Green Scum
Nuselski punk
Green Scum Nuselski punk Wydawnictwo Prószyńsi i S-ka

Staliśmy z Korabem przy barze w szynku Na Zavisti. Już chyba trzecie piwo spokojnie milczeliśmy. Zapowiadał się fajny wieczór.

REKLAMA
To ta dzielnica, o której gospodarz Palivec z Przygód Dobrego Wojaka Szwejka wypowiadał się z godną siebie pogardą. To przecież przedmieścia, gdzie mieszka lumpenproletariat, tu nawet w winiarni Sarajewo codziennie dochodzi do burd. Nusl to taka mieszanka poznańskiej Wildy i Łazarza, gdzie lepiej nie interesować się zbytnio cudzymi sprawami, a obcy może zostać skarcony, przynajmniej słownie, za samo spojrzenie skierowane na pośladki miejscowej dziewczyny. Tu codzienne starania ukierunkowane są na to, by zdobyć środki na chleb i piwo, papierosy i dragi. Tu nawet zaloty wyglądają prościej, choć często prostotę komplikuje wypalony właśnie joint. I takie właśnie Nusle opisał tajemniczy Green Scum. Pod tym pseudonimem kryje się Gloger, prawdopodobnie mieszkaniec tej dzielnicy, która straciła już sławę miejsca, gdzie „nie wolno śmiać się i za dobre mieć ubranie”, ale w dalszym ciągu nie należy do wymarzonych miejsc na stałe osiedlenie.
Tak, to książka wywołująca na twarzy uśmiech przechodzący w szczery miech. Śmiech ten jednak zamiera na twarzy, gdy pojmiemy, że to śmiech przez łzy. Pod iście hrabalowskim humorem kryje się bowiem ten straszny, cholerny smutek życia, zrozumiały tylko dla tych, którym pozostał tylko śmiech i przeżycie kolejnych kilku dni. Czytenik wchodzi więc w opary papierosów, marihuany i piwa nie domyślając się, że tak naprawdę obserwuje, niczym widzowie reality show, cudze życie. Życie pełne problemów, tęsknot i pragnienia miłości.
A przecież czasem kochać jest dość ciężko.