Ewa Winnicka Cezary Łazarewicz
1968 Czasy nadchodzą nowe
Ewa Winnicka Cezary Łazarewicz 1968 Czasy nadchodzą nowe Wydawnictwo Agora

Rok 1968 zmienił na świecie wszystko. Ten rok, to przede wszystkim rok buntu młodych, którzy nie pamiętali okropieństw II wojny światowej, a jednocześnie nie chcieli, by jej koszmar się powtórzył. To pokolenie powojennych dzieci domagało się jednego- zapewnienia pokoju i swobody, wolności osobistej i obyczajowej. Protestowali więc na całym świecie przeciwko toczącym się wojnom, przeciwko starszemu pokoleniu, które nie rozliczyło się z przeszłością i przeciwko zamordystycznym ciągotkom tych, którzy nie chcieli oddać władzy. Właśnie to pokolenie dwadzieścia lat później kreowało nowe oblicze Europy i świata. Warto wiedzieć w jakich warunkach przyszło im działać.

REKLAMA
Nie byłoby chyba 1968 roku o jakim dziś czytamy, gdyby nie pozornie nieistotne wydarzenie z 1963 roku. 13 października 1963 roku odbył się transmitowany przez media koncert The Beatles. Beatlesi i ich muzyka przygotowała młode pokolenie do tego, by wyrażać swoje zdanie. Młodzi ludzie, do których przemówili Beatlesi pięć lat później odważyli się głośno wypowiedzieć swoje zdanie. Romain Goupil, szesnastoletni przywódca buntu paryskich licealistów i Roman Polański, który podbił amerykański rynek filmowy szokującym, jak na owe czasy Dzieckiem Rosemary. To tylko dwie postacie ukształtowane przez czwórkę z Liverpoolu. Dla Polaków jednak 1968 rok to przede wszystkim Marzec, antysemicka kampania i interwencja w Czechosłowacji. Ewa Winnicka i Cezary Łazarewicz napisali te książkę przede wszystkim dla polskiego czytelnika, tak więc te kwestie zajmują w książce najwięcej miejsca.
Czym się różnił 1968 rok w Polsce od tego we Francji? Tak naprawdę niczym. Bunt młodych przeciwko staremu, stetryczałemu porządkowi rzeczy. Polscy dwudziestolatkowie, podobnie jak ich francuscy czy niemieccy rówieśnicy chcieli przede wszystkim wolności, chcieli ubierać się i czesać według własnej mody, chcieli rozluźnienia obyczajowego i możliwości swobodnej wypowiedzi. Oczywiście francuski student buntując się nie ryzykował relegowania ze studiów czy dwuletnią służbą wojskową w orzyskiej jednostce, niemniej jednak pamiętać należy, że uderzenie pałką przez francuskiego żandarma bolało tak samo, jak to zadane przez „aktyw robotniczy” czy ORMO. We Francji, kraju demokratycznym, nikt nie wpadł na pomysł, aby podzielić naród ze względu na wyznanie dziadków czy pradziadków i tym samym stworzyć atmosferę zagrożenia i pozbawić obywatelstwa ponad 13 tysięcy osób (to ustalone minimum, bowiem inne źródła podają 20 tys. obywateli). Nawet nie sam pomysł Gomułki stanowi do dziś przyczynę polskiego wstydu, jak społeczna reakcja na próbę społecznego podziału. Przemówienie Gomułki, niczym huragan, który mąci spokojne dotychczas wody, wydobyło na powierzchnię męty, pełne nadziei, że już na zawsze na niej pozostaną. Można bowiem wywiesić masę plakatów, urządzić najbardziej podły spektakl, ale zabiegi te nic nie dadzą, jeśli nie znajdą odpowiedniego odbiorcy, ośmielonego w dodatku przez klakiera.
I w tym właśnie tkwi prawda o polskim marcu.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?