Louise Jensen "Surogatka"
Louise Jensen "Surogatka" Wyd. Burda Książki

REKLAMA
Kat i Nick od lat bezskutecznie starają się o dziecko. Próby zajścia w ciążę nie kończą się sukcesem, do adopcji ostatecznie nie dochodzi, oni są coraz bardziej zdesperowani. I gdy zdaje się, że nie ma już żadnych szans, Kat spotyka Lisę, przyjaciółkę z młodości, która niemal z miejsca oferuje swoją pomoc.
Lisa proponuje, że zostanie surogatką, chcąc spełnić wielkie marzenie Kat, by zostać mamą. Choć oferta jest niespodziewana, a ochoczość wydaje się nieco podejrzana, Kat z chęcią na nią przystaje, wciągając dawną przyjaciółkę z powrotem do swojego życia. Dawne utarczki i dramatyczny koniec przyjaźni odchodzą w niepamięć, jednak na tym radosnym obrazku zaczynają pojawiać się rysy. Lisa ma przed nią jakieś sekrety, Nick zachowuje się dziwnie, zaś sama Kat ma wrażenie, że ktoś kręci się wokół jej domu…
„Surogatka” to trzecia powieść Louise Jensen, która przebojem zdobyła w 2016 roku listy bestsellerów w Wielkiej Brytanii oraz serca brytyjskich czytelników. Po „Siostrze” i „Prezencie” nadszedł czas na zmierzenie się z tematem macierzyństwa zastępczego. Jak Jensen wspominała w wywiadzie, surogatki to nadal temat zastępczy w Wielkiej Brytanii, taka szara strefa – i choć nie skupia się specjalnie na historii samych surogatek, to dobrze oddaje uczucia ludzi, którzy się na taki krok zdecydowali. Brak prawnego uregulowania spraw staje się jedną z przyczyn wiecznego niepokoju – bo co jeśli na sam koniec to wszystko okaże się farsą? Co jeśli
jedna strona nie wywiąże się ze swoich obowiązków?
Te myśli zaprzątają głowę Kat, bohaterki, co do której nie wiadomo właściwie do końca, co powinno się o niej sądzić. Z jeden strony to takie typowe miłe dziewczę z obowiązkową rysą na życiorysie – ciemnym sekretem, który się za nią ciągnie niczym cień. Z drugiej – trudno nazwać ją jakąś specjalnie wyrazistą postacią czy w ogóle wyrobić sobie o niej większą opinię. Przewija się przez „Surogatkę”, jej podejrzenia i działania napędzają fabułę, ale o niej samej czytelnik nie dowiaduje się nic ponad to, co potrzebnym było autorce do książki. Niby to i dobrze, że nie otrzymało się kilometrowych wynurzeń, jak przy niektórych kryminałach, ale z drugiej strony czuje się jakiś niedobór.
Już lepiej na jej tle wypada Lisa, ale wynika to raczej z faktu, z założenia miała być bardziej niejednoznaczną postacią i dlatego ta szczątkowość informacji o niej jedynie wzbudza większe zainteresowanie i zaintrygowanie. Tytułowa surogatka nie zawodzi, idealnie wpisuje się w swoją rolę – i to zarówno jeśli idzie o Lisę teraźniejszą, jak i Lisę z przeszłości.
Jensen po raz kolejny zastosowała mieszany czas – przeszłość czyli „wtedy” przeplata się z teraźniejszością czyli „teraz” – sprawia, że czytelnik zaczyna gubić się w chronologii, w tym, co działo się kiedyś z tym, co dzieje się obecnie w książce. Można by to poczytywać za wadę, ale chyba właśnie o całkowite pogubienie się chodziło Louise Jensen. Wczoraj oddziałuje u niej na dzisiaj, ciągle o sobie przypomina, więc błędem byłoby umniejszać jej znaczenie. Bohaterce mieszają się zdarzenia uprzednie z obecnymi, niemalże jeden do jeden przekładając ówczesne zachowanie na zachowania obecne, dlaczegóż by więc podobna sytuacja miałaby nie dotknąć czytelnika? Owszem jest to nieco denerwujące, ale świetne w swojej prostocie.
Louise Jensen nie pisze wielkiej literatury, jej thrillery nie są specjalnie odkrywcze i jeśli ktoś czytał w życiu więcej niż kilka kryminałów, to z łatwością poskłada poszczególne elementy układanki i odkryje prawdę dużo wcześniej niż bohaterowie. Z pewnością nie należy podchodzić do „Surogatki” – ani do jakiejkolwiek innej lektury Jensen – jak do genialnego kryminału, który zawładnie wyobraźnią czytelnika. Jednak jako książka na nudne popołudnie, lekturę do pociągu czy zapychacz czasu, jeśli nie potrzebuje się niczego przełomowego – czemu nie, sprawdzi się idealnie.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?