Michael Hughes "Mali ludzie"
Michael Hughes "Mali ludzie" Wyd. Prószyński i S-ka

REKLAMA
Końcówka millenium, Wielki Pożar w Londynie w 1666, wykopanie szczątków Miltona i sprzedanie ich na targu oraz morderstwa Kuby Rozpruwacza – co łączy te wszystkie wydarzenia?
Chris, młody, zdolny programista, ma rozwiązać problem milenijny – wraz z końcem 1999 roku przestać ma działać cała sieć komputerowa. Zamknięty w sobie, za najbliższego znajomego ma Lucy – ekscentryczną, nieco przerażającą koleżankę z pracy. Pewnego dnia na targu staroci znajduje tajemniczą układankę. Jej zakup uruchamia całą lawinę zdarzeń – skacząc poprzez wieki i wydarzenia.
Akcja „Małych ludzi” toczy się kilkutorowo, w kilku przestrzeniach i stuleciach. Wątki przeplatają się wzajemnie, całość „przeskoków” uruchamia się wraz z zakupem tajemniczej, starej, na pozór bezużytecznej zabawki. To swoista podróż w czasie, co do której nie do końca wiadomo, kogo ona dotyczy. Chrisa? Zabawki? Czytelnika? A może wszystkich razem? Zagadka zawirowań fabularnych, przeskoków w czasie i powiązań pomiędzy kolejnymi wydarzeniami wyjaśni się dopiero w wielkim finale.
Każda sekwencja czasowa jest swoją odrębną całostką – tzn., owszem są rozbite na epizody, wymieszane ze sobą, ale jednocześnie każda z nich jest swoim własnym tworem. Napisane w zupełnie innym stylu, o innej budowie, sposobie narracji i prowadzenia akcji – są więc listy od Kuby Rozpruwacza o popełnianych zbrodniach, są wspomnienia pewnego służącego, są dwie narracje trzeci osobowe – Williama Blake’a mającego obsesję na punkcie Miltona i Chrisa, próbującego zapobiec katastrofie milenijnej. Niejednokrotnie wydaje się, jakby to były cztery osobne fabuły, cztery osobne historie nie mające ze sobą nic wspólnego, jakby wrzucono kilka książek w jedno.
Jest to złudzenie pozorne, bo kolejne wątki mają ze sobą więcej wspólnego niż można by się spodziewać. Poszczególne motywy pojawiają się w kolejnych opowieściach, wrzucone jakby mimochodem, dzięki czemu historie splatają się i są jakoś powiązane. Choćby – Lucy ma obsesję na punkcie Kuby Rozpruwacza i pożycza Chrisowi komiks o jego zbrodniach, a w historii Williama pojawiają się co i rusz odniesienia do twórczości Miltona.
Prócz tego wszystkie te opowieści łączy jeden, znaczący motyw. Wszystkie opowiadają o momentach przełomowych, znaczących i mocno zapisujących się na kartach historii. Łączą je emocje, jakie odczuwają bohaterowie – przerażenia przez tym, co przyniesie przyszłość, bo skoro mogło lub może dojść do takiego przerażającego zdarzenia, jak morderstwa Kuby Rozpruwacza czy niemalże sprzedawanie szczątków dopiero co odkopanego grobu, to do czego jeszcze zdolna jest ludzkość, co ją może zatrzymać. To ciągłe poczucie, że świat taki, jaki znamy, się zaraz skończy – dosłownie [wątek Chrisa] czy przenośnie [wszystkie pozostałe wątki]. Hughes ciągle zadaje pytania, jak daleko można się posunąć, gdzie postawi się granicę.
Ciągły strach, przerażenie towarzyszy bohaterom lub wybrzmiewa z ich opowieści – kolejnym wątkom towarzyszy brutalność, agresywność czy twarda prymitywność, wynikająca choćby ze sposobu mówienia Lucy lub listów Kuby Rozpruwacza. To wszystko składa się na specyficzną atmosferę powieści, która także spaja wszystkie wątki.
„Mali ludzie” to powieść specyficzna, trudna w odbiorze – mnogość wątków, które z pozoru trudno powiązać między sobą, niełatwy język czy brutalność przekazu – jednak warto po nią sięgnąć, zmierzyć się z tekstem. Z pewnością jest to debiut jak najbardziej obiecujący i można ze spokojem wyczekiwać kolejnej powieści Hughesa.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?