W TVP1 po raz pierwszy od dawna zobaczyłem naprawdę bardzo ładne obrazki: (1) skoczek narciarski Kamil Stoch po jednym ze swych największych sukcesów mówi, że po prostu dobrze wykonał swoją pracę i już myśli o kolejnych zadaniach; (2) skromny mistrz Adam Małysz niosący Stochowi narty; (3) Sven Hannawald z uśmiechem i wyraźnie okazywanym szacunkiem biegnie do Stocha, by pogratulować mu wyrównania fantastycznego rekordu. To obrazki, które pokazują, jak można budować autorytet i normalne zdrowe relacje między ludźmi przez wspólną pracę i wzajemną życzliwość, ze swadą i humorem, bez bufonady, uprzedzeń, maszerowania i patriotycznego nadęcia.
REKLAMA
Chłopaki skaczący na nartach znów pokazali determinację i współpracę, dzięki czemu osiągają kolejne sukcesy. Co więcej, traktują to jako coś zupełnie normalnego. Oni na co dzień widzą i cenią to coś, czego zazwyczaj nie pokazuje się w telewizji. To zwykła praca trenerów i całego sztabu ze skoczkami. Praca mało spektakularna, długotrwała, banalna, która nie generuje zainteresowania mediów. Jak jeszcze dodamy do tego wciąż słabą infrastrukturę szkoleniową, niechęć wielu młodych chłopaków do wykonywania trudnej, żmudnej pracy w świecie wielu różnych innych możliwości, a także presję środowiska na odnoszenie szybkiego sukcesu, tym większe uznanie należy się tym, którzy w tak niesprzyjających warunkach odnoszą zwycięstwa, z których możemy się wszyscy cieszyć.
To pokazuje, jak ważne jest zaangażowanie sztabowe w „mistrzów”. Ono ma wielki sens, bo rodzi autorytety, zdrową konkurencję i chęć naśladowania „mistrza”. Przynosi też więcej możliwości inwestowania w następców, bo sponsorzy zawsze będą bardziej skłonni zainwestować pieniądze w takiego zawodnika, który swoją postawą udowadnia, że realizowany przez niego projekt może przynosić wymierne profity i - co ważne - ma potencjał do rozwoju. Innymi słowy - bez sukcesów Małysza nie byłoby Stocha. Bez sukcesów Stocha nie byłoby złotego medalu drużyny skoczków narciarskich na mistrzostwach świata sprzed roku. Nie byłoby też większych nadziei na sukces w zbliżającej się olimpiadzie w południowokoreańskim Pjongczangu. Ani grupki ambitnych młodych chłopaków, którzy kiedyś w przyszłości też chcieliby być „Małyszami” i „Stochami”, wygrywać medale na olimpiadzie i mistrzostwach świata.
Cała ekipa naszych skoczków jak i osób im pomagających swoją postawą przełamuje utarte stereotypy, buduje szacunek dla siebie i dla naszego kraju, integruje rodaków wokół radosnej wiary, że Polak potrafi i może bez kompleksów zdobywać kolejne szczyty, o ile jest konsekwentny i uparty, chce i potrafi współpracować dla osiągnięcia sukcesu. To coś, czego bardzo teraz brakuje. I właśnie za to - nie tylko za sportowe osiągnięcia – tej ekipie należy się uznanie i szacunek. Brawo.
