Majówka i wieńczące ją Święto Narodowe Trzeciego Maja to czas wyjątkowy. Ważny co najmniej z kilku powodów. Po pierwsze, to rocznica uchwalenia Konstytucji 3 maja Rzeczypospolitej Obojga Narodów – pierwszej konstytucji w nowożytnej Europie i drugiej na świecie (po amerykańskiej, a przed francuską), w tamtym czasie “ostatniej woli i testamentu gasnącej Ojczyzny”. Po drugie, to święto ważne, bo ustanawiane aż dwukrotnie, według niektórych źródeł nawet trzykrotnie. Po trzecie, to czas budowania jedności, solidarności i wspólnej narodowej pamięci, bez podziałów i uprzedzeń, a zatem tych wartości, które przeżywają obecnie kryzys. Po czwarte, to święto ważne nie tylko dla nas, ale też dla Litwinów, którzy przypomnieli sobie, że 3 maja 1791 roku był dniem kulminacyjnym także w ich historii. Dlatego oni również obchodzą to święto, które przypomina o wspólnej z Polską dobrej przeszłości. Wreszcie, dla wielu osób to czas wolny od pracy, co – zwłaszcza przy sprzyjającej pogodzie – nastraja doń nader optymistycznie. Wszyscy - każdy na swój sposób - manifestujemy naszą tożsamość, patriotyzm, przywiązanie do wspólnoty i biało-czerwonych barw. Szereg względów przemawia więc za tym, że jest to czas wart szczególnego uczczenia. To też dobry czas na odnalezienie Polskiej Fotografii – takiej, która w soczewce pokazuje to, co wyróżnia nas, definiuje, czyni wyjątkowymi spośród innych narodów. Nie lepszymi ani gorszymi, po prostu innymi. Takiej swoistej fotograficznej ikony polskości.

REKLAMA
Wbrew pozorom, prosty na pozór pomysł okazał się przedsięwzięciem niełatwym. W Polsce mamy deficyt ściśle polskich marek, które silnie identyfikowałyby się z naszym krajem, takich jak np. fińska Nokia, czy szwedzkie Saaby lub Volvo. W pewnym stopniu taką rolę mogą spełniać filmy Andrzeja Wajdy czy obrazy Jana Matejki, ale nawet najbardziej wyjątkowe kadry lub reprodukcje obrazów nie mogą być uznane za fotografie. Nie mamy też tradycji dokumentowania istotnych wydarzeń wyrazistym i prostym w odbiorze obrazem lub oryginalnym gadżetem, aby w ten sposób pokazywać i promować to, co dla nas jest ważne. Fotografia okazuje się być tym segmentem polskiej kultury, który szybko ewoluuje, wciąż się kształtuje i rozwija. Z pośpiechu nierzadko jednak promuje produkty wyidealizowane lub przerysowane, przesadzone lub tandetne. Dlatego wstępna kwerenda potencjalnych kandydatów na Polską Fotografię doprowadziła mnie do wniosku, aby skorygować kryteria poszukiwań: szukać zdjęć o Polsce, wykonanych nie tylko przez rodzimych, ale też zagranicznych twórców, niebanalnych w swej wyjątkowości i prostocie. Zdjęć, które są powszechnie znane i cenione za swoją oryginalność, trafność i siłę przekazu.
Niewielką liczbę zdjęć, które w mniejszym lub większym stopniu spełniały powyższe kryteria, zdominowały fotografie o nucie heroicznej i martyrologicznej, głównie z czasów II wojny światowej (klęska Września, getto, walki powstańcze w Warszawie, Oświęcim), ale też z czasów bardziej współczesnych (np. wydarzenia grudniowe 1970 r.). Przypomniały mi się wówczas prace wyróżniane w ramach największego corocznego branżowego konkursu fotografów World Press Photo, gdzie często przecież dominuje „medialny” motyw konfliktów zbrojnych i ludzkiego cierpienia. Wtedy dostrzegłem też inne zdjęcia wymykające się temu utartemu schematowi, ale wpadające w następny: kołowego transportera opancerzonego stojącego przed warszawskim kinem Moskwa z afiszem filmu F. F. Coppoli „Czas Apokalipsy”, Lecha Wałęsy w Stoczni Gdańskiej, papieskich pielgrzymek do Polski, typowego polskiego sielskiego krajobrazu, zdezelowanej furmanki ciągniętej w dwa konie... Niektóre naprawdę wybitne, ciekawe, ale nie tego szukałem. Polska Fotografia powinna wspominać historię, etnografię czy kulturę, ale nie po to, by epatować cierpieniem, przemocą, masowością uczestników lub zaściankowością. Naprawdę niewiele jest takich fotografii, które w jednym kadrze zamykają całą trudną historię, ale też nadzieję na dobrą przyszłość. Takie, które mogą wzruszać i jednoczyć. Pokazywać to, z czym wszyscy – niezależnie od wyznawanych poglądów, osobistych losów i doświadczeń - możemy się utożsamiać.
Wreszcie wybrałem. Sam, bez żadnych głosowań i kompromisów. Zdjęcie, które łączy, nie dzieli. Pokazuje heroizm, walkę i to – co niby takie niepolskie, a jednak nasze – sukces i zwycięstwo. Pokazuje wytrwałość, hart ducha, talent, trud ciężkiej pracy grupy upartych jednostek w niesprzyjającym środowisku, pełnym uprzedzeń i swoistej awersji do metodycznej pracy i konsekwencji. Nie pokazuje polityki, za to nienachalnie przypomina historię, ale tylko jako memento, potrzebny bagaż w dalszej wędrówce ku przyszłości. Zdjęcie niebanalne, autentyczne i inspirujące. Takie, które chwyta za serce.
To zdjęcie wykonane przez fotografa National Geographic Amerykanina Jamesa L. Stanfielda. Noc z 4 na 5 sierpnia 1987 roku. Klinika Zbigniewa Religi w Zabrzu. Sala operacyjna. Siedzący po lewej stronie zdjęcia zmęczony profesor (wtedy jeszcze docent) monitoruje pracę świeżo wszczepionego serca. To była dopiero 19. operacja transplantacji serca w Polsce i druga w ciągu ostatniej doby. Wyczerpany wielogodzinnym wysiłkiem młody doktor Romuald Cichoń śpi na podłodze, w rogu sali. Tego dnia dwa razy leciał po serce do transplantacji. Wszędzie plątanina kabli. Widać prymitywne, mizerne wyposażenie sali, taką swojską prowizorkę. Rozchlapane ślady walki o życie i zdrowie leżącego na kozetce pacjenta. Osoby równie ważnej i bohaterskiej, jak obydwaj lekarze. To Tadeusz Żytkiewicz – miał 61 lat i nikłe nadzieje na przeżycie choćby kolejnego roku. W 1987 roku wydawał się za stary na przeszczep. Dziś to najdłużej żyjąca osoba po przeszczepie serca w Polsce, prawie 30 lat. Sukces tej udanej operacji przerósł oczekiwania wszystkich bohaterów tego niezwykłego zdjęcia. Z tej podróży w nieznane urodziła się – moim zdaniem – Polska Fotografia.
logo
Z podróży w nieznane urodziła się – moim zdaniem – Polska Fotografia. Zdjęcie wykonane przez fotografa National Geographic Amerykanina Jamesa L. Stanfielda w 1987 roku http://www.worldpressphoto.org/collection/photo/1988/science-technology/james-l-stanfield
Tak okazało się, że zdjęcie sprzed ponad ćwierćwiecza może być ilustracją trzech cnót, które były niezbędne w tamtym czasie i które są niezbędne także teraz: odwagi, determinacji i nadziei. Odwaga jest potrzebna, by pokonywać przeciwności. Determinacja to żmudna, codzienna, metodyczna praca, a także wytrwałość, bez której nie będzie lepszej przyszłości. A o przyszłości nie można dobrze myśleć, jeśli zabraknie nadziei.
Właśnie ta fotografia uznana została przez National Geographic za najlepsze zdjęcie 1987 roku. Zajęła też drugie miejsce w kategorii Nauka i Technologia w World Press Photo w 1988 roku. Obecnie uważana jest za jedną ze stu najważniejszych w całej historii National Geographic. Motyw tego zdjęcia wykorzystał w 2014 roku Łukasz Palkowski, reżyser „Bogów”, w ostatniej scenie filmu.
Wcale się temu nie dziwię. Teraz czekam, kiedy pojawi się nowa Polska Fotografia, równie niezwykła, poruszająca i jednocząca. Może na 30. rocznicę tego zdjęcia?

* * *
PS. Tadeusz Żytkiewicz odszedł we wrześniu 2017 r. w wieku 91 lat, ponad 30 lat po przeszczepie serca.