
Wywiad z Jensem Lapidusem, autorem książki „VIP room”
REKLAMA
- Czy łatwo jest trafić imigrantowi w Sztokholmie do VIP-roomu?
Moja pierwsza odpowiedź brzmi „nie”, ponieważ Sztokholm to miasto, w którym społeczeństwo jest bardzo podzielone. Ale jeśli jesteś zamożny, zawsze trafisz do VIP-roomu.
Moja pierwsza odpowiedź brzmi „nie”, ponieważ Sztokholm to miasto, w którym społeczeństwo jest bardzo podzielone. Ale jeśli jesteś zamożny, zawsze trafisz do VIP-roomu.
- Teddy, główny bohater Pana książki, to były więzień, pochodzący z Serbii i mieszkający w Sztokholmie, człowiek obracający się w „nieodpowiednim towarzystwie” – taki antybohater. Ale wygląda na to, że opisywanie wydarzeń z perspektywy czarnego charakteru jest dla Pana interesujące. Czy zatem zło jest ciekawsze dla fikcji?
Zawsze bardziej fascynowały mnie czarne charaktery, a nie oficerowie policji czy perfekcyjni dobroczyńcy. Wydaje mi się, że źli bohaterowie są bardziej ludzcy. Taki trend pojawił się ostatnio także w dobrych serialach telewizyjnych, na przykład, Breaking Bad, Homeland i im podobnych. To dla mnie źródło nieustającej inspiracji.
Zawsze bardziej fascynowały mnie czarne charaktery, a nie oficerowie policji czy perfekcyjni dobroczyńcy. Wydaje mi się, że źli bohaterowie są bardziej ludzcy. Taki trend pojawił się ostatnio także w dobrych serialach telewizyjnych, na przykład, Breaking Bad, Homeland i im podobnych. To dla mnie źródło nieustającej inspiracji.
- Dobrzy i źli bohaterowie – ich role zmieniają się wraz z rozwojem akcji w Pana książce. Teddy chce zostawić za sobą kryminalną przeszłość, a tymczasem musi zaangażować się w śledztwo, Phillip Schale jest ofiarą porywacza, ale także biznesmenem, który nie boi się naginać prawa do swoich potrzeb. Z doświadczenia Pana jako prawnika, co można powiedzieć o powodach, dla których człowiek decyduje się zejść na drogę zła?
Jest wiele przyczyn. Jako prawnik często muszę odpowiadać na pytanie, co może zrobić społeczeństwo, by wyeliminować zbrodnię. Moja odpowiedź brzmi: zapobiegać jej na jak najwcześniejszym etapie. Wierzę, ze źródła zachowań kryminalnych tkwią w dzieciństwie lub w okresie dorastania.
Jest wiele przyczyn. Jako prawnik często muszę odpowiadać na pytanie, co może zrobić społeczeństwo, by wyeliminować zbrodnię. Moja odpowiedź brzmi: zapobiegać jej na jak najwcześniejszym etapie. Wierzę, ze źródła zachowań kryminalnych tkwią w dzieciństwie lub w okresie dorastania.
- Skąd pojawił się pomysł na akcję w powieści „VIP room”?
Akcja oparta jest na prawdziwej historii, w którą byłem zaangażowany. Pewien Norweg porwał dwóch bardzo bogatych przedsiębiorców. Zaatakował ich, a następnie więził w ich własnym mieszkaniu przez długi czas. Został za to skazany na 18 lat więzienia. Zafascynował mnie ten rodzaj zbrodni, w której rozwija się nieunikniona więź pomiędzy oprawcą i ofiarą.
Akcja oparta jest na prawdziwej historii, w którą byłem zaangażowany. Pewien Norweg porwał dwóch bardzo bogatych przedsiębiorców. Zaatakował ich, a następnie więził w ich własnym mieszkaniu przez długi czas. Został za to skazany na 18 lat więzienia. Zafascynował mnie ten rodzaj zbrodni, w której rozwija się nieunikniona więź pomiędzy oprawcą i ofiarą.
- Teddy i Emelie, bohaterowie Pana powieści, żyją w pozornie różnym środowisku. Ona dostaje pracę w firmie prawniczej, on – ze swoją niejasną przeszłością – prawdopodobnie nigdy nie powinien się w jej świecie znaleźć. Ale są sobą nawzajem zafascynowani. Co zatem ich łączy?
Obydwoje są ambitni. Emelie wspina się po ścieżce kariery, a Teddy chce stać się częścią społeczeństwa: zostać prawowitym obywatelem. Ale nie rozmawiają o tym, nie poświęcają temu wiele uwagi. Reprezentują typ ludzi, których można spotkać w północnej Szwecji: są małomówni i raczej nieśmiali.
Obydwoje są ambitni. Emelie wspina się po ścieżce kariery, a Teddy chce stać się częścią społeczeństwa: zostać prawowitym obywatelem. Ale nie rozmawiają o tym, nie poświęcają temu wiele uwagi. Reprezentują typ ludzi, których można spotkać w północnej Szwecji: są małomówni i raczej nieśmiali.
- W wywiadach wspomina Pan, że zawód obrońcy sądowego jest świetną inspiracją do pisania. Czy łatwo jest pogodzić ze sobą te profesje? Czy ciekawszym zajęciem jest przygotowywanie raportu due diligence czy pisanie thrillera?
[Śmiech] Teraz już nie piszę raportów due diligence. Pracowałem wcześniej w firmie prawniczej, która reprezentowała spółki handlowe, ale to było dawno temu. W tej chwili zajmuję się jedynie prawem kryminalnym, występuję w charakterze obrońcy. Muszę przyznać, że uwielbiam przebywać na sali sądowej. Ale lubię też być częścią prawdziwego świata i dlatego nie porzuciłem dotąd praktyki sądowej.
[Śmiech] Teraz już nie piszę raportów due diligence. Pracowałem wcześniej w firmie prawniczej, która reprezentowała spółki handlowe, ale to było dawno temu. W tej chwili zajmuję się jedynie prawem kryminalnym, występuję w charakterze obrońcy. Muszę przyznać, że uwielbiam przebywać na sali sądowej. Ale lubię też być częścią prawdziwego świata i dlatego nie porzuciłem dotąd praktyki sądowej.
- James Ellroy, Dennis Lehane, Ed Bunker – to pisarze, których nazwiska wymienia Pan wśród swoich inspiracji. Co zatem zachwyca Pana w ich stylu?
Język powieści Jamesa Ellroya jest fantastyczny. Ten puls i rytm kojarzą się raczej z poezją czy muzyką niż ze zwykłą literaturą. Z kolei Dennis Lehane zawsze przemyca jakąś naukę moralną w swoich książkach. Uwielbiam, gdy wyprowadza czytelnika na nieznany grunt i rzuca wyzwanie pojęciom dobra i zła.
Język powieści Jamesa Ellroya jest fantastyczny. Ten puls i rytm kojarzą się raczej z poezją czy muzyką niż ze zwykłą literaturą. Z kolei Dennis Lehane zawsze przemyca jakąś naukę moralną w swoich książkach. Uwielbiam, gdy wyprowadza czytelnika na nieznany grunt i rzuca wyzwanie pojęciom dobra i zła.
- Jeśli rozmawiamy o literaturze szwedzkiej, trudno nie wspomnieć o fenomenie skandynawskich thrillerów. Nie dziwne, że czytają je Szwedzi – akcja dotyczy ich rzeczywistości. Ale skąd taka popularność gatunku wśród zagranicznych czytelników?
Nie jestem pewny, czy typowa szwedzka powieść sensacyjna odzwierciedla naszą rzeczywistość. Szczerze mówiąc, większość szwedzkich książek z wątkiem kryminalnym jest daleka od realiów. Moje książki są całkowitym przeciwieństwem szwedzkiej tradycji literackiej – ja inspiruję się historiami z prawdziwych ulic i sal sądowych w Szwecji, piszę o narkotykach, napadach na bank, nieuczciwym handlu i wymuszeniach. Patrząc na te kwestie, wydaje się jakimś paradoksem, że cała ta literatura kryminalna powstaje w kraju, który należy do najbezpieczniejszych na świecie.
Nie jestem pewny, czy typowa szwedzka powieść sensacyjna odzwierciedla naszą rzeczywistość. Szczerze mówiąc, większość szwedzkich książek z wątkiem kryminalnym jest daleka od realiów. Moje książki są całkowitym przeciwieństwem szwedzkiej tradycji literackiej – ja inspiruję się historiami z prawdziwych ulic i sal sądowych w Szwecji, piszę o narkotykach, napadach na bank, nieuczciwym handlu i wymuszeniach. Patrząc na te kwestie, wydaje się jakimś paradoksem, że cała ta literatura kryminalna powstaje w kraju, który należy do najbezpieczniejszych na świecie.
- Sztokholm to ważny bohater Pana książek – jeden z krytyków napisał, że oferuje Pan „wycieczkę z przewodnikiem po szwedzkim piekle”. Czytając Pana książki, łatwo możemy sobie wyobrazić ulice, poszczególne dzielnice. Jakie byłoby według Pana najlepsze miejsce w Sztokholmie, by poczuć ducha miasta?
Każdy turysta, który chciałby poznać prawdziwy Sztokholm, powinien przejechać się metrem z północy na południe, z krótkim postojem pośrodku miasta. Wychodzisz ze stacji metra na przedmieściach i lądujesz w kompletnie innym świecie. Tak jak powiedziałem, Sztokholm jest niestety bardzo podzielony. Ale myślę, że to tylko niewielka część mojego miasta. Od pięknych ulic i miłych ludzi po podejrzane kluby pokerowe, zakapturzonych członków gangów, dealerów narkotykowych i dziwki: w Sztokholmie znajdziesz wszystko. To małe miasto, a jednocześnie stolica średniej wielkości europejskiego kraju w jednym.
Każdy turysta, który chciałby poznać prawdziwy Sztokholm, powinien przejechać się metrem z północy na południe, z krótkim postojem pośrodku miasta. Wychodzisz ze stacji metra na przedmieściach i lądujesz w kompletnie innym świecie. Tak jak powiedziałem, Sztokholm jest niestety bardzo podzielony. Ale myślę, że to tylko niewielka część mojego miasta. Od pięknych ulic i miłych ludzi po podejrzane kluby pokerowe, zakapturzonych członków gangów, dealerów narkotykowych i dziwki: w Sztokholmie znajdziesz wszystko. To małe miasto, a jednocześnie stolica średniej wielkości europejskiego kraju w jednym.
- Wielu ludzi uważa Szwecję za kraj spokojny, bezpieczny, uporządkowany zgodnie z demokratycznymi ideałami, ale Pan określa taki obrazek jako przestarzały. Ponad jedną piątą mieszkańców Sztokholmu stanowią obcokrajowcy. Co sprawia, że jest tak popularnym celem wyjazdów emigracyjnych?
Może wynika to z tego, że życie tu jest bardzo spokojne – przynajmniej w porównaniu z innymi miejscami. Nie sądzę, że imigranci stanowią problem. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy ludzie czują, że ich problemy są marginalizowane.
Może wynika to z tego, że życie tu jest bardzo spokojne – przynajmniej w porównaniu z innymi miejscami. Nie sądzę, że imigranci stanowią problem. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy ludzie czują, że ich problemy są marginalizowane.
- Powiedział Pan kiedyś, że „w szeregach zorganizowanych grup przestępczych w Szwecji często są imigranci”. Czy ekonomiczne, społeczne i polityczne aspekty imigracji wywołują kontrowersje w szwedzkim społeczeństwie?
Tak, ostatnio tak się dzieje. Przedstawiciele partii Szwedzkich Demokratów, która opowiada się przeciw imigrantom, dostali mandaty do parlamentu kilka lat temu. Uważam, że powinniśmy bardziej skoncentrować się na tym, w jaki sposób integrować nowych Szwedów w społeczeństwie, a nie na nich narzekać. Prawdą jest też, że w wiele zorganizowanych zbrodni w Szwecji zaangażowani są obcokrajowcy. Ale to jest naturalne: jeśli uważasz, że nie masz szans na sukces w społeczeństwie, to jest bardziej prawdopodobne, że wejdziesz na drogę przestępstwa.
Tak, ostatnio tak się dzieje. Przedstawiciele partii Szwedzkich Demokratów, która opowiada się przeciw imigrantom, dostali mandaty do parlamentu kilka lat temu. Uważam, że powinniśmy bardziej skoncentrować się na tym, w jaki sposób integrować nowych Szwedów w społeczeństwie, a nie na nich narzekać. Prawdą jest też, że w wiele zorganizowanych zbrodni w Szwecji zaangażowani są obcokrajowcy. Ale to jest naturalne: jeśli uważasz, że nie masz szans na sukces w społeczeństwie, to jest bardziej prawdopodobne, że wejdziesz na drogę przestępstwa.
- „Jest coś podejrzanego w tym, że ktoś próbuje wspiąć się do wyższej klasy społecznej” – powiedział Pan kiedyś w wywiadzie. Szwedzki rząd wydaje mnóstwo pieniędzy na walkę z ksenofobią i nietolerancją, a także na poprawę wyników nauczania dwujęzycznych uczniów. Czy jest prawdą – jak mówi ojciec Teddy’ego, bohatera Pana książki – że ludzie serbskiego pochodzenia mogą zostać albo „gangsterami, właścicielami restauracji lub piłkarzami”? Czy tu nie spełnia się słynny „amerykański sen”?
W pewnym stopniu jest to prawdą: Szwecja to nie Ameryka. Na przykład, nie sądzę, aby mógł tu się pojawić taki prezydent jak Obama.
W pewnym stopniu jest to prawdą: Szwecja to nie Ameryka. Na przykład, nie sądzę, aby mógł tu się pojawić taki prezydent jak Obama.
- Cztery z Pana książek zostały zekranizowane – włączając w to popularną trylogię „Sztokholm Noir”. Czy pisząc myśli Pan o ekranizacji?
Właśnie w Szwecji ukazała się kontynuacja powieści „VIP room”, nosi tytuł „Stockholm Delete”. Do tej pory nie sprzedałem praw do sfilmowania tej nowej serii, chciałem najpierw ukończyć całą historię. (przyp. tłumacza – polscy czytelnicy będą mogli przeczytać tę książkę wiosną 2016 roku).
Właśnie w Szwecji ukazała się kontynuacja powieści „VIP room”, nosi tytuł „Stockholm Delete”. Do tej pory nie sprzedałem praw do sfilmowania tej nowej serii, chciałem najpierw ukończyć całą historię. (przyp. tłumacza – polscy czytelnicy będą mogli przeczytać tę książkę wiosną 2016 roku).
- W kontynuacji „VIP roomu” wracają znani nam bohaterowie – Teddy i Emelie. Jak rozwija się ich relacja?
Teddy i Emelie to główni bohaterowie Stockholm Delete, ich związek będzie się rozwijał, ale obydwoje będą musieli się zmierzyć z konsekwencjami zbrodni, którą Teddy popełnił dziewięć lat wcześniej. To wciągający sequel.
Teddy i Emelie to główni bohaterowie Stockholm Delete, ich związek będzie się rozwijał, ale obydwoje będą musieli się zmierzyć z konsekwencjami zbrodni, którą Teddy popełnił dziewięć lat wcześniej. To wciągający sequel.
Partnerem tekstu są Marginesy