
„Zrobiłem czarno-biały film o potrzebie spokoju, wycofania ze świata i kontemplacji” – powiedział Paweł Pawlikowski, odbierając Oscara za film „Ida”. Tocząca się w kraju dyskusja na jego temat spokojną jednak nie była. Spór, co do tego, czy taki właśnie „Polaków portret własny” powinien być naszym głównym towarem eksportowym, uwidocznił, jak duże emocje budzą przedstawione na srebrnym ekranie zaszłości historyczne.
Czy kontrowersyjny temat filmu może być przyczyną silnych społecznych podziałów? – pytali uczestnicy debaty „Kino Wolność” organizowanej przez Narodowe Centrum Kultury, która odbyła się na festiwalu „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym. Wzięli w niej udział m.in. Jerzy Stuhr, Paweł Śpiewak, Tadeusz Lubelski i ks. Andrzej Luter, a dyskusję moderowali Grażyna Torbicka i Krzysztof Dudek, dyrektor Narodowego Centrum Kultury. Aby uzyskać odpowiedź na tak postawione pytanie, wystarczyło spojrzeć na listę tytułów, których fragmenty stanowiły punkt wyjścia do dyskusji: „Psy”, „Pokłosie”, „Róża”, „Wałęsa. Człowiek z nadziei”, wspomniana już „Ida”. A to tylko kilka powstałych na przestrzeni ostatnich 25 lat tytułów, których sukces komercyjny dowiódł, że próby rozliczenia się z własną historią rodzą się w bólach i przy akompaniamencie internetowych obelg, z których naczelną jest enigmatyczna „antypolskość”.
„Psy” – ubek wcale nie taki straszny Powstała na początku lat 90. historia Franza Mauera – byłego funkcjonariusza UB, który po weryfikacji rozpoczyna pracę w policji, wprowadziła Władysława Pasikowskiego do panteonu najważniejszych twórców polskiego kina, a jednocześnie sprawiła, że część widowni na zawsze wpisała reżysera na czarną listę.
Grany przez Bogusława Lindę, Mauer, który wcześniejszą karierę w strukturach zawdzięczał małżeństwu z córką ministra, usiłuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości, co nie przychodzi mu łatwo. Okazuje się, że dawni przyjaciele, w przeciwieństwie do niego, wcale nie pałają chęcią nawrócenia i aktualnie znajdują się po przeciwnej stronie barykady. Rozterkom egzystencjalnym towarzyszą problemy miłosne i finansowe, co jeszcze bardziej potęguje współczucie publiczności względem „dobrego” ubeka.
To właśnie za kreowanie tego współczucia część publiczności obłożyła Paskiowskiego klątwą „twórcy antypolskiego”:
Roman Motoła
portal Pch24.pl
Sam Pasikowski nie próbował odcinać swojego bohatera od korzeni:
Władysław Pasikowski
Pasikowski dodaje, że w żadnym razie nie starał się byłego ubeka rozgrzeszać, a jedynie zrozumieć. „Popełnił zbrodnię służenia reżimowi. Reżim upadł. Albo w łeb sobie strzelić, albo spróbować coś, niewiele, naprawić. Franz próbuje” – dodał.
„Pokłosie” – polska wieś jako zabobonna, antyżydowska tłuszcza Problem „zrozumienia” w mniemaniu Pasikowskiego, czy jak chcą jego krytycy – „rozgrzeszania”, reżyser podjął ponownie w 2013 roku, kiedy rozpoczęły się prace nad „Pokłosiem”. Na kanwie kryminału, w którym główną rolę zagrał Maciej Stuhr, Pasikowski snuje opowieść, która ma uleczyć społeczeństwo z „moralnego kaca” – spuścizny, jaką sprawcy mordu w Jedwabnem obarczyli kolejne pokolenia.
Janusz Wróbel
Polityka
O tym, że wytykanie Polakom antysemityzmu to misja potencjalnie samobójcza, twórcy przekonali się już na etapie produkcji. Maciej Stuhr wspominał w rozmowie z „Wprost”: „Człowiek, którego dom miał zagrać w filmie jeden z głównych obiektów, po zapoznaniu się ze scenariuszem wycofał się z podpisanej już umowy. Nawet nie był przeciwko, tylko się bał, że go spalą. Albo np. przychodzili statyści i pytali: 'Co wy kręcicie? Aha, no to wezmę udział, tylko żebym Żydka nie musiał grać'”.
Prawicowi publicyści wytykają jednak Pasikowskiemu, znowu, „antypolskość” i odejście od prawdy historycznej. Jak przekonuje na łamach Frondy Marta Brzezińska, Polacy, owszem, Żydów zabijali, ale tylko i wyłącznie na polecenie i pod groźbą ze strony faszystowskich agresorów.
Marta Brzezińska
portal Fronda.pl
Co ciekawe, publicystka w swojej recenzji innych filmów Pasikowskiego nie dyskredytuje: „Jako się rzekło, obraz twórcy kapitalnych „Psów” (i chyba tylko ten film reżysera można bez mrugnięcia okiem uznać za świetny) jest antypolski w swojej wymowie” – przekonuje Brzezińska.
„Róża” – zło czyha ze wszystkich stron Tłem historycznym filmu Wojciecha Smarzowskiego jest rzadko pojawiający się do tej pory w debacie społecznej problem ludności z terenów dawnych Prus Wschodnich – Mazurów. W trosce o własne bezpieczeństwo, w przeprowadzonym w 1920 roku plebiscycie, Mazurzy zadeklarowali chęć przynależności do Niemiec. W efekcie powojenne władze radzieckie i polskie traktowały Mazurów odpowiednio do tego, jak określili się wcześniej, czyli jak Niemców, co doprowadziło do masowych wysiedleń i wybuchów otwarcie manifestowanej nienawiści.
Smarzowski bardzo dosadnie pokazuje bestialstwo radzieckich żołnierzy, ale nie zaprzecza, że do tragedii Mazurów swoją cegiełkę dołożyli również Polacy.
Tadeusz Sobolewski
Gazeta Wyborcza
Historycznie udokumentowane fakty zostały jednak, zdaniem niektórych, przesadnie wyolbrzymione. Wykazując się zrozumieniem względem gnębionej mniejszości, Smarzowski dołączył tym samym do grona reżyserów „antypolskich”.
Piotr Chmielarz
portal info-poster.eu
„Wałęsa” – jest nadzieja na dialog? W przypadku „Wałęsy. Człowieka z nadziei” zarzuty o „antypolskość”, jeśli padają, to w formie nieco zawoalowanej i łagodniejszej. Być może ze względu na kontekst, w jakim Andrzej Wajda przedstawił byłego prezydenta, który od początku swojej kariery politycznej z wytrwałością godną lepszej sprawy testuje poziom tolerancji społeczeństwa na popełniane przez siebie gafy. Na ekranie udało się Wajdzie ukazać właśnie Wałęsę – „człowieka”, a nie jego polityczną personę.
Duża w tym zasługa Roberta Więckiewicza, odtwórcy głównej roli, którego od prawdziwego Wałęsy odróżnić nie sposób, a miejscami nawet można odnieść wrażenie, że kreowaną przez niego postać polubić łatwiej niż byłego prezydenta we własnej osobie.
Jak tłumaczy Paweł Piotrowicz, recenzent Onet.pl, siłą filmu o Wałęsie jest to, że reżyser nie ucieka w nim od tematu współpracy legendarnego stoczniowca z SB. Już w pierwszej scenie widzimy, jak pod groźbą pięcioletniej rozłąki z żoną i nowo narodzonym dzieckiem podpisuje papiery, których treści łatwo się domyślić.
Paweł Piotrowicz
portal Onet.pl
Krytycy filmu argumentują co prawda, że scena potwierdzająca, że Wałęsa do współpracy z SB się zobowiązał nie służy wcale pokazaniu prawdy historycznej, a „usprawiedliwieniu” jego samego oraz potępieniu zachowań jego „dzisiejszych wrogów”:
Łukasz Adamski
portal wPolityce.pl
Próby rozliczania narodu z własną historią za pośrednictwem kina dobrze, choć być może nieświadomie, podsumował Paweł Pawlikowski. W jednym z wywiadów reżyser „Idy” stwierdził, że tworzy „postacie, które go wzruszają – są nieprzeciętne, mają problemy z historią, z rzeczywistością, są napiętnowane nostalgią za innym światem, za miłością, wiarą”. Może właśnie w takim tonie – ogólnej tęsknoty za miłością i wiarą, a nie chęcią pogłębiania istniejących podziałów ideologicznych, powinna toczyć się debata na temat wydarzeń historycznych, jakie na przestrzeni ostatnich lat utrwalono na taśmie filmowej.
Artykuł powstał we współpracy z Narodowym Centrum Kultury.
