
Biznes to biznes, dlatego trudno dziwić się temu rozdwojeniu jaźni. Film "Smoleńsk" jest murowanym hitem kin z prawdopodobną 2-milionową publicznością. Kto nie schyli się po spore pieniądze z jego pokazywania?
Wydawca "Gazety Wyborczej" wkrótce dołączy do wielu zadowolonych z premiery filmu "Smoleńsk". Uległ pokusie. W należącej do Agory sieci kin Helios już możecie rezerwować bilety na prawicowe kino politycznego niepokoju. Licząca 37 kin i 200 ekranów sieć Helios tak zapowiada film o "Smoleńsku":
Zapowiedź Smoleńska w kinach Agory, wydawcy Gazety Wyborczej
No dobrze, może nie ma słowa o zamachu, ale też nikt nie ostrzega widzów jak na portalu Gazeta.pl. Tam czytamy, że to "najgorszy film jaki widziałam w życiu, naprawdę" – donosi autorka relacjonująca premierę filmu w Teatrze Wielkim.
Najpierw proste wytłumaczenie, dlaczego tak robią na Czerskiej. W opublikowanych niedawno danych finansowych spółki sami jej menedżerowie pokazują, że wpływy z biletów do kina przynoszą spółce więcej pieniędzy niż sprzedaż egzemplarzowa dziennika "Gazeta Wyborcza" oraz innych magazynów. Tylko w tym roku z kin Agora osiągnęła 89,1 mln złotych wpływów, a ze sprzedaży prasy niecałe 69 mln. Mało tego, sprzedaż prasy spadła o 6 procent, w kinach biznes urósł o 15 procent. Dlatego w Heliosie nie znajdziecie słowa krytyki o filmie.
W wielu kinach planowane są cztery seanse dziennie, już od godziny 10.45, nawet w dzień powszedni. Co pokazuje, że menedżerowie śmiało celują w jedną z najważniejszych grup potencjalnych widzów – emerytów, członków klubu "Gazety Polskiej", starszych słuchaczy Radia Maryja. Helios jest największą siecią w Polsce. W dodatku działa głównie w mniejszych miastach, gdzie ma 50 procent udziałów w rynku. W Warszawie dopiero buduje dwa kina.
Ile zyska na "Smoleńsku"? Kulisy zarabiania na polskich filmach ładnie pokazał Piotr Zygo, prezes Vue Movie, spółki dystrybuującej filmy. W podziale zysków kinom przypada około połowa ceny biletu (w Heliosie to 22 zł w weekendy, a najtaniej 14 zł ze wtorki). Jeśli na każdy z seansów przyjdzie 100 osób, co jest szacunkiem bardzo ostrożnym dla najgorętszej politycznej premiery, to kinowe medium Agory wzbogaci się o pół miliona złotych już po pierwszym weekendzie. Przy milionie widzów mająca 24-procentowy udział w rynku sieć kin nabije na kasę 2,8 mln zł.
Znając ciętość publicystów "Gazety Wyborczej", którzy nierzadko kpią z "ekspertów smoleńskich" Antoniego Macierewicza, można by się spodziewać, że spółka powinna natychmiast odrzucić te śmierdzące pieniądze. Znam jednak tylko jeden taki przypadek.
Czy kiedykolwiek w Polsce menedżerowie kin stwierdzili, że nie podoba im się film i ograniczyli jego wyświetlanie ze względów światopoglądowych? Tak było w 2004 roku, kiedy na ekrany kin wchodził "Upadek", dramat wojenny, pokazujący ostatnie dni życia Adolfa Hitlera. W kilku recenzjach dramat zyskał opinię wybielającego potworną postać dyktatora, bo pokazano go jako rozedrganego, opuszczonego przez podwładnych dowódcę. Dlatego na przykład w Warszawie sieć Cinema City ograniczyła jego wyświetlanie do jednego kina. Pochodzenie kapitału miało znaczenie. Ten biznes jest kontrolowany przez rodzinę Greidingerów. Senior rodu Moshe Greidinger otworzył pierwsze ze swoich kin w 1931 roku w Hajfie.
Napisz do autora: [email protected]
