
Z półrocznym opóźnieniem wchodzi w życie nowa ustawa o ochronie konsumentów, która jest wdrożeniem unijnych regulacji. Dzięki zmianom ma się skończyć naciąganie emerytów na garnki i problemy z reklamowaniem wadliwego towaru. Jeśli tylko ktoś zrozumie przepisy, bo nowa ustawa napisana jest takim językiem, że nawet eksperci zachodzą w głowę co oznaczają poszczególne zapisy.
Obowiązujące dzisiaj prawo bardziej chroni jedną firmę, która robi interesy z drugą, niż konsumenta robiącego zakupy. Od 25 grudnia to się zmienia, bo w życie wchodzi ustawa wprowadzająca do naszego prawa unijne regulacje - informuje “Gazeta Wyborcza”. To więc ostatni przedświąteczny okres zakupów, kiedy nieuczciwi sprzedawcy będą mogli korzystać z luk w prawie.
Jednak nowe prawo było przygotowywane w pośpiechu, co odbiło się na jego jakości. Ustawa jest napisana nie tyle hermetycznym prawniczym językiem, co zupełnie niezrozumiałym. A to oznacza, że nie są w stanie jej zrozumieć nie tylko konsumenci i właściciele sklepów, ale i eksperci. Po Nowym Roku możemy więc spodziewać się fali spraw sądowych, które dopiero będą musiały wyjaśnić “co poeta miał na myśli”.
Ale to nie koniec ułatwień dla konsumentów. Ustawa, która obniża maksymalne stawki opłaty interchange, czyli opłaty pobieranej przez bank przy transakcjach dokonywanych za pomocą kart płatniczych, przeszła przez parlament i czeka na podpis prezydenta. Dwa tygodnie temu przyjął ją Senat.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
