Ryszard Ćwirlej
Już nikogo nie słychać
Ryszard Ćwirlej Już nikogo nie słychać Wydawnictwo Czwarta strona

Poznań, 1926 rok. Zaledwie kilka miesięcy minęło od przewrotu majowego. Nowe rządy starają się ustabilizować sytuację w kraju, co w mieście, które stanęło po stronie legalnego rządu, wydaje się niemożliwe. By ułatwić to zadanie, do Poznania wysyłani są policjanci i urzędnicy pochodzący z Galicji i Centrum Kraju. Wśród nich znalazł się również dawny powstaniec wielkopolski i weteran wojny polsko bolszewickiej Anatazy Olkiewicz.

REKLAMA
Tak zaczyna się najnowszy kryminał Ryszarda Ćwirleja. Kryminały retro mają u nas wzięcie. Nic dziwnego, obok wątków sensacyjnych zawierają również wątki obyczajowe i faktograficzne, dzięki czemu Czytelnik może poznać realia życia sprzed kilkudziesięciu lat lub, jak w przypadku tej książki, posmakować gwary, która niestety coraz rzadziej jest używana. Chwała Ci, Ryszardzie Ćwirleju za to i to stokrotne. Zostawmy jednak samego pisarza i zajmijmy się jego książką. Droga powrotna do Poznania była dla przodownika Olkiewicza szczęśliwa. Poznał bowiem kobietę, która na tyle mu się spodobała, że zaczął snuć plany na przyszłość przy jej boku. W domu rodzinnym okazało się jednak, że w tajemniczych okolicznościach zamordowany został wuj naszego bohatera. Olkiewicz mając świadomość, że powierzone niedoświadczonemu aspirantowi śledztwo może utknąć w martwym punkcie, rozpoczyna samodzielne dochodzenie.
Kilka dni później dochodzi w Poznaniu do kolejnego morderstwa. Tym razem ofiarą jest adwokat i działacz narodowy. Czy te sprawy coś ze sobą wiąże? A może ma to związek z dawno zapowiadanym kongresem partii narodowych lub zapowiadanym przyjazdem Marszałka? Policja ma więc pełne ręce roboty, a na zadawane pytania nikt nie potrafi udzielić odpowiedzi. Tymczasem w Poznaniu uaktywniła się zakonspirowana jaczejka komunistyczna, która, zgodnie z zasadą-wróg mego wroga jest moim sojusznikiem, nawiązuje kontakty z narodowcami. Prowadzone śledztwa, zarówno to samodzielne, jak i Olkowicza, ujawniają dawne, głęboko skrywane tajemnice, które kierują zarówno policjantów, jak i czytelników na fałszywe tory. Nikt nie przypuszcza, że tajemnicze morderstwa związane są z pewnym zdarzeniem z wojny polsko bolszewickiej.
Ten kryminał musi zaskakiwać. Daremnie szukać w nim bystrookoich policjantów. Wszak do policji trafiają zwykli ludzie, więc dlaczegóż policjant nie mógłby zostać okradziony i trafić pod skrzydła złotoustej Klary Grzelakowej, lub nie mógłby zapomnieć służbowej broni przed akcją. Dlaczego wydaje się to nam dzisiaj nieprawdopodobne, skoro i u nas policjanci ruszają z miotaczami gazu, by zatrzymać uzbrojonego w kałasznikowa przestępcę? Ćwirlej przywołuje dodatkowo ten dawno zapomniany świat, pełen łobuzerskich szczunów i nadwarciańskich szuszwoli rodem z zapomnianej już książki Marii Rataj. Czytelnik ma okazję zobaczyć Rataje, jakże inne niż te dzisiejsze, Rataje świeżo włączone do Poznania, zachowujące jeszcze swój wiejski charakter, w dodatku może wejść na ten stary, nie zniszczony jeszcze plac Wolności, czy Stary Rynek, na którym oczywiście musi uważać na swój portfel, zwłaszcza kiedy zaczyna się ten niezapomniany pokaz koziołków. I te właśnie walory są siłą książki Ćwireja, a odpoczynek przy całkiem niezłym kryminale jest wartością dodaną.
A że przy okazji Autor dał prztyczka w nos narodowcom……

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?