
REKLAMA
Od prawej słońce oświetla, hen gdzieś w dali, strzeliste dachy klasztoru Mont Saint-Michel. Po lewej widać mury okalające bastiony obronne miasta. Gdzieś stąd, wyruszali w świat śmiałkowie i zdobywcy: Jacques Cartier, odkrywca Kanady i Mahe de Bourdonnais, gubernator Mauritiusa.
Cartier był niemal rówieśnikiem portugalskich konkwistadorów. Pozazdrościł Almeidzie, Cabralowi i Albuquerque sukcesów na Oceanie Indyjskim. Pomny porażki Kolumba postanowił sam poszukać zachodniej drogi do Chin i Indii, ale z ominięciem wysp karaibskich i Meksyku bo, jak sądził, powyżej tych miejsc, jakoś "przeskoczy" Amerykę. Nie przeskoczył. Dotarł do Nowej Funlandii i rzeki św. Wawrzyńca.
Kilka wypraw na terenie Kanady zaowocowało znacznymi odkryciami. Nie dane mu było jednak doczekać pierwszych francuskich osadników w Ameryce Północnej. Zmarł podczas epidemii ospy, drzemiąc nad talerzem zupy, w małej wiosce pod Staint Malo.
Cartier pochodził z ubogiej rodziny. Wszyscy w Bretanii zajmowali się połowem ryb, a kiedy fale oceanu odsłaniały skalne podłoże, zbieraniem małż i ostryg. Mały Jacques codziennie wychodził na małże. Wczesnym rankiem odpływ odsłaniał połacie piasku, kamienie i zręby skalne. Zbierał do kosza, ruszające się jeszcze kraby, szczelnie zamknięte małże i oddawał matce. Po południu zapach aromatycznej zupy ściągał do domu całą rodzinę.
Po latach, w zimnych wodach, kanadyjskich rzek wspominał jej smak, którą nazywał „Zupą z Saint Malo”. Podawana w wielkich, glinianych miskach, razem z garścią grzanek i tartym serem, swym smakiem opowiadała więcej o tym kawałku Bretanii niż niejeden książkowy bedeker.
Mule gotuje się z warzywami, cebulą i szafranem. Niektórzy wyłuskują małże ze skorupy i miksują razem z chlebem oraz kartoflami. Takim daniem objadał się malarz Paul Gauguin, podczas swojego, twórczego pobytu w Pont Aven. Uwielbiał dodawać do zupy śmietanę i pieprz cayenne, który poznał na Martynice. Mule kupował na targu w małej wiosce Le Pouldu, gdzie jakiś czas mieszkał. Gauguin lubił pitrasić, był bardzo wybredny i choć przemierzył kawał świata, zadowalał się chlebem, serem a nawet kawałkiem corned beef. Nie jadał ostryg, ani surowych małż. Jednak mule stanowiły, w tym jego, morskim menu, pewien wyjątek. O tej zawiesistej zupie, napisał wiele lat później, kiedy przebywał już na Hiva Oa, że "przyśniła mu się wraz z mroźną wichurą nad Concarneau… "
