
Jest rok 1693. Francja toczy wyniszczającą obie strony wojnę z Ligą Augsburską, za kilka lat wojna ta doprowadzi do kryzysu gospodarczego. Zagrożeni poborem i wygłodzeni chłopi coraz częściej myślą o bogactwie, które czeka na nich w Nowej Francji , wielu też wybiera trudny, ale pełen perspektyw żywot osadnika. Wśród nich znalazło się dwóch młodzianów – Rene Sel i Charles Duquet.
REKLAMA
Zasady, które rządzą życiem osadników są proste. Przez pierwsze lata pracują na rzecz osiadłych farmerów. Ich zadanie to karczowanie ziemi i uprawa pola. Po odpracowaniu tej swoistej pańszczyzny mogą liczyć na własny kawałek ziemi, możliwość postawienia domu i las, którego bogactwa nie są reglamentowane przez jakiekolwiek prawa feudalne. Nie wszyscy oczywiście byli w stanie zaakceptować te zasady, dla wielu bowiem pojęcie sukcesu oznaczało coś więcej niż kawał ziemi i chata z surowych bali. Dla Rene taka perspektywa oznaczała spełnienie wszystkich życiowych aspiracji i do szczęścia mogłoby tylko brakować hożej Francuzeczki z błękitnymi oczami, Charles zaś nie chciał pracować dla kogoś, kto był tak samo okrutny jak panowie w rodzinnej Francji, postanawia uciec, być dla siebie panem i pracować tylko dla siebie.
Tak właśnie zaczyna się historia dwóch rodzin, które na wiele pokoleń związały swoje losy z drzewami. Historia ludzi, którzy oszołomieni bogactwem nowo odkrywanych ziem rzucili się na nie z chciwością właściwą ludziom, którzy nie myślą o przyszłości, o następnych pokoleniach. Na razie czynią sobie ziemię poddaną, wycinając to, co da się wyciąć i niszcząc wszystko pozostałe. Ród Sela można w jakiś sposób usprawiedliwić. To prości ludzie, dla których posługiwanie się siekierą to jedyny sposób zapewnienia sobie kawałka chleba. Inaczej jest z rodziną Charlesa. Dla nich las oznacza przyszłe zasoby pieniężne. Skupują wielkie połacie lasów po to, by je później wycinać. Dopiero przyszłe pokolenia pomyślą o zalesianiu. Jednak czym jest zalesianie? Czy las sadzony przez człowieka zastąpi puszczę? Czy rząd jednolitych drzew sadzonyh w równych odległościach będzie tym samym widokiem, który widzieli protoplaści dwóch rodów z powieści Annie Proulx? Trudno przy lekturze tej książki uciec od pytań i nasuwających się analogii, trudności te będzie odczuwał zwłaszcza polski czytelnik i wszyscy znamy przyczyny tego stanu rzeczy.
Wróćmy jednak do samej książki, bowiem wspominanie nazwisk wielkich destruktorów polskiej przyrody byłoby w tym miejscu zbrodnią. Annie Proulx napisała sagę dwóch rodzin, nie jest to jednak saga klasyczna. Polityka czy wydarzenia na świecie są w niej obecne, jednak wydawać by się mogło, iż nie wpływa ona na losy bohaterów tak, jak powinna. Wszak jedna z tych rodzin to rodzina biznesmenów, a ci muszą zwracać na nią uwagę, choćby przez wzgląd na przyszłość swoich interesów. Co więc jest w tej książce najważniejsze? Tak to las, las, który powinniśmy chronić choćby przez właściwy każdemu z nas instynkt samozachowawczy. To las, który się nigdy nie kończy, tak samo jak ta książka.
On się po prostu gdzieś urywa. By znów się gdzieś zacząć. Choćby w naszych myślach.
