Historia nauki, taka jaką znamy, polega na gromadzeniu, upowszechnianiu i weryfikowaniu obszaru wiedzy oraz identyfikowaniu i pomniejszaniu obszaru niewiedzy. Tak było – z pewnymi zakrętami - od wieków. Współcześnie jednak coraz wyraźniej obserwuje się zjawisko odwrotne. Niewiedzę też można gromadzić i upowszechniać, a poziom wiedzy zmniejszać i kwestionować. Tak moderować i zarządzać debatą publiczną, by siać coraz więcej wątpliwości. Budować zamęt i nim sterować. Poszerzać coraz większy obszar ignorancji, a przez to osiągać własne cele.
REKLAMA
Wiedza to władza. Ale niewiedza, niestety, nie oznacza (…) braku władzy - mówił słynny duński fizyk Niels Bohr. Jako człowiek nauki, noblista i badacz struktury atomu wiedział, że związki wiedzy z niewiedzą są wyjątkowo skomplikowane. Mimo upływu lat, wciąż są mało przebadane ze względu na swój charakter, obejmujący praktycznie wszystkie dziedziny i obszary życia człowieka.
W naszych czasach kompleksowość tych zależności wciąż rośnie. I prowadzi do paradoksu: informacja jest zasobem i jako taka jest pożądana. Ale jej natłok wymusza uporządkowanie i selekcję. Najczęściej więc zapoznajemy z tą informacją, która może nam się przydać w danym miejscu i czasie. A pozostałe informacje odrzucamy, ignorujemy je, ewentualnie wybieramy tylko to, co jest najprostsze i najwygodniejsze. Zakres naszej niewiedzy rozszerza się, zamiast zawężać. Na bazie takich doświadczeń budujemy systemy wartości o otaczającym nas świecie. I na tej – wątpliwej przecież – podstawie wyciągamy wnioski, oceniamy otaczający nasz świat i zachodzące w nim procesy.
Niewiedza może mieć swoje różne wymiary. Może być oparta na logice rynku (wymiar rynkowy), gdzie dany podmiot będzie dążyć do tworzenia odpowiednich warunków do pomnażania zysków. Będzie podważać niewygodne fakty przez kontrowersję i zamęt, sprowadzać udowodnione twierdzenia do roli banału. Upowszechniać informacje o wybranym i wygodnym dla siebie fragmencie rzeczywistości i tak je przedstawiać, by wywoływać reakcje odbiorców zgodne z własnymi intencjami. Może mieć swój wymiar medialny. Codzienny „news” prezentowany w środkach masowego przekazu jest przecież produktem wyboru autorów „newsa”, którzy jego temat i sposób przekazu uważają za ważny, wskazany i celowy. Czyli – innymi słowy – narzucają odbiorcy nie tylko swój punkt widzenia, ale też sposób myślenia. Niewiedza może też mieć swój wymiar polityczny. Celem przekazu nie będzie obiektywne poinformowanie odbiorcy o stanie rzeczy, lecz działanie zmierzające do ukształtowania określonych poglądów i zachowań zbiorowości przez manipulację emocjonalną lub intelektualną oraz indoktrynację, mającą na celu upowszechnienie pożądanych treści, zgodnych z interesem ich autora. Wreszcie, może mieć swój wymiar społeczny. Jeśli informacja przekazywana jest w sposób wystarczająco częsty, emocjonalny, jest masowo powielana w mediach, to staje się faktem medialnym, który może rodzić skutki społeczne. I przestaje mieć znaczenie to, czy pierwotna informacja była prawdziwa, czy nie.
Ogromną rolę w tych procesach odgrywa obieg informacji. Szczególnie ten obieg, który powiela informacje w sposób niekontrolowany, swawolny, nie odróżniający fałszu od prawdy, wiadomości rzetelnych od niedorzeczności. Skutkujący tym, że mimo większej ilości informacji wcale więcej nie wiemy i wcale więcej nie rozumiemy. Funkcjonujemy w wygodnej, ograniczonej internetowymi algorytmami „informacyjnej bańce”, nie przepuszczającej wiadomości, z którymi wolimy się nie zgadzać mimo, że mogą być prawdziwe. Bo przyrost informacji nie oznacza automatycznie przyrostu wiedzy. Nie przypadkiem to uchodźcy (praktycznie nieobecni w Polsce), a nie np. rodzima przestępczość, brawura na drogach, czy ryzyko utraty pracy, budzą obecnie największe społeczne obawy. Rodzime zagrożenia, bardziej prawdopodobne, są bliższe i przez tę bliskość bardziej oswojone. Za to te z zagranicy, mało znane, nagłośnione, czasem medialnie wykoślawione, budzą zdecydowanie więcej negatywnych emocji, chociaż prawdopodobieństwo ich wystąpienia jest znacznie mniejsze.
Pikanterii problemowi dodają różnego rodzaju zagrożenia występujące w cyberprzestrzeni, w szczególności fake newsy, działania hejterskie, trolling czy różnej maści akcje propagandowe uruchamiane w mediach społecznościowych. Wykorzystują one zjawisko społeczne określane jako tzw. ekonomia uwagi, czyli skupianie uwagi odbiorcy przez ekstremizację i soczystość przekazu, najlepiej odwołującego się do sfery emocji: gniewu, strachu czy wstydu. Często ukierunkowane są przeciw komuś, z intencją wyrządzenia krzywdy, ośmieszenia lub obrażenia, a nie na rozwiązanie problemu. Bo przekaz przede wszystkim ma wzburzyć, wywołać ostrą reakcję odbiorcy. Kto by się przejmował takimi banałami, czy przekaz jest prawdziwy? To wymaga już większego wysiłku i odwrócenia uwagi. Wymaga wiedzy, krytycznego myślenia, zdefiniowania własnego stosunku do danej rzeczy. Tylko po co? Nie są to przecież wartości promowane, nie opłacają się, nie dają dużo lajków. Lepszy jest przyciągający uwagę, wielokrotnie powielany, pikantny i soczysty tweet.
Niektórzy uczeni twierdzą, że ignorancja może być racjonalna wtedy, gdy koszt uzyskania informacji istotnej dla podjęcia decyzji jest wyższy, niż oczekiwana wartość korzyści, przez co nieracjonalne jest jego poniesienie. Racjonalna ignorancja ma wpływ, gdy decyzja jest podejmowana przez dużą liczbę osób (np. wybory powszechne), gdyż wtedy prawdopodobieństwo, że jeden głos zmieni ostateczny wynik, jest bardzo małe. Tyle tylko, że to wciąż jest ignorancja, chociaż z przymiotnikiem. I to ona jest wykorzystywana przez graczy rynkowych, niektóre media czy polityków. To ona jest paliwem dla przesądów i stereotypów, uprzedzeń i kompleksów. I jako tanie w bieżącym użytkowaniu paliwo ma ona swoją dalekosiężną siłę sprawczą. Bo wciąż jest, bo żyje i atakuje, przejmuje inicjatywę w sprawach budzących społeczne emocje. I wciąż kształtuje sposób postrzegania rzeczywistości w społeczeństwie.
Czy z ignorancją można walczyć? Można. Już amerykański prawnik, polityk i parlamentarzysta William B. Widnall (1906-1983) wygłosił ważną, a niedocenianą dzisiaj myśl: „Ojcze nasz” składa się z 56 słów, Deklaracja Niepodległości - z 300, a ostatnio ogłoszone rozporządzenie rządu w sprawie cen jarzyn - z 26 911 słów. W ten banalnie opisujący rzeczywistość sposób pokazał, że ilość słów nie przekłada się na jakość. Przeciwnie, to wiedza oraz zwięzłość i trafność wypowiedzi rodzi szerokość myśli, bo każdy może je zrozumieć i wyciągnąć własne wnioski. Nie zostawia przestrzeni do relatywizowania. A przy okazji pokazuje, że przed zalewem informacji, dezinformacją i manipulacją można i należy się bronić. Że warto rozumieć, co się czyta lub ogląda. Nie dawać się oszukiwać i nie pozwalać sobą manipulować, bo to deprawuje i uprzedmiotawia. Weryfikować informacje, zwłaszcza te, które mogą kogoś niesprawiedliwie krzywdzić lub poniżać. Promować jakościowe, sprawdzone, szanujące prawo i zasady społeczne marki i portale. Uprawiać „zdrową dietę informacyjną” przez szukanie treści prawdziwych, zwięzłych, opartych na faktach. Bronić się na podobnych zasadach, jak w „realu” bronimy się przed natarczywymi kampaniami reklamowymi.
Czy XXI wiek będzie czasem produkcji ignorancji czy też utrzymamy się w świecie sprawdzonych reguł? To wciąż jest pytanie otwarte. O ile z manipulacją znamy się dość dobrze, to jesteśmy na początku drogi uświadamiania sobie obecnej skali tego wyzwania. Ale bez reakcji, bez zdobycia wiedzy i umiejętności, jak nie dać pogrążyć się w zalewie różnych treści, odpowiedź będzie coraz bardziej jednoznaczna. I nie będzie to odpowiedź, którą Szanowny Czytelnik chciałby usłyszeć.
Wykorzystałem:
DeNicola D. R., Understanding Ignorance: The Surprising Impact of What We Don't Know, MIT Press, 2017;
Firestein S., Ignorance: How It Drives Science, Oxford University Press, 2012;
Graef R., Ignorance: Everything You Need to Know about Not Knowing, Prometheus Books, 2017;
Proctor R. N. and Schiebinger L., eds., Agnotology: The Making and Unmaking of Ignorance. Stanford: Stanford University Press, 2008;
Somin I., Democracy and Political Ignorance: Why Smaller Government Is Smarter, Stanford University Press 2013;
Sullivan S. and Tuana N., eds., Race and Epistemologies of Ignorance, Albany: State University of New York Press, 2007, https://toleratedindividuality.files.wordpress.com/2015/10/race-and-epistemologies-of-ignorance.pdf
Firestein S., Ignorance: How It Drives Science, Oxford University Press, 2012;
Graef R., Ignorance: Everything You Need to Know about Not Knowing, Prometheus Books, 2017;
Proctor R. N. and Schiebinger L., eds., Agnotology: The Making and Unmaking of Ignorance. Stanford: Stanford University Press, 2008;
Somin I., Democracy and Political Ignorance: Why Smaller Government Is Smarter, Stanford University Press 2013;
Sullivan S. and Tuana N., eds., Race and Epistemologies of Ignorance, Albany: State University of New York Press, 2007, https://toleratedindividuality.files.wordpress.com/2015/10/race-and-epistemologies-of-ignorance.pdf
