
"Ciche miejsce" to horror inny niż wszystkie. W niezwykle przemyślany sposób operuje dźwiękiem, a raczej jego brakiem. W filmie dialogi są na migi, a bohaterowie chodzą boso, by nie narobić hałasu. W post-apokaliptycznym świecie Ziemią rządzą krwiożercze potwory wyczulone na dźwięk. Jesteś głośny - stajesz się ich obiadem. Twórcą filmu, który w piątek 13 kwietnia wchodzi na ekrany polskich kin, jest pół-Polak, pół-Irlandczyk John Krasinski.
Nad horrorem "Ciche miejsce" rozpływają się krytycy na całym świecie - praktycznie wszystkie recenzje ma pozytywne. "To wyjątkowe dzieło! Znakomicie zagrane, ale i tak największą gwiazdą tego filmu jest cisza i to, co robi z nią kamera" – pisze sam Stephen King. Film jest przebojem w USA - zaliczył drugie (po "Czarnej Panterze") najlepsze otwarcie 2018 roku. Co jest w nim takiego wyjątkowego?

Cisza nocna całą dobę Dawno żaden film nie sprawił, że serce podchodziło mi do gardła, a palce wbijałem w oparcia fotela. "Ciche miejsce" ma naprawdę mocne momenty, w których emocje sięgają zenitu. Swoje modus operandi opiera na patencie odwrotnym do innych horrorów. W dziele Krasinskiego im jest ciszej, tym jest straszniej. Nie dało się uniknąć stworów wyskakujących znienacka, ale jest to po raz pierwszy w pełni uzasadnione.
John Krasinski
Reżyser "Cichego miejsca"
Kiedy inne horrory napędzają nam pietra w sztuczny sposób - w scenie nagle, magicznie nikną dźwięki, muzyka i nagle bum, trzaskają drzwi, w "Cichym miejscu" jest to bardziej naturalne. Potwory, które przypominają Demogorgona ze "Stranger Things" są ślepe, ale mają ekstremalnie dobry słuch, a "widzą" za sprawą echolokacji, wydając charakterystyczne dźwięki klikania (niczym Klikacze z gry "The Last of Us"). Nie wiadomo skąd się wzięły, ale wiadomo, że jedyną szansą na przetrwanie w świecie niedalekiej przyszłości jest bezszelestne poruszanie.

Horror rodzinny 39-letni John Krasinski ma polsko-irlandzkie pochodzenie. Występuje w filmie w potrójnej roli: reżysera, scenarzysty i jednego z głównych bohaterów. Na ekranie partneruje mu Emily Blunt ("Diabeł ubiera się u Prady", "Na skraju jutra", "Sicario"), która prywatnie też jest jego żoną. – Pokochałam w tym scenariuszu to, że tak naprawdę dotyka moich największych lęków, sytuacji, w której nie mogłabym chronić moich dzieci – mówi aktorka. – Kocham głębię i piękno tej historii, która wymyka się gatunkowi horroru. A poza tym John i ja nigdy wcześniej nie pracowaliśmy razem.

W filmie przyglądamy się losom rodziny, która wyszła aktorom i bardzo realistycznie. Przejmujemy się rodzicami, którzy próbują radzić sobie w tej nieciekawej sytuacji, a dzieciaki irytują. Jak to dzieci. – Jeśli sytuacja, w jakiej znaleźli się Abbotowie, sprawi, że trzymasz ich stronę, będziesz zaskakiwany w tych samych momentach, w których oni są zaskoczeni, będziesz smutny, kiedy oni są smutni, będziesz bezbrzeżnie przerażony, kiedy i oni będą się tak bali. Właśnie na tym zależało mi najbardziej – sprawić, że publiczność pokocha Abbotów, którzy są naprawdę wspaniałą rodziną. Tak, by widzowie bali się o nich, kiedy zdarzają się te wszystkie straszne sytuacje – tłumaczy Kasiński, którego do tej pory znaliśmy przede wszystkim z serialu "Biuro".
Cisza na planie! Film Krasinskiego jest sprawnie nakręcony, nie ma w nim przestojów czy prowizorki w efektach lub scenografii. Nie wyłamuje się z konwencji amerykańskiego horroru, ale czuć w nim artystyczny sznyt. Jednak to, co wyróżnia go na tle innych produkcji, to zarażanie strachem - zachowanie bohaterów z ekranu przenosi się na salę kinową. Kiedy postacie są w niebezpieczeństwie i próbują zachować stoicki spokój, my również wstrzymujemy oddech - trochę ze strachu, a trochę przez to, że czujemy się kolejnym członkiem rodziny. Nie chcemy też przeszkadzać innym widzom.

Twórcy udała się niesamowita sztuka, która zazwyczaj dotyczyła tragicznych dramatów i kina moralnego niepokoju, aniżeli horroru - przeżywamy osobiście wydarzenia w filmie. Dlatego nie wyobrażam sobie, by na salę kinową wchodzić z popcornem i colą - nie będzie okazji by sobie pochrupać i posiorbać, bo w "Cichym miejscu" nie ma wielu głośnych momentów na drobne hałasowanie. Najedzcie się wcześniej, by nie najeść się wstydu w trakcie seansu.
"Ciche miejsce" ma szansę powtórzyć sukces zeszłorocznego thrillera "Uciekaj!", który również nieoczekiwanie stał się przebojem, bo straszył w oryginalny sposób. Wydaje mi się, że o "Cichym miejscu" Krasinskiego już jest o wiele głośniej.
