
Dożyliśmy czasów, w których do nakręcenia kinowego filmu nie potrzeba góry złota i bardzo drogiego sprzętu. Wystarczy... iPhone i talent, a tego Stevenowi Soderberghowi z pewnością nie brakuje. Zdobywca Oscara za "Traffic" kontynuuje temat rozpoczęty kilka lat temu w "Panaceum" - schodzi z przemysłu farmaceutycznego i wymierza cios w tych lekarzy, którzy wmawiają nam choroby. Premiera kinowa już 27 lipca.
Sawyer Valentini jest byłą ofiarą stalkera, który zamienił jej życie w koszmar. Niczym świadek koronny musiała odciąć się się od dawnej "ja" i prześladowcy. Przeprowadzka do oddalonej o setki kilometrów Pensylwanii pomogła jedynie na chwilę. Kobieta zaczęła zmagać się z urojeniami, więc spróbowała terapii w Ośrodku Zaburzeń Behawioralnych Highland Creek. Nie do końca w zgodzie z jej wolą personel zamknął ją na dłużej, a jej życie znów zaczęło przypominać piekło.

"Niepoczytalna" w całości nakręcona iPhonem Łatwo się domyślić, że użycie kamery smartfona jest w pełni uzasadnione fabularnie. Niektóre sceny oglądamy np. zza krzaków, co symuluje podglądanie swojej ofiary przez stalkera. Przez to film nabiera jeszcze więcej mocy i autentyczności. Podobnie było przed laty z "Blair Witch Project" i innymi produkcjami wykorzystującymi konwencję found footage.
Steven Soderbergh
Reżyser
Zresztą Soderbergh już kiedyś nakręcił film relatywnie tanią kamerą... z aktorką porno Sashą Grey ("Dziewczyna zawodowa" z 2009 roku). Technologia od tamtego poszła mocno do przodu: przecież od lat wiele teledysków powstaje z wykorzystaniem lustrzanek, a nie profesjonalnych kamer. Po obejrzeniu nagrań ze współczesnych smartfonów już nie pytamy: "Czym to kręciłeś, kalkulatorem?". Można nimi nakręcić pełnoprawny film ze śmiesznym budżetem: półtora miliona dolarów.


Na seansie "Niepoczytalnej" nieraz się zdziwimy, że to obraz z kamerki iPhone'a 7 Plus. Nie jest ostry jak żyleta, ale ta momentalna ziarnistość czy smugi nadają surowy klimat. Nawet przy zdjęciach nocnych nie ma problemów z widocznością. Soderbergh bawi się zatem formą niskobudżetowych psychothrillerów, robi duże zbliżenia na twarze i ustawia smartfona pod frapującymi kątami. Ogląda się to rewelacyjnie również ze względu na świetnie dobranych aktorów - Claire Foy zagrała główną rolę bezbłędnie i bardzo naturalnie.

Trip bez recepty W USA panuje opioidowa epidemia. Setki tysięcy Amerykanów jest uzależnionych od silnych leków przeciwbólowych, które codziennie zbierają żniwo. W Polsce daleko nam do tego stanu, ale już mnóstwo osób funkcjonuje na psychotropach i zewsząd jesteśmy atakowani reklamami dyskusyjnych suplementów diety czy energetyków. Nic dziwnego, że reżyser, który od zawsze swoimi filmami walczył z kapitalizmem, polityką i wielkimi korporacjami, za cel obrał sobie gigantyczny przemysł medyczny, który łamie podstawową przysięgę Hipokratesa.

W "Panaceum" Soderbergh skupił się przede wszystkim na lekach i mrocznej stronie farmakologii. W "Niepoczytalnej" zbiorowym złym bohaterem są szpitale i firmy ubezpieczeniowe czerpiące korzyści finansowe z leczenia pacjentów. Główna bohaterka zostaje zamknięta w ośrodku, w którym nawet najbardziej normalna osoba może zwariować. Podobny ciąg przyczynowo-skutkowy był ukazany w książce i jej adaptacji "Lot nad kukułczym gniazdem". "Niepoczytalna" to jednak dzieło cięższe gatunkowo.
Jesteśmy na tripie razem z Sawyer i razem z nią popadamy w paranoję. Sami czasem nie wiemy, czy faktycznie jest niepoczytalna, czy w ośrodku zaczął pracować jej stalker. Reżyser do samego końca zapewnia nam zwroty akcji i intensywne przeżycia rodem z horrorów. Dawno nie czułem takiej ulgi wychodząc z kina, co w tym przypadku świadczy o powodzeniu terapii szokowej doktora Soderbergha.
