synek chce zostać następcą Iksa. Pan X otrzymuje propozycje reklamowe, klub sportowy zamawia gadżety z panem X, gadżety rozcodzą się jak świeże bułeczki i wszyscy są zadowoleni. Kibice, bo mogą powiększać swoje zbiory, pan X, bo jest na topie, a klub sportowy przelicza uzyskane zyski i analizuje czy transfer pana X już się zamortyzował. Zamortyzowany pan X będzie jeszcze przez jakiś czas gwarantować zyski, ale przyjdzie dzień, w którym pan X stanie się mało atrakcyjny zarówno dla klubu, jak i dla jego kibiców. I wtedy następuje transfer, a im bardziej jest on sensacyjny, im większe pieniądze w sobie kryje, tym więcej kibice płacić będą za gadżety wydane już przez nowy klub, który to stworzy własną tabelkę, w której zapisywane będą przychody, jakie przyniesie nowy nabytek. I w ten oto sposób piłkarz stanie się tylko jedną z pozycji majątku klubu, swoistą inwestycją gwarantującą nie tylko gole, co kwoty wyrażone w dziesiątkach czy setkach tysięcy euro.
Od dziecka nie przepadałem za widowiskami sportowymi. Przeżywanie przez znajomych sukcesów czy porażek, czy rosnące ich oczekiwania bardzo mnie irytowały. Miałem bowiem wrażenie, że to teatrum kryje za sobą coś odstręczającego, poniżającego wręcz widzów, a argumenty, które przytoczyli Autorzy jeszcze bardziej mnie w tym utwierdzili.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?