
Kolejna książka o pedofilii? Pewnie tak pomyśli sobie czytelnik widząc tę pozycję na półce księgarskiej. Jednak jej podtytuł sugeruje, że ta książka jest nieco inna, że zmusza do zastanowienia się nad samym określeniem „układ, który ją kryje”. A wnioski, do których dojdziemy mogą wstrząsnąć.
REKLAMA
Zaznaczmy od razu, że pedofilia nie jest przestępstwem popełnianym przez duchownych. Każdy zawód, w którym dorosły korzysta z władzy i autorytetu wychowawcy, kryje przestępców seksualnych. Jednak tylko wśród księży pedofil może liczyć na pełną ochronę całej korporacji, powodując, że sprawca ciężkich przestępstw seksualnych jest bezkarny. Wydawało się, że oto zarówno film Kler, jak i Dokument braci Sekielskich powinien wstrząsnąć polskim społeczeństwem, jednak taktyka przeczekania, którą zastosowała kościelna hierarchia, a także wsparcie, na jakie mogła liczyć ze strony aparatu państwowego, spowodowała, że nagle o pedofilii zrobiło się cicho. Z tego właśnie względu temat ten powinien być stale podnoszony, powinny być podawane wciąż aktualnie wykrywane akty pedofilskie, choćby po to by osłabiać układ, który kryje przestępców. I właśnie na swoich przemyśleniach, do których zmusił mnie Autor, być może też ze szkodą dla samej książki, chciałbym się skupić.
O charakterze samego układu mogliśmy się przekonać w czasie debaty na temat oskarżeń jakie wysunięte zostały wobec księdza Jankowskiego. Wówczas przed mikrofonami dziennikarzy wypowiadało się wielu przedstawicieli świata polityki. Jedni księdza Jankowskiego bronili, inni zaś przyznawali, że kiedyś słyszeli o dziwnych upodobaniach kapelana Solidarności. Zabrakło jednak pytania, jakie rasowy dziennikarz powinien postawić. Pytanie to musiało by brzmieć tak : a co Pan w tej sprawie zrobił? Czy podjął Pan jakiekolwiek działania, by uratować jakiegoś młodzieńca przed chucią zboczeńca? Pytanie takie nie padło, a więc pojęcie układu możemy rozszerzyć nie tylko na klasę polityczną, która fetowała księdza Jankowskiego, o dziennikarzy. Wszak obowiązkiem dziennikarskim jest dochodzić do prawdy, nawet jeśli ta przemodelowałaby układ polityczny i zmusiła władze Gdańska do zmiany treści tablicy. „Oto przestępca seksualny, który cieszył się ochroną najwyższych władz Polski”. Zaiste, taki napis zniechęciłby każdego polityka do nadania orderu komuś, kto byłby choć podejrzany o pedofilię.
Nadszedł cza, żeby skutecznie wstrząsnąć sumieniem polskiego duchowieństwa. Naiwne zdanie, które wydawca umieścił na okładce książki, powoduje tylko gorzki śmiech. Na wstrząśnięcie sumieniem jest już nieco za późno. Jeśli cokolwiek mogłoby ruszyć duchowieństwem to ten trzeci element układu, który skutecznie chroni pedofilów w sutannach i który najskuteczniej mógłby zmusić kościelnych hierarchów do zmiany swojej polityki. Wierni kościoła. Bez nich kościoły stałyby pustkami, a sami duchowni pełniliby rolę gadżetów w swoistym parku rozrywki. Każdy biskup pięć razy zastanowiłby się nad wysłaniem pedofila do innej parafii, mając perspektywę pustych kościołów w czasie Pierwszej Komunii czy Bierzmowania. A tak statystyczny Kowalski i statystyczna Malinowska szepcząc po cichu o tym, że podobno na plebanię lepiej nie wysyłać dzieci, tak naprawdę wzmacnia układ chroniący przestępców przed karą. Nie sumieniami księży, ale sumieniami zwykłych ludzi należy wstrząsnąć, bo jeśli oni nic nie zrobią, to nadal będzie dochodziło do tragedii i nieszczęść.
A przecież wszyscy chcielibyśmy tego uniknąć.
