tanie paliwa z alg  rozpalają wyobraźnię kierowców i inwestorów
tanie paliwa z alg rozpalają wyobraźnię kierowców i inwestorów Shutterstock

– Wlałem pełny bak i pojechałem do Warszawy. To działa. Pierwsza instalacja produkcji paliwa z alg Polsce jest faktem! – cieszy biznesmen z Wrocławia, który na razie woli występować w mediach nieoficjalnie. Ma plan rozwoju biopaliwowego biznesu do skali przemysłowej. Instalacje testował od wielu miesięcy, aby przekonać siebie i niedowiarków, że z morskich alg można wyprodukować pełnowartościowe paliwo.

REKLAMA

Teraz może produkować kilka tysięcy litrów rocznie paliwa, które właściwościami nie różni się od tego kupowanego na stacjach benzynowych. To oczywiście kropla w skali możliwości Orlenu czy Lotosu, które produkują po kilka milionów ton paliw rocznie. To także mniej paliwa niż sprzedaje przeciętna stacja benzynowa. Ale najważniejsze, że wyłom w systemie został zrobiony.

Od alg do benzyny. Takie technologie są już dostępne.
Od alg do benzyny. Takie technologie są już dostępne. Fot. Saphirre Energy

Jak to działa? Istnieją szczepy alg morskich, które w wyniku fotosyntezy mogą produkować olej podobny właściwościami do rzepakowego czy słonecznikowego. W drodze rafinacji olej może być przetworzony na dowolne paliwo: olej napędowy czy benzynę. Algi w dobrych warunkach - dobre nasłonecznienie i dużo dwutlenku węgla - potrafią kilkukrotnie zwiększyć swoją masę kilkukrotnie. W wielu krajach firmy eksperymentują stawiając już hektary algowych farm.

Cena uczyni cuda? Teraz najciekawsze, czyli cena. Jeden z gigantów tej technologii Sapphire Energy twierdzi, że ich zielona baryłka ropy kosztuje 60 dolarów. To znacznie taniej niż aktualna cena za ropę Brent na giełdzie - 108 dolarów. Przy takiej cenie surowca cena benzyny Pb 95 w Polsce wynosiłaby 3,86 zł za litr. To mniej niż wynosi hurtowa cena paliwa Orlenu i Lotosu. Mniej też niż teraz oferują przemytnicy taniego paliwa z Rosji.

Kiedyś takie ceny były szokiem, dziś można tylko pomarzyć.
Kiedyś takie ceny były szokiem, dziś można tylko pomarzyć. fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta

– Na cenę składa się wiele czynników: podatki, skala produkcji i polityka klimatyczna – mówi przedsiębiorca. Po pierwszym sukcesie jest jednak zdeterminowany, aby rozwinąć produkcję do skali przemysłowej. – Barierą jest dostępność dwutlenku węgla – opowiada. – Europejskie i polskie elektrownie oraz zakłady przemysłowe płacą 6 euro za prawo do wyemitowania do atmosfery jednej tony gazów cieplarnianych. Magazynowanie CO2 pod ziemią kosztuje nawet 30 euro za tonę. Zakładam, że w wyniku rozwijania polityki klimatycznej technologie, które przetworzą CO2 będą zyskiwać na znaczeniu. Ten biznes ma przed sobą lepszą przyszłość niż dolewanie estrów rzepakowych do oleju napędowego - mówi przedsiębiorca.

Kolejnym problem to rozliczenie podatków oraz obowiązkowe zapasy, jakie muszą tworzyć producenci i dystrybutorzy paliw. To dwa elementy, którymi państwo chroni rynek, z którego dochody czerpie budżet. Paliwa magazynują państwowi operatorzy, a ich stawki skutecznie przepędzają importerów.

– Zdaję sobie sprawę, że produkcja paliw to nie interes na biedaków, ale jestem przygotowany. Koszt docelowej inwestycji szacuję na kilkadziesiąt milionów. Wówczas zdolności produkcyjne sięgną 40 tys. ton paliwa. A to realny biznes – mówi dalej biznesmen.

Na świecie paliwa z alg to już nie science fiction. Amerykańska firma Solazyme użytkuje na przykład boeinga 737-800 napędzanego zieloną benzyną lotniczą. Ci sami ludzie zatankowali też specjalnym dieslem fregatę US Navy, która przepłynęła ponad tysiąc mil z Everett w stanie Waszyngotn do San Diego w Kalifornii. Po takiej promocji Solazyme zainteresował się Chevron. Z kolei Shell nawiązał współpracę z hawajską HR Biopetroleum, która hoduje algi w zbiornikach z wodą morską, aby zbadać, która odmiana glonu wyprodukuje największe ilości oleju roślinnego.

Trzeba jednak szczerze powiedzieć, że żadne z przedsięwzięć nie jest jeszcze dochodowym biznesem konkurencyjnym wobec naftowych koncernów. Być może jednak Amerykanie nie mają takiej motywacji jak Polacy, którzy w cenie paliwa płacą 50-procent przeróżnych podatków.