
Na pytanie o rozwiązanie kwestii „frankowiczów” Bogusław Kott, były prezes banku Millennium, a dziś przewodniczący jego rady nadzorczej tylko marszczy brew. – A co mnie pan zanudza takimi pytaniami. Nie wiem i pewnie nikt nie wie. Nie ma łatwych rozwiązań – mówi.
– Te twarze. W powiększeniu metr na metr robią wrażenie, co? – pyta i zaczyna opowiadać o wystawie, którą właśnie przygotowuje w warszawskiej Leica Gallery. Twierdzi, że zawsze miał duszę artysty. – Przez 25 lat byłem świadkiem i uczestnikiem kształtowania polskiego rynku finansowego. Bankowość początku lat 90. to były bardzo ciekawe, niezwykle kreatywne czasy. Dlatego jak mnie pytają czemu przeszedłem z finansów do „twórczości” to odpowiadam, że ja nigdzie nie przeszedłem, jak zawsze byłem związany z twórczością, rozumianą jako kreatywność i szukanie rozwiązań – mówi. Dodaje, że teraz rynek bankowy jest dojrzały, przewidywalny, zarządzanie przedsiębiorstwami przebiega w zupełnie inny sposób i to bardzo dobrze. Ale jak to kot poszedł swoją drogą, realizuje się twórczo, ale w innej branży.
Jest wybitnym bankowcem, finansistą, menadżerem. Przez lata był pionierem i guru polskiej, nowoczesnej bankowości. To, że po zakończeniu swojego aktywnego życia profesjonalnego odkryje dla siebie świat fotografii i okaże się zdeterminowanym i utalentowanym fotografikiem, również bardzo mi się podoba. Bogusław Kott udowadnia, że życie po życiu istnieje!!
– Nie, z potrzeby wyrazu – deklaruje filozoficznie Kott i snuje opowieść o swoich zdjęciach. Pokazuje ujęcia z pięknej zatoki na Majorce. Każdy inny zachwycałby się lazurową wodą. Kott tłumaczy czemu jego zdjęcie jest czarno-białe i zwraca uwagę na ledwo dostrzegalną postać mężczyzny stojącego na skalnym klifie pytając: Ale widzi pan jak on skaluje tę przestrzeń?
Ze względu na pracę doktorską dużo mówi o tym czym twórczość fotograficzna według niego różni się od wszechobecnej dziś komunikacji obrazkowej. Opowiada o swoich początkach fotograficznych, o poprzednich zdjęciach, poszczególnych kadrach i wystawach.
Bogusław Kott: – Oczywiście robiłem i robię zdjęcia ludziom na ulicy, ale nie czuję się paparazzi, to raczej baczna, subiektywna obserwacja danej sytuacji, człowieka, momentów. Zazwyczaj też nie pytam kogoś o zgodę na zrobienie zdjęcia, bo to psuje kompletnie nastrój i jest ingerencją w sytuację, zakłóca przekaz – tłumaczy. Osoba fotografowana wiedząc, że jest jej robione zdjęcie zawsze będzie zachowywała się trochę odmiennie. Dlatego tak trudna jest sztuka portretowania, na którą przy okazji pracy doktorskiej Bogusław Kott się odważył.
– Wszyscy pytają, czy przekonanie Grażyny Kulczyk i biskupa Pieronka było trudne. A ja nie mam z tym związanej żadnej dramatycznej historii, żadnej super anegdoty. Zadzwoniłem do nich, że przyjdę z aparatem i nikt nie protestował, a przecież żaden ze mnie Tomek Sikora czy Krzysztof Gierałtowski – mówi.
Napisz do autora: [email protected]
